Ho’oponopono

Znalazłem definicję ho’oponopono: „Ho’oponopono to proces uwalniania toksycznej energii nagromadzonej w organizmie, który pozwala na przyjęcie boskich myśli, słów, czynów i działań”.
Nie miałem pojęcia, co to znaczy, więc poszukałem innego wyjaśnienia. Oto, co znalazłem:
Ho'oponopono „Mówiąc najprościej, Ho’oponopono oznacza »polepszyć« albo »naprawić błąd«. Według starożytnych Hawajczyków, błędy biorą się z myśli, które są naznaczone bolesnymi wspomnieniami z przeszłości. Ho’oponopono pomaga uwolnić energię bolesnych myśli i błędów, które zaburzają wewnętrzną równowagę i wywołują choroby”.

Rozwiązując problemy za pomocą zaktualizowanej metody Ho’oponopono, terapeuta łączy swoją Tożsamość i Umysł z Pierwotnym Źródłem, które inni nazywają MIŁOŚCIĄ lub BOGIEM. Kiedy już nawiąże to połączenie, zwraca się do MIŁOŚCI z prośbą o naprawienie własnych błędnych myśli, które objawiają się jako problem — najpierw jego własny, a potem jego klienta. Jego prośba to proces oparty na żalu i wybaczeniu: „Przepraszam za moje błędne myśli, które stały się problemem dla mnie i dla mojego klienta; wybacz mi, proszę”. v
W odpowiedzi na prośbę terapeuty, MIŁOŚĆ rozpoczyna mistyczny proces przemiany błędnych myśli. W trakcie tego procesu duchowej naprawy MIŁOŚĆ najpierw neutralizuje błędne emocje będące przyczyną problemu, takie jak uraza, strach, złość, poczucie winy czy dezorientacja, a potem uwalnia i neutralizuje energię myśli, wprowadzając je w stan pustki i prawdziwej wolności.
Kiedy myśli są już puste i wolne, MIŁOŚĆ wypełnia je sobą. W efekcie terapeuta odnawia się w MIŁOŚCI, a razem z nim również jego klient oraz wszystko to, co miało związek z problemem. Tam, gdzie była rozpacz, teraz jest MIŁOŚĆ. Tam, gdzie była ciemność, teraz jaśnieje Światło MIŁOŚCI.

Kiedy osiągam Stan Zerowy, Boska Moc przepełnia moją podświadomość i świadomy Umysł Inspiracją, pozwalając Duszy doświadczać ludzi w taki sam sposób, w jaki ona ich doświadcza.
Dzięki działaniu Boskiej Mocy, wspomnienia, które ulegają przeobrażeniu w mojej podświadomości, przechodzą taką samą przemianę w podświadomości wszystkich umysłów – nie tylko ludzkich, ale również minerałów, zwierząt, roślin i wszystkich innych znanych lub nieznanych form istnienia. Jak cudownie jest odkryć, że Pokój i Wolność zaczynają się we mnie.

Głównym celem SITH (Tożsamość przez Ho’oponopono) jest odtworzenie Tożsamości człowieka i odszukanie jego naturalnego rytmu w Boskiej Inteligencji. Jeżeli ten pierwotny rytm zostanie przywrócony, otwiera się Zero, a Duszę wypełnia Inspiracja.
Z historycznego punktu widzenia ludzie, którzy uciekają się do SITH, chcą się dzielić informacjami z innymi, licząc na to, że w ten sposób im pomogą. Wyłączenie trybu „Mogę im pomóc” jest bardzo trudne. Nie wystarczy „wyjaśnić”, jak działa SITH, żeby pozbyć się problematycznych wspomnień. Tylko sama SITH może tego dokonać.
Jeśli z własnej woli oczyścimy się z „przed-opłakiwanych lamentów”, poczujemy się dobrze, a razem z nami również wszyscy i wszystko dookoła. Dlatego odradzamy dzielenie się SITH z innymi ludźmi. Najpierw trzeba zapomnieć o cudzych problemach i samemu się wyzwolić, a dopiero potem można próbować pomóc innym.

A to oznacza, że wszystko, co Cię irytuje, co Ci się nie podoba – terroryści, prezydent, gospodarka – możesz uzdrowić tylko Ty sam. W pewnym sensie ci ludzie i sytuacje nie istnieją; to tylko odwzorowanie tego, co się dzieje w Twoim wnętrzu.
To nie oni mają problem, tylko Ty. A żeby ich zmienić, musisz najpierw zmienić siebie.
Wiem, że to jest trudne do zrozumienia. Jeszcze trudniej jest to zaakceptować i zacząć żyć według tych zasad. Obwinianie innych jest dużo prostsze niż wzięcie na siebie stuprocentowej odpowiedzialności.

Doktor Hew Len twierdzi, że jego praca polega na oczyszczaniu samego siebie. Nic ponad to. Kiedy jego umysł staje się czysty, cały świat się oczyszcza, ponieważ świat to on. Wszystko poza nim to tylko wyobrażenie i iluzja.

Według niego jedynym sposobem na rozwiązanie dowolnego problemu ze świata zewnętrznego jest wyznanie „Kocham i Cię” Boskiej Mocy (lub Bogu, Życiu, Wszechświatu – jakkolwiek nazwiesz tę zbiorową siłę wyższą).

Doktor Hew Len zaraz po otwarciu seminarium, zwrócił się bezpośrednio do mnie.
– Joseph, gdy usuwasz jakieś dane z komputera, co się z nimi dzieje?
– Nie mam pojęcia – odpowiedziałem. Wszyscy się zaśmiali. Jestem przekonany, że nikt na sali tego nie wiedział.
– Gdy usuwacie jakieś dane z komputera, co się z nimi dzieje? — zwrócił się z tym samym pytaniem do pozostałych uczestników seminarium.
– Do kosza! – krzyknął ktoś z sali.
– Tak jest – potwierdził doktor Hew Len. – Wciąż są w komputerze, mimo że my ich nie widzimy. Podobnie jest z naszymi wspomnieniami. One w nas są, tyle że ukryte. Naszym zadaniem jest usunąć je całkowicie i bezpowrotnie.
To, co mówił doktor Hew Len było fascynujące, jednak nie miałem pojęcia, do czego on zmierza. Dlaczego miałbym chcieć definitywnie usunąć wspomnienia?
– Możecie przeżyć swoje życie na dwa sposoby – wyjaśnił doktor Hew Len. – Albo będziecie żyć wspomnieniami albo zaczniecie kierować się inspiracją. Wspomnienia to powracające stare programy. Inspiracja to komunikat pochodzący od Boskiej Mocy. Chcecie poczuć prawdziwą inspirację. Jedynym sposobem na to, żeby usłyszeć Boską moc i poczuć inspirację, jest usunięcie wszystkich wspomnień. Jedyne, co musicie zrobić, to oczyścić swój umysł.

– Gdy pracowałem w szpitalu psychiatrycznym i przeglądałem karty pacjentów – powiedział doktor Hew Len – czułem wewnętrzny ból. To było wspólne wspomnienie; program, który sprawił, że moi pacjenci zachowywali się tak, a nie inaczej. Nie mieli kontroli. Byli opanowani przez program. Kiedy ja również poczułem ten program, oczyściłem się.

Jest to metoda oczyszczania, którą doktor Hew Len stosuje najczęściej i która również należy do moich ulubionych.
Chodzi po prostu o to, żeby na okrągło powtarzać cztery wyrażenia, jedno po drugim, adresując je do Boskiej Mocy.
„Kocham Cię”.
„Przepraszam”.
„Wybacz mi, proszę”.
„Dziękuję”.

Istnieją tylko dwa prawa, które kształtują nasze doświadczenia: Inspiracja pochodząca od Boskiej Mocy oraz Wspomnienia przechowywane w Podświadomości – ta pierwsza Nowa, te drugie Stare.

Kiedy po raz pierwszy wziąłem udział w seminarium ho’oponopono
prowadzonym przez doktora Hew Len, ten pochwalił moją książkę Moc Przyciągania. Powiedział, że jeśli dokonam wewnętrznego oczyszczenia, moja książka wywoła wibracje, które poczują wszyscy jej czytelnicy. Inaczej mówiąc: jeżeli będę się udoskonalać, moi czytelnicy odczują efekty na własnej skórze.
– A co z książkami, które już zostały sprzedane? – zapytałem.
Moja książka była bestsellerem i wielokrotnie ją wznawiano. Martwiłem się o tych wszystkich, którzy już zakupili jej egzemplarze.
– Tych książek tam nie ma – wyjaśnił doktor Hew Len, po raz kolejny uderzając mnie swoją mistyczną mądrością. – One wciąż są w tobie.
Krótko mówiąc, nie ma żadnego „tam”.

Dzisiaj w jednym z e-maili przeczytałem następujący cytat:
„Panie, który obdarzyłeś mnie życiem, obdarz mnie sercem wypełnionym wdzięcznością”.
Życzę Ci Pokoju ponad wszelkie zrozumienie.

[rozmowa o sali, na której miało odbyć się spotkanie]
– Moja przyjaciółka twierdzi, że ta sala pozwoli nam przeprowadzić tu kolację, jeżeli ją pokochamy.
– Jak mam ją pokochać?
– Po prostu powtarzaj jej „Kocham Cię” – odpowiedział doktor Hew Len.
Poczułem się głupio. Mam mówić „Kocham Cię” do pomieszczenia? Jednak zrobiłem, co w mojej mocy. Wiedziałem, że nie muszę czuć miłości, żeby ta metoda zadziałała. Wystarczyło, że będę powtarzał magiczne słowa. Tak więc uczyniłem. Prawda jest taka, że jeśli człowiek powtórzy słowa „Kocham Cię” kilka razy, rzeczywiście zaczyna odczuwać miłość.
Po kilku minutach ciszy doktor Hew Len podzielił się ze mną kolejną mądrością:
– Inspiracje i wspomnienia, które każdy z nas przechowuje, mają potężny wpływ na wszystko, co nas otacza, począwszy od innych ludzi, przez minerały, rośliny, aż do królestwa zwierząt. Gdy pamięć zostaje zamieniona w Zero, dzięki ingerencji Boskiej Mocy, ta sama zmiana dokonuje się w podświadomości wszystkich umysłów; wszystkich!
Na chwilę zapadła cisza, po której doktor kontynuował:
– To, co się dzieje w Twojej duszy w danym momencie, Josephie, w tym samym czasie dzieje się we wszystkich duszach. To wspaniałe uczucie, wiedzieć o tym. A jeszcze wspanialej jest uświadomić sobie, że możesz zwrócić się do Boskiego Twórcy z prośbą, żeby wyłączył Twoje wspomnienia i wprowadził Twoją podświadomość w Stan Zerowy, wypełniając ją myślami, słowami, uczynkami i działaniami Boskiej Mocy, jednocześnie czyniąc to samo ze wszystkimi istotami na Ziemi.

Ktoś zapytał:
– A więc twierdzisz, że jeśli mam z kimś problem, to nade mną, a nie nad nim trzeba popracować?
– Jeżeli masz z kimś problem, ta sprawa dotyczy ciebie, nie jego! – odpowiedział doktor Hew Len. – To działa tak: pojawia się wspomnienie, a ty na nie reagujesz. To jest twój problem. On nie ma nic wspólnego z drugim człowiekiem. W swojej pracy pomagałem ludziom, którzy nienawidzili swoich współmałżonków. Kiedyś pewna kobieta powiedziała mi: „Zastanawiam się, czy nie wyjechać do Nowego Jorku. Tam będę miała lepsze szansę”. Wtedy usłyszałem Boską Moc: „Nieważne, gdzie ona pojedzie; jej problemy pojadą razem z nią!”.
Doktor Hew Len wyjaśnił, że gdy ktoś umawia się z nim na sesję terapeutyczną, on nie analizuje przypadku tej osoby, lecz zagląda w głąb siebie:
– Niedawno zadzwoniła do mnie córka 92-letniej kobiety. Powiedziała: „Moja mama od kilku tygodni skarży się na uciążliwe bóle biodra”. Słuchając jej relacji, jednocześnie pytałem Boską Moc: „Co takiego dzieje się we mnie, co spowodowało ból u tej osoby?”. A potem zapytałem: „Jak mogę naprawić ten problem u siebie?”. Dostałem odpowiedzi na moje pytania i zrobiłem to, co mi nakazano. Jakiś tydzień później zadzwoniła ta sama kobieta i powiedziała: „Moja mama czuje się lepiej!”. To nie oznacza, że bóle biodra nigdy nie powrócą, ponieważ większość problemów ma więcej niż jedną przyczynę. Jednak ja wciąż będę pracował nad sobą, a nie nad chorą kobietą.

Jeden z uczestników weekendowych zajęć Tożsamość poprzez Ho’oponopono w Calabasas w Kalifornii nagle wykrzyknął podczas mojego popołudniowego wykładu:
– Mój Boże, teraz wiem, dlaczego bolał mnie brzuch, gdy leczyłem moich klientów. Celowo bratem na siebie ich niedolę. A nie muszę tego robić. Mogę się oczyścić, likwidując w ten sposób wszelką niedolę.
Ten człowiek zrozumiał to, czego większość „uzdrowicieli” nie potrafi pojąć. Klient jest doskonały! To nie on stanowi problem. Uzdrowiciel też nie. Problemem jest to, co Szekspir określa jako „To (…), co czas w nicość zmienia”.
Ten problem to błędne wspomnienia, które gromadzą się w Podświadomości (Unihipili) wspólnej dla „uzdrowiciela” i jego klienta.
Tożsamość poprzez Ho’oponopono to proces rozwiązywania problemów oparty na żalu, wybaczeniu i przeobrażeniu, który każdy może przeprowadzić samodzielnie. W procesie tym błagamy Boską Moc, żeby przemieniła błędne wspomnienia przechowywane w Unihipili w Zero – w nic.
Tak samo jest z Tobą. Błędne wspomnienia w Twojej Unihipili to powracające problemy. Mogą one dotyczyć Twojej nadwagi, syna lub czegokolwiek innego. Świadomy Umysł (Intelekt) nie może sobie z nimi poradzić. Nie ma pojęcia, co się dzieje.
Dlatego w metodzie Ho’oponopono zwracamy się do Boskiej Mocy, która jest w nas i wie, jak rozwiązać nasz problem, żeby przekształciła powracające wspomnienia z Unihipili w Zero.
Należy zauważyć jeszcze jedną rzecz. Nasze oczekiwania i zamiary nie mają żadnego wpływu na działanie Boskiej Mocy. Ona zrobi to, co trzeba, na swój własny sposób i w wybranym przez siebie czasie.

Wszystko, co mamy do zrobienia na tej ziemi, to oczyszczać się lub nie oczyszczać. Możemy sami wybrać swoją drogę, ale to nie od nas zależy, czy rzeczywiście doznamy oczyszczenia. Musimy zaufać Boskiej Mocy, że da nam to, czego potrzebujemy. Czy my wiemy lepiej niż Ona? Wątpię. Dlatego dajmy Jej wolną rękę.
Oczyszczajmy się. Oczyszczajmy. Oczyszczajmy.
– Moją intencją jest dostosować się do intencji Boskiej Mocy – powiedziałem.
– Bardzo dobrze, Joseph – pogratulował doktor Hew Len.
Intencje nas ograniczają. Powiedzmy, że chcesz mieć miejsce parkingowe zaraz przy wejściu do firmy. Masz taką intencję. Jednak Boska Moc daje Ci parking milę dalej. Dlaczego? Bo musisz więcej spacerować. Odpuść sobie. Daj jej wolną rękę.

Celem życia jest powrót do Miłości, chwila po chwili. Aby go zrealizować, człowiek musi pogodzić się z faktem, że jest całkowicie odpowiedzialny za to, jak wygląda jego życie. Musi zrozumieć, że to jego własne myśli kreują każdy moment jego życia. Problemem nie są ludzie, miejsca i sytuacje, lecz myśli o nich. Człowiek musi zdać sobie sprawę z tego, że nie ma żadnego „tam”.

– Wspomnienia mogą powodować, że brakuje ci pieniędzy. Jeżeli jesteś oczyszczony w kwestii pieniędzy, będziesz je miał. Wszechświat ci je da, jeśli tylko się na to zgodzisz. Wspomnienia przechowywane w pamięci utrudniają ci ich zdobycie.
– Jak mam się oczyścić? – spytałem.
– Powtarzaj słowa „Kocham Cię”.
– Mam je mówić do pieniędzy?
– Możesz kochać pieniądze, ale lepiej kieruj te słowa do Boskiej Mocy. Gdy jesteś w Stanie Zerowym, nic cię nie ogranicza, a pieniądze same do ciebie przychodzą. Jeśli jednak koncentrujesz się na wspomnieniach, tkwisz w martwym punkcie. Z pieniędzmi wiąże się wiele różnych wspomnień. Oczyść się z nich, a to samo stanie się z innymi ludźmi.

Doktor Hew Len zaskoczył mnie, mówiąc, że większość terapeutów sądzi, iż ich celem jest pomaganie ludziom lub ratowanie ich. W rzeczywistości jednak ich praca polega na leczeniu samych siebie z programów, które dostrzegają u swoich pacjentów. Jeżeli oczyszczą się ze wspomnień, te same wspomnienia znikną u ich pacjentów.
– Nie ma znaczenia, co będą mówić lub robić twoi trenerzy. Wystarczy, że pokochają swoich pacjentów – wyjaśnił. – Pamiętaj: osoba, którą widzisz, jest twoim odbiciem w lustrze. Wszystko, czego doświadcza, dotyka również ciebie. Oczyść się z programu, który dzielicie, a obaj poczujecie się lepiej.
– Ale jak?
– Kocham cię – powiedział.

„Mój wnuk zachorował na raka. Modliłem się za niego, prosiłem, żeby nie umierał, a mimo to odszedł. Dlaczego tak się stało?”.
Odpowiedziałem mu: „Modliłeś się nie o tę osobę. Powinieneś był modlić się o siebie i prosić o wybaczenie za to, co dzieje się w Tobie, a co doświadczasz jako chorobę Twojego wnuka”.
Ludzie nie zdają sobie sprawy, że sami są źródłem wszystkiego, czego doświadczają. Rzadko modlą się o to, co się dzieje w nich samych.

Nie trwam w tym stanie. Wciąż powracam do tak zwanej rzeczywistości. Wciąż muszę podejmować wyzwania. Gdy Lany King zapytał mnie, czy mam zły dzień, odpowiedziałem, że tak. Nadal go mam. Doktor Hew Len powiedział kiedyś, że nigdy nie pozbędziemy się problemów. Na szczęście jest ho’oponopono – technika, która pomaga je rozwiązać. Jeśli tylko będę stale się oczyszczał i powtarzał Boskiej Mocy „Kocham Cię”, powrócę do Stanu Zerowego.

Doktor Hew Len wciąż przypomina: „To nie jest ekspresowa metoda uzdrawiania. Ona wymaga czasu”.
Ja bym do tego jeszcze dodał, że przebudzenie może nastąpić w dowolnej chwili. Nawet teraz, gdy czytasz tę książkę. Albo na spacerze. Albo gdy głaszczesz psa. Sytuacja nie ma znaczenia. Ważny jest tylko Twój stan wewnętrzny. Wszystko zaczyna się i kończy na tej jednej pięknej frazie:
„Kocham Cię”.

Oto dwa sprawdzone sposoby ho’oponopono na uzdrawianie siebie lub kogoś innego. Pamiętaj, że to, co widzisz w drugiej osobie, jest również w Tobie, dlatego każde uzdrawianie obejmuje również Ciebie. Tylko Ty możesz przeprowadzić ten proces. Cały świat jest w Twoich rękach.
Pierwszy sposób to modlitwa, dzięki której Morrnah wyleczyła setki, jeśli nie tysiące ludzi. Jest prosta, lecz ma wielką moc:
„Boski Stwórco, ojcze, matko i synu w jednym… Jeśli ja, moja rodzina, krewni i przodkowie uraziliśmy Ciebie, Twoją rodzinę, krewnych oraz przodków w myślach, słowach, uczynkach i działaniach, kiedykolwiek od początków stworzenia aż do dnia dzisiejszego, błagamy Cię o przebaczenie… Niech to oczyści, zmyje, uwolni, przetnie wszystkie negatywne wspomnienia, blokady, energie i wibracje i przemieni je w czyste światło… A wszystko się stanie.”
Drugi sposób to ulubiona metoda uzdrawiania doktora Hew Len. Polega ona na tym, że najpierw mówisz „Przepraszam”, a potem „Wybacz mi, proszę”. W ten sposób dopuszczasz do swojej świadomości fakt, że coś (nie wiesz dokładnie, co) dostało się do Twojego systemu ciało-umysl. Nie masz pojęcia, jak się tam znalazło. Powiedzmy, że masz nadwagę – oznacza to, że złapałeś program, który negatywnie wpływa na Twoją figurę. Mówiąc „Przepraszam”, dajesz znać Boskiej Mocy, że pragniesz przebaczenia dla swojego wnętrza za to, co na Ciebie sprowadziło. Nie prosisz Boską Moc o przebaczenie, lecz o to, żeby pomogła Ci wybaczyć samemu sobie.
Kolejnym etapem jest powtarzanie słów „Dziękuję” i „Kocham Cię”. Mówiąc „Dziękuję”, wyrażasz swoją wdzięczność i okazujesz wiarę w to, że Twój problem zostanie rozwiązany w imię najwyższego dobra wszystkich zainteresowanych. Natomiast słowa „Kocham Cię” odblokowują nagromadzoną energię i pozwalają Ci na nowo zjednoczyć się z Boską Mocą. Stan Zerowy to stan pełen miłości, w którym nie ma żadnych ograniczeń, dlatego aby go osiągnąć, trzeba otwarcie wyrazić to uczucie.
To, co się wydarzy później, leży już w gestii Boskiej Mocy. Możliwe, że poczujesz inspirację do określonego działania. Bez względu na to, co to będzie, zrób to. Jeśli nie będziesz pewien, co powinieneś zrobić, zastosuj tę samą metodę uzdrawiania, co poprzednio, tym razem wobec Twojego zakłopotania. Kiedy całkowicie się oczyścisz, będziesz wiedział co robić.
To jest uproszczona wersja zmodernizowanych metod uzdrawiania ho’oponopono. Jeśli chcesz lepiej zrozumieć proces Tożsamości poprzez Ho’oponopono, zapisz się na warsztaty doktora Hew Len.

——————-

Są to luźno wybrane fragmenty z książki Zero limits, każdy oddzielony linią przerwy.

Coraz więcej osób zainteresowanych jest tematem Ho’oponopono. Jako że w polskojęzycznym internecie pojawia się wiele różnych opinii na temat tej książki oraz techniki w niej zaprezentowanej, postanowiłem zebrać w całość wiedzę dotyczącą Ho’oponopono.

Nie moją rolą jest osądzanie metody prezentowanej przez Joe Vitale i Ihaleakala Hew Len. Pragnę jedynie dostarczyć w miarę możliwości pełnego obrazu Ho’oponopono, tak aby każdy zainteresowany mógł sam w zgodzie ze swoim duchem dokonać wyboru.

Poniżej znajdują się odsyłacze do kilku materiałów związanych z Ho’oponopono.
Życzę owocnych przemyśleń.
Lambar

Recenzja Zero Limits (Zero Ograniczeń) nr 1

Recenzja Zero Limits (Zero Ograniczeń) nr 2

Komentarz-sprostowanie Pani Anny Kligert

Co to jest Ho’oponopono – Anna Kligert

Dwadzieścia lat z Ho’oponopono – Anna Kligert

Relacja uczestnika warsztatów Ho’oponopono prowadzonego przez Annę Kligert

Dział forum na którym podawane są aktualne kursy Ho’oponopono

Bajki dwie – o modlitwie nie tylko Ho’oponopono

22 thoughts on “Ho’oponopono

  1. ANETA :

    O tej ksiazce dowiedzialam sie od mojej znajomej ,ktora stosuje ta metode i bardzo jej pomogla w problemach rodzinnych.

    Przyznam sie, przeczytanie tej ksiazki trwalo mi to dosyc dlugo bo niektore rzeczy byly dla mnie zupelnie nowe,ale bardzo chcialam wiedziec na czym ta metoda polega.Zaczelam ja praktykowac na poczatku wypowiadaniem slow „kocham Cie”,przynioslo to niesamowite rezultaty.W pracy zmienilo sie wiele rzeczy.Przestalam miec konflikty ze swoim szefem, zaczelam sobie inaczej organizowac prace,przestalam byc nerwowa ,zamknieta w sobie.Gdy przychodza problemy ta metoda pomaga mi je rozwiazac.Czasami mam potrzebe wypowiadac slowa „kocham Cie” bardzo dlugo jakbym czula za wokolo mnie jest cos co powinnam poprzez milosc oczyscic.W przyszlosci bardzo bym chciala uczestniczyc na kursie u pani Anny Kligert.Mysle ze po takim kursie moglabym w pelni korzystac z metody ho’oponopono.

  2. Maxi:

    No cóż… ja o Ho’oponopono dowiedziałam się właśnie dzięki tej książce. Wzięłam ją do ręki, przeczytałam tytuł, zobaczyłam słowo zupełnie dla mnie niezrozumiałe, potem słowo oczyszczanie i coś mi podpowiedziało „przeczytaj”… Czytałam ją z mieszanymi uczuciami, bo wcześniej czytając książkę Joe Vitale, stwierdziłam że wprawdzie kilka rzeczy zatrzymuję dla siebie, jednak facet mi jakoś nie leży…potem to samo wrażenie miałam w Zero Ograniczeń, ale stwierdziłam że to nie facet ma mi leżeć. W treści też było dużo takich rzeczy które mnie stopowały, ale jednoczesnie nie mogłam się od niej oderwać. W końcu stwierdziłam, że wezmę sobie z niej to co mi pasuje, poodrzucam to co wywołuje u mnie jakiś dyskomfort. Poukładałam sobie to po swojemu, uwierzyłam w to i to działa. Aczkolwiek wciąż szukam czegoś nowego na temat tej metody i powoli trafiam na informacje, tak znalazłam się tutaj i przeczytałam o Annie Kligert. I tu znowu mam taki pewien mały zgrzyt… ta metoda niestety póki co nie ma szans na rozpowszechnienie. No umówmy przecież nie każdy może sobie pozwolić na zapłacenie 600 zł w cenie promocyjnej! za jej odkrycie, więc tak naprawdę facet to wykorzystał, napisał książkę i jak narazie ludzie prędzej sięgną po książkę za 40 zł, niż zapiszą się na kurs…siłą rzeczy zaczną przygodę z Ho’oponopono właśnie od wersji książkowej, być może potem pójdą dalej, a może po prostu pozostaną na etapie książki.

    Ja powiem tak, na pewno nigdy więcej nie sięgnę po książkę tegoż autora jako że zgrzyt dla mnie za duży, więc jest to dla mnie sygnał, że to nie mój autor, drugi wniosek na pewno zrobię kurs Anny Kligert, ale bariera finansowa narazie mi to uniemożliwia.

    A na koniec reasumując…wszystko podlega manipulacji, można się tym załamać, bo czytając teraz te recenzje mogłoby runąć wszystko co sobie człowiek poukładał, ale ja jednak wolę trzymać się „swojego” a jak przyjdzie sprzyjający czas to zrobić kurs i potraktować to jak „wejście na wyższy poziom”.

    W pierwszej chwili zaczęłam żałować, że na te recenzje trafiłam, ale już sobie wszystko poukładałam, za to mam teraz odpowiedź dlaczego tak mnie coś pchało żeby szukać więcej informacji o tej metodzie, widocznie czułam, że to jeszcze nie to i teraz to się potwierdziło. A idąc dalej tym tropem mam teraz pewność, że wewnętrzny głos jest wielką mądrością i głupotą jest go tłumić.

    Do tej pory polecałam tę książkę, teraz po poznaniu tych komentarzy nie polecę jej nikomu, natomiast na pewno będę zachęcać do zgłębiania samej metody.

  3. David_Tua 04-07-2010 – 22:33

    Ja troche nie rozumiem pewnych antagonizmów jakie pojawiają się przy temacie ho’oponopono

    dla mnie sprawa jest dość prosta

    rodzimy się jak czysta tablica , poczym adoptujemy się do otoczenia „zasysamy” wibracje rodziców , rodzeństwa .Przechwytujemy postawy i opinie na tematy .Nikt z nas nie rodzi się w rodzinie guru duchowego i nie pobiera pięknych duchowych nauk o akceptacji i miłości od samego początku

    Świat ludzi szukajacych lepszego zycia zakochał się niedawo w „Sekrecie” – tak zbiorowo nazwe twórczość Hicksów , Walsha , Vitale … tylko że to działa „ale” …

    „ale” … dla mnie to „ale” – to to iż dalej nie osiagnołem niczego czego oczekiwałem

    „dostałem” pewne rzeczy ale w takiej formie iż w zaden sposób nie mogłem się tym cieszyć , czyli w sumie nie dostałem nic !

    kiedy natomiast „sekret” działa – wtedy kiedy na poszczególny stan nie wyrobiłem sobie jeszcze negatywnej-opinio-wibracji , ciężko jednak będąc młodym meżczyzną nie mieć wyrobionej negatywnej-opinio-wibracji dla spraw fundamentalnych dla szczęscia

    Dziś widze siebie jak bohater filmu „efekt motyla” … widze niemal równoległe możliwości , widze jak łancuszki złych opini determinują zdarzenia z mojego zycia

    proces z książki uważm za rewelacyjny !!!

    zmiany jakie zachodzą we mnie są nie do opisania .Czuje iż moge kochać !!! nikt z Was nie zrozumie tego co czuje ale pisząc te słowa mam łzy w oczach … i to nie są łzy smutku , tylko wzruszenia , wzruszenia wprost z wnętrza

    Poprostu wybaczam sobie przeszłość , to naprawde piękne

    cięzko przelać na klawiature to co zachodzi we mnie … jestem pewnien iż przeszłość determinuje pomyślną kreacje przyszłości

    Moje życie to dość wyrażne etapy – dzieciństwo -dużo traumy psychicznej i duchowego samobiczowania , nabywania nonsensowych konpleksów , młodość- moge wszystko i jest wspaniale , póżna młodość -upadek pozytywnych postaw ułuda sukcesu … ciągle szukanie dlaczego znów nie wyszło ? kto jest temu winien ? … A to ja jestem winien !!!

    Dla podswiadmości czas nie płynie … nic nie mija , jest tylko konsekwencja w zbieraniu postaw i logika zachowań niedostępna świadomości

    Vitale tą książką pokazał mi gdzie jest to coś – to magiczne coś co może otwierać wrota szczęscia … to słowo to przebaczenia samemu sobie za to co do swojego życia zaprosiłem

  4. Ta książka to jest wielka inspiracja
    Lambar 05-07-2010 – 00:28

    Jest to wielka inspiracja dla tych, którym w sercu gra wyrażanie miłości. Dla tych, którzy często podświadomie rozumieją, że wybaczenie jest sposobem na uwolnienie się od problemów, takie totalne/konkretne zamiast zamiatania brudów pod dywan, czyli jest sposobem na rozkwit życia na wszystkich płaszczyznach, a to może stać się tylko, gdy przemy w stronę Źródła.

    We mnie od dawien dawna pobrzmiewa właśnie to przesłanie o wyrażaniu miłości i wybaczaniu. I tak stopniowo coraz mocniej w tą stronę się skłaniam.

    Nie uważam tak jak to pisze Dawid, że człowiek rodzi się jak biała karta. Widzę że moje i innych dzieciaki mają „wbudowany” zestaw ograniczeń. Widzę, że często dzieciaki które otrzymują miłość, to i tak w życiu błądzą, a czasami nawet bardzo mocno, do tego stopnia że słyszę od ich rodziców, że czasami to gdyby znali przyszłość, to zastanowiliby się czy chcą zostać rodzicami. Jest to bardzo smutne, lecz nie nam to oceniać. To ich doświadczenia.

    Ale przechodząc do rzeczy. Do książki podszedłem tak jak Maxi – czyli po lekturze w której wyczułem kilka zgrzytów, to wybrałem z niej te fragmenty, które współgrają z moim wnętrzem i pozwoliłem im nasycić moją istotę. Po to aby w przyszłości zgłębić ten proces. Czyli wybieram się w końcu, a mija już rok, na kurs Ho’oponopono.

    Nie twierdzę, że to co przedstawiają autorzy książki jest złe. Wręcz przeciwnie – uważam książkę za dobrą robotę. Bo to jest wspaniała inspiracja aby zwrócić się do Źródła i wybaczać.

    Jednak należy z całą stanowczością podkreślić fakt, że ta książka nie opisuje Ho’oponopono, tylko traktuje o przygodzie jaką odbył Joe Vitale z dr Hew Len. Prócz tego opisuje metodę wybaczania, która dla mnie nie jest nawet uproszczoną metodą Ho’oponopono, jak to jest podane w książce. Co prawda nie byłem na kursie, lecz od bliskich mi trzech osób, które kurs odbyły dowiedziałem się jak to wygląda w praktyce.

    Podsumowując – książka powinna być odbierana tak jak to powyżej napisałem – przygoda Joe Vitale z dr Hew Len, a nie jako kurs Ho’oponopono. A słyszę, że ludzie często tak właśnie podchodzą do sprawy, że z książki dowiedzą się o Ho’oponopono.

    Cieszę się Dawidzie, że tak duże zmiany u Ciebie zachodzą, że kierujesz się w stronę miłości i wybaczania. Sam nie raz doznałem tego cudu wybaczania, i dla mnie to jest najwartościowszy kierunek w życiu. Inaczej zapętlamy się w swoich żywotach. Jezus pięknie nauczał o wybaczaniu, jeśli pod tym kątem przestudiuje się jego nauki, to był on mistrzem Ho’oponopono 😀

    Nie jestem wielbicielem poezji, jednak jest jeden wiersz, który czasami sobie pod nosem nucę. W sumie skubany sam mi się przypomina:

    Miłość mi wszystko wyjaśniła,

    Miłość wszystko rozwiązała –

    dlatego uwielbiam tę Miłość,

    gdziekolwiek by przebywała.

    Autorem jest szefu katolicki, czyli papież Jan Paweł II, i mimo że nie wyznaję żadnej religii, to podziwiam tego człowieka właśnie za jego działania w zakresie wybaczania. Człowiek ten wychodził poza sztywne ramy religii aby przybliżyć mocniej ludzi do Źródła.

    I jeszcze trzy grosze dla Maxi odnośnie kwestii finansowej. Jeśli pójdziesz na jakiś kurs, przykładowo obsługi komputera czy księgowy – to płacisz za niego. Zapłacisz relatywnie mniej, ponieważ będzie to kurs w szkole, które jest w tym wyspecjalizowana. Tu mamy sytuację inną – specjalnie w danym terminie przyjeżdża nauczyciel, jest wynajmowana sala, wynagrodzenie idzie dla nauczyciela oraz organizatora, który łoży swoje pieniądze i czas na rozgłoszenie informacji o kursie.

    Tak więc koszty zupełnie inaczej wyglądają w takiej sytuacji.

    Ale to każdy sam rozstrzygnie w swoim wnętrzu, czy taki kurs Ho’oponopono jest wart wydania tych pieniędzy. Bo należy też pamiętać o jednej rzeczy – komuś może to teraz nie być wcale potrzebne. Nie w takim znaczeniu że Ho’oponopono jest jakieś ograniczone, tylko że dana istota aktualnie przerabia inną część doświadczenia i mogłoby to nawet tak wyglądać, że po kursie Ho’oponopono ludek szybko zapomina, bo teraz jest mocno zagłębiony w przetrawianiu czego innego.

    A to właśnie dostrzegam u znajomych – że pomimo wiedzy, iż ho’oponopono oczyszcza, że wybaczając uwalniamy się i rozkwitamy, to ludzie po jakimś czasie mało korzystają z wiedzy zdobytej na kursie.

    Ot prosty przykład – wiemy że błogosławieństwo czyni podobne cuda. Może nie taki totalne, czyli wymazanie od podstaw problemów, ale z całą pewnością świat ulega cudownej przemianie. I człowiek nastawia się: będę przez cały dzień błogosławił wszystko co wpadnie w me ślepia? I co? Ile takich dni w życiu było? 😉

    Podobnie jest z procesem Ho’oponopono. Praktyka czyni mistrza. Nie od razu Rzym zbudowano. Czyli stopniowo, po maluchu należy uskuteczniać działania i człowiek się rozkręci. Ale należy działać. Należy pragnąć, pobudzać się, zerkać w stronę Źródła. Bez tego kręcimy się jak g… w przeręblu, czyli działamy z pozycji odtwarzacza wspomnień, jak to Ho’oponopono powiada.

    Ufff, chciałem krótko coś napisać, ale moje chciejstwo jakoś się ulotniło im więcej pisałem rozmyślając o wybaczaniu 🙂

  5. maxi 05-07-2010 – 07:25

    „Jednak należy z całą stanowczością podkreślić fakt, że ta książka nie opisuje Ho’oponopono, tylko traktuje o przygodzie jaką odbył Joe Vitale z dr Hew Len. Prócz tego opisuje metodę wybaczania, która dla mnie nie jest nawet uproszczoną metodą Ho’oponopono, jak to jest podane w książce. Co prawda nie byłem na kursie, lecz od bliskich mi trzech osób, które kurs odbyły dowiedziałem się jak to wygląda w praktyce.

    Podsumowując – książka powinna być odbierana tak jak to powyżej napisałem – przygoda Joe Vitale z dr Hew Len, a nie jako kurs Ho’oponopono. A słyszę, że ludzie często tak właśnie podchodzą do sprawy, że z książki dowiedzą się o Ho’oponopono.”

    …no i właśnie o to mi chodziło…gdyby książka była pisana w takiej właśnie konwencji to w momencie zetknięcia się z oryginalną metodą człowiek nie miałby poczucia takiego zażenowania czy zniesmaczenia… Ja przez chwilę tak się czułam, wręcz mogłabym się poczuć oszukana, gdyby nie to że czytałam książkę i czułam, że „coś tu nie gra”. Rzeczywiście ta książka jest inspiracją, ale to nie zmienia faktu że wokół metody która ma zmieniać jakość życia, tak naprawdę ktoś tworzy swego rodzaju jakieś dziwne coś…

    Ta książka spokojnie mogłaby być nawet cieńsza, gdyby ten showman odpuścił te niekończące się wstępowania w tej książce 😉 ja w każdym razie czytałam i cały czas miałam takie poczucie, że wciąż nie mogę się doczekać meritum i kiedy zacznie się właściwy etap tej książki 😉

    No cóż…z jakichś powodów to właśnie od książki miałam zacząć, tak więc dam już sobie spokój z pastwieniem się nad nią, albo raczej nad autorem i większości tego co napisał w niej 😉

    I jeszcze jedno mi teraz przyszło na myśl… Hew Len wogóle mnie do siebie nie przekonał, czytałam tę książkę ale ta osoba jakoś dziwnie była przeze mnie wypierana? Nawet nie wiem jak to określić….

  6. maxi 05-07-2010 – 07:34

    „I jeszcze trzy grosze dla Maxi odnośnie kwestii finansowej. Jeśli pójdziesz na jakiś kurs, przykładowo obsługi komputera czy księgowy – to płacisz za niego. Zapłacisz relatywnie mniej, ponieważ będzie to kurs w szkole, które jest w tym wyspecjalizowana. Tu mamy sytuację inną – specjalnie w danym terminie przyjeżdża nauczyciel, jest wynajmowana sala, wynagrodzenie idzie dla nauczyciela oraz organizatora, który łoży swoje pieniądze i czas na rozgłoszenie informacji o kursie.

    Tak więc koszty zupełnie inaczej wyglądają w takiej sytuacji.

    Ale to każdy sam rozstrzygnie w swoim wnętrzu, czy taki kurs Ho’oponopono jest wart wydania tych pieniędzy. ”

    Masz rację Lambar 🙂 sprzeczać się nie będę, bo rzeczywiście jestem zła, że póki co nie mogę kursu zrobić a dodatkowo wczoraj po przeczytaniu recenzji itd… zjeżyło mi się futerko 🙂

    Tak jak napisałam wcześniej, ja na pewno ten kurs zrobię, ale jednak większość stykających się z Ho’oponopono zacznie swoją przygodę z tą metodą właśnie od książki…patrząc na siebie to myślę sobie, że to da się przeżyć i nawet swoje z niej wyciągnąć, ale to nieprzyjemne wrażenie po natrafieniu na informacje o właściwej metodzie to niefajne uczucie.

  7. maxi 05-07-2010 – 07:45

    „Świat ludzi szukajacych lepszego zycia zakochał się niedawo w „Sekrecie” – tak zbiorowo nazwe twórczość Hicksów , Walsha , Vitale … tylko że to działa „ale” …

    „ale” … dla mnie to „ale” – to to iż dalej nie osiagnołem niczego czego oczekiwałem”

    Sekret przeczytałam i tutaj również miałam dziwne odczucie, że to tylko rodzaj „zaleczacza” tak więc poczytałam i nawet kilka rzeczy stamtąd sobie zatrzymałam dla siebie, ale zaraz po niej szukałam dalej.

    Natomiast ktoś kto bardzo w tę książkę uwierzy i na jej etapie się zatrzyma to jestem święcie przekonana, że może sobie zrobić wielkie ziazi.

    Dla mnie osobiście o wiele większą wartość ma Magnetyzm Serca, choć nie była tak rozdmuchana jak Sekret i jestem wdzięczna za to, że wpadła mi w ręce. Po Sekret nie sięgnęłabym po raz drugi, Magnetyzm przeczytałam 3 razy i myślę że to nie koniec. Za każdym razem odnajduję w niej coś nowego dla siebie, ale nie ma w niej tego całego WOW! jest dystans i spokojny spacer po podświadomości i mnie osobiście bardziej to odpowiada, bo to jest zaproszenie do pracy nad sobą a nie podkręcanie się samymi formułkami i przyklejanie banana na siłę.

  8. David_Tua 05-07-2010 – 11:53

    Zaznaczam iż to co pisze to tylko i wyłącznie , moja opinia , coś co odczuwam empirycznie

    Mimo wszystko uważm iż Vitale podał sporo szczegółów procesu

    Jako ktoś kto ma na liczniku kilkadziesiąt książek o tematyce duchowej , pewne rzeczy potrafie dopowiedzieć sobie sam .

    Oczywiście same cztery słowa nie wiele pomogą , ale jeśli będą tylko ustną emanacją tego co czuje w sobie , autentycznych głębokich wyrażnych uczuć . To jest sedno sprawy w mym odczuciu !

    Czuje jak podczas procesu reaguje moje ciało , czuje dziwne prądy przebiegające przez nie , czuje jak ze splotu słonecznego spada pewnien „cięzar” , czuje jak w moich uszach pojawia się pewnien szum o bardzo wysokim tonie … ja dosłownie fizycznie czuje ze cos odchodzi , jakaś blokada zostaje przełamana !

    A kwestie duchowe , czy inaczej prefernecyjne to już dosłownie odlot

    najlepiej widać to w temacie sexu , teraz pewne moje „niezdrowe” upodobania są dla mnie poprostu śmieszne !!! Sex to dla mnie zawesz był temat o którym nawet bałem się myśleć , … Teraz to skręciło o 180 stopni , kobieta przestała być przedmiotem … ten proces naprawde daje popalić

    Kiedy patrze w przeszłość do niedawna wyrażnie potrafiłem odczuć fatalne stany psychiczne to warzyszące pewnym zajścią .To naprawde jest proste moim zdaniem widze to jak w matematycznym wzorze … w tematach które dziś odbieram jako te w których „najgorzej mi się wiedzie” nagromadziłem najwięcej złych wspomnień i odczuć

    Wzięcie odopowiedzialności za wszystko co nas spotyka jest trudne , przeczy opini o kolektywnym budowaniu rzeczywistości przez wszystkich , ale jeśli spojrzymy nieco głębiej ta teoria jest prawdą … hologramy kazdego z nas są tak elastyczne

    Stan zero traktuje jako ogromnie wielką rzecz , przez lata nie chciałem cofać się do przeszłości wierząc w to iż sie nie liczy , a jednak ona jest fundamentem tego kim jestem dziś , a jeśli nie jestem z tego zadowolony ? ucieczka w przyszłość bez pozbycia się tego nic nie da

    Czy – wybaczenie przeszłości , pozytyne i błogosławienne odbieranie „teraz” , wizualizacja i odczuwanie postulowanej „przyszłości” nie sią krokami do tego prawdziwego szczęscia ? coraz bardziej skłaniam się iż są

    Niewątpliwie Vitale rozreklamował proces światu , ja się z tego ciesze … jednocześnie przestrzegam przed zbytnim popadaniem w rytualizm … i jakąś cichą wojenke kto lepiej to robi i kto ma większe prawo do nazwy , jestem pewien iż prces promowany w kazdej formie jeśli opiera się wybaczeniu jest wartościowy

  9. maxi 05-07-2010 – 13:22

    „Czy – wybaczenie przeszłości , pozytyne i błogosławienne odbieranie „teraz” , wizualizacja i odczuwanie postulowanej „przyszłości” nie sią krokami do tego prawdziwego szczęscia ? coraz bardziej skłaniam się iż są”

    A ja się nie skłaniam, ale jestem tego pewna i tylko dlatego że mogłam to sobie z tej książki wyłuskać spowodowało, że jednak ją przeczytałam.

    „Niewątpliwie Vitale rozreklamował proces światu , ja się z tego ciesze … jednocześnie przestrzegam przed zbytnim popadaniem w rytualizm … i jakąś cichą wojenke kto lepiej to robi i kto ma większe prawo do nazwy , jestem pewien iż prces promowany w kazdej formie jeśli opiera się wybaczeniu jest wartościowy”

    Ja nie wiem o co innym chodziło, natomiast mnie chodzi o to, że to takie niefajne czytać o czymś co Cię zafascynowało, a potem gdzieś indziej czytasz, że to nie do końca jest tak… Czytasz, że ktoś wyleczył ludzi tak i tak, a nagle okazuje się, że opisując to jednak chyba rozminął się z prawdą… Oczywiście zawsze ktoś inny może powiedzieć, że ktoś kto podważył to co on opisał być może również nie do końca prawdę pisze…i można by tak w nieskończoność i oczywiście jest to bez sensu, ale clou tego wszystkiego to taki dziwny niesmak, takie odczucie że przez chwilkę człowiek jednak ma poczucie jakiegoś zagubienia. Fajnie jeśli tego typu sytuacja zdarza się osobie siedzącej od dłuższego czasu w tematyce rozwoju duchowego, bo on sobie to do kupy poskłada i znajdzie w tym pozytyw, ale jeśli to dopadnie nowicjusza to różny może być finał takich przemysleń.

    Być może komuś może się teraz wydać, że ja biję oianę, ale oiszę o swoich odczuciach, a one naprawdę przez moment były niefajne. I naprawdę szczerze będę innych zachęcać do zainteresowania się Ho’oponopono, ale przekieruję ich tutaj, choćby do przecztania artykułu Anny Kligert, natomiast na pewno nie zachęcę do książki.

  10. ANETA 05-07-2010 – 14:01

    Ja tez mysle ze cena za kurs nie jest duza,jesli sie nie myle pani Anna uczyla sie 11 lat aby mogla nam te wiedze przekazac.Ale ja siegne najpierw po ksiazke za 40 zl. bo narazie nie stac mnie na kurs.Mieszkam w Czechach takze to wydatki bylyby o wiele wieksze.Wogole to duze zmniany w moim zyciu nastapily po przejsciu terapii ktora polega na sciagnieciu blokad.Bylo to 4 lata temu ,caly czas pracuje nad soba i ide do przodu.Przed miesiacem ta ksiazka.Co bedzie dalej moze kurs Ho’oponopono.Kazdy z nas przechodzi ruznymi etapami w zyciu , nie kazdy z nas bedzie tak zafascynowany ta ksiazka jak ja. Pomoze mu cos innego. Mojej bratowej w problemach z mezem pomogla metoda Hellingera.Przyjdzie czas i moze zainteresuje sie Ho’oponopono.Najwazniejsze moim zdaniem jest, kiedy przyjda problemy nie siedziec i plakac ale szukac rozwiazania.Myslec optymistycznie, byc otwartym.Dzieki tej ksiazce odkrylam ta strone,bardzo mnie cieszy ze moge poglebic swoja wiedze,czytac wasze komentarze.

  11. Maxi, na pierwsze danie polecam prosiaka
    Lambar 05-07-2010 – 14:34

    Czyli „Proś a będzie ci dane”. Hicks’owie piszą inaczej, nie tak marketingowo. Sekret mógł Cię odrzucić ponieważ jest to produkcja właśnie taka jak gadanie Vitalego 🙂

    Ale nie ma w tym nic złego. Zobacz że dzięki temu właśnie więcej ludzi zainteresowało się prawem przyciągania. Tym, że moc pochodzi z wnętrza, że mogę ulepszać swój świat, że mogę żyć pełniej, że nie jestem ofiarą.

    Sekret bazuje właśnie na przesłaniu które od długiego czasu przekazują państwo Hicks.

    I tu mamy wręcz identyczną sytuację jak z Zero limits. Czyli książka która jest bardziej marketingową papką robi rozgłos samej metodzie, czyli kieruje ludzi do źródła informacji 🙂

    Oczywiście właściciel „papki” przy tym też odnosi sukces – rozglos, pieniądze, dobra zabawa, nowi znajomi, no i co ważne sam doświadcza i rozwija się.

    Ale gdyby nie ta w skrócie papka, to nikt by nie zyskał. Bo przecież są jeszcze wielkie rzesze odbiorców, czytelników i oglądaczy filmowych, co to mogą i z „papki” wiele dobrego dla siebie wyciągnąć.

    Ot takie czasy medialne i nie ma co krytykować papki. Ona ma swoich odbiorców i swoje dobro zrobi.

  12. maxi 05-07-2010 – 18:33

    Ok, zacznę więc od prosiaka 🙂 a na temat papki i tak mam swoje zdanie i nic nie poradzę, że mnie takowa odrzuca 😉 No cóż… ja dopiero od 2 lat w tym temacie, więc pewnie jestem jeszcze nieopierzonym „duchowcem” i wciąż trochę zbuntowanym 😀 jak ma mnie coś przekonać to musi to być na mocnym gruncie 😉 Ja święcie wierzę, że Pan Joe Vitale jest w stanie sprzedać muchę aktualnie latającą, ale to nie zmienia faktu że mnie się antenki podnoszą 🙂 Oczywiście mam również świadomość, że to mój problem, nie Jego 🙂

    Sorki za eksplozję tych uśmiechów, ale wracając z pracy spacerkiem błogosławiłam wszystko latające, chodzące, stojące i teraz są efekty 😀 choć o książce zdania nie zmieniłam 🙂

  13. I uskuteczniłaś magię 🙂
    Lambar 06-07-2010 – 00:55
    Zrobiłaś połączenie ze Źródłem. Ludzie nazywają Źródło przeróżnie: Bóg, Wyższa jaźń, Boska cząstka, Ojciecmatka etc. Różnie Go rozumieją. Najczęściej w jakimś tam stopniu tworzą ograniczony obraz, a Źródło jest doskonałe, pełne. Całkiem możliwe, że wynika to z obaw, że nie jestem godzien dostąpienia obcowania z Doskonałością etc. więc łatwiej jest stworzyć sobie pośrednika w stylu wyższej jaźni czy anioła stróża. Ale to wszystko i tak do jednego się sprowadza, do stopienia z naszym Źródłem.

    I o tym właśnie trąbią Hicks’owie. Ludzie w ich pisarstwie dostrzegają materializm, czyli jak tu zacząć łatwiej gromadzić zabawki z tego świata. Tymczasem człowiek, któremu w sercu gra muzyka Źródła, dostrzega że oni jawnie nawołują do stopienia się ze Źródłem. Wtedy dzieją się te cuda, czyli marzenia się spełniają, życie zamienia się w obfitość, choć bardzo często od człowieka odkleja się wiele zachciewajek, bo jest szczęśliwy bez tych zachciewajek. Bo Źródło daje mu wszystko czego pragnie i czego potrzebuje w każdym momencie.

    Wdzięczność jest chyba najwspanialszą modlitwą, a błogosławienie jest tego odmianą. Hicksowie w Prosiaku opisują techniki i chyba jedną z nich jest właśnie coś w stylu błogosławieństwa, o ile mnie pamięć nie myli to zwą to uznaniem, ale z opisu wynika że to chodzi o błogosławienie w szerokim znaczeniu tego słowa.

    Serge Kahili King tak pisze o błogosławieństwie. Jest to taki hunowy sposób widzenia, czyli że nie generujemy napięć, a Hickowie, i ja do tego się skłaniam, piszą o stopieniu ze Źródłem poprzez błogosławieństwo. A wynika to z tego, że w tym momencie działamy tak jak działa Źródło. A ono jest doskonałe, dla każdego ma miłość, nikogo nie postrzega poprzez wady, lecz dostrzega samo Dobro.

    Nie oznacza to jednak, że wytłumaczenie Serge’a jest do bani. Jest ono bardzo praktyczne, jak cała sergowa nauka. Czyli inaczej po prostu facet tłumaczy 🙂 może tak trochę okrakiem, jednak dzięki temu więcej ludzi trafi do Źródła, bo dla nich może akurat takie podejście w danym momencie życia będzie do przyjęcia. Bo może na myśl o jakimś tam doskonałym Źródle i o tym aby postępować tak jak by się u Źródła było, to by zmarszczyli czoło i popukali się w głowę.
    Piękne jest to, że ludzie na przeróżne sposoby wyrażają miłość i wszelkie jej odmiany 🙂

  14. maxi 06-07-2010 – 07:59

    Na pewno Prosiaka przeczytam, wczoraj miałam więcej czasu i znalazłam fragment Ich książki, więc go przeczytałam i jak narazie nic się nie pozapalało, czyli że Ci ludzie są „moi” 😉

    Kinga też lubię, okrakiem nie okrakiem, ale czytając Go nie mam wrażenia, że właśnie usiadł jakiś po najaraniu się trawą i próbuje mi o życiu gadać 😉 No sorki, ale te moje skojarzenia przy Vitale są okropne 🙂 Właściwie to powinnam się oczyścić przy pomocy książki z odczuć dotyczących jej autora (proszę do mnie nie strzelać) 😀

    King do mnie przemawia, Ekhart Tolle przemawia, de Mello przemawia, nawet Osho choć czytając Go nie raz miałam ochotę pogryźć książkę 🙂 a ten jeden biedny Joe nie i już 🙂

    O błogosławieństwie przeczytałam tutaj z miesiąc temu i myślę sobie, co mi tam…? 🙂 Dostałam po całym dniu głupawki i bardzo mi się spodobało, zwłaszcza ta szczęśliwa głupawka 🙂 więc uskuteczniam, natomiast w sobotę już ciupinkę się rozleniwiłam, więc w połowie dnia zaczęłam zauważać dziwne coraz mniej fajne rzeczy i zamiast od razu zadziałać, pomimo wszystko to poddałam się i niedziela już była koszmarna. Zwaliły mi się wogóle niefajne zdarzenia na głowę, a w poniedziałek rano wogóle na siłę z łóżka wstawałam. Po południu stwierdziłam, że wracam na swoje miejsce niczym psiak któremu przywalono ścierką 😉 Te błogosławieństwa to największe dobro jakie człowiek może sobie podarować i miałam okazję to wypróbować, sprzedałam to już wielu osobom, dzwonią i opowiadają jak to czy tamto im się poukładało bo zamiast się złościć to coś lub kogoś pobłogosławili i za każdym razem to jest też coś co mnie upewnia w tym co robię, a mimo wszystko przyszła na mnie ta ciemność sobotnia 😉

    Rzeczywiście teraz rozumiem co to znaczy, że negatywne myślenie to po prostu „wygoda”, bo to jest wybranie tego co łatwiejsze, choć pozornie można by sądzić, że trudniejsze, bo przecież życie w kłopotach łatwe nie jest i nie jest, za to nicnierobienie z tym jest wygodne, poddawanie się temu jest łatwiejsze niż choćby błogosławienie wszystkiemu pomimo złości, smutku…

    Co do określenia Źródło, Bóg, czy jeszcze inaczej… ja na szczęście dojrzałam do tego żeby używać słowa Bóg i to mi sprawia radość, bo przez 2 lata bałam się tego słowa użyć…zmieniłam swoje życie, wciąż wierzyłam że Bóg istnieje, ale jednocześnie odrzucając kościół, kościelną modlitwę itd… przecież odrzuciłam rzeczy, które do tej pory mi się z Bogiem kojarzyły…musiałam sobie wszystko poukładać od nowa, ale w tzw. międzyczasie czułam się dziwnie bo sama nie wiedziałam jakiej nazwy użyć i czy ja wogóle mam prawo o Bogu myśleć 😉 Chyba de Mello powiedział, że aby znaleźć prawdziwego Boga trzeba się w Nim zatracić 🙂 i teraz nie mam problemu z używaniem słowa Bóg, choć oczywiście WJ też nie jest mi obce, ale jak z kimś rozmawiam i ktoś używa innych określeń to ja w myślach i tak mam na myśli Boga i wiem, że rozmawiamy o TYM SAMYM, tylko nazwy nam się różnią 🙂

  15. Negatywne myślenie to nie wygoda
    Lambar 07-07-2010 – 23:46

    To podcinanie sobie żył. Ale wszystko jest w porządku. Bo to jest świat wolnej woli i nic nikomu do tego, że ktoś innych chce cierpieć. Można współczuć, ale bez popadania w skrajność, bo przejdziemy na stronę cierpienia, a z tego nic dobrego nie wyniknie. Bo będąc cierpiącym, nie pomoże się innym cierpiącym. Za to jeśli będę przepełniony miłością/radością, wtedy jestem w stanie nieść wsparcie. I wszystko co mogę zrobić, to zarażać innych, inspirować, pokazywać inną drogę, a każdy sam decyduje i działa.

    Jedyny atut z cierpienia jest taki, że może mi pokazać co inni przeżywają, no i przede wszystkim – dla mnie to jest brama do przekroczenia, abym zmienił swoje życie.

    Ktoś może powiedzieć, że to wygoda, bo tak jak piszesz: „poddawanie się temu jest łatwiejsze niż choćby błogosławienie wszystkiemu pomimo złości, smutku” ale to pozory. Po prostu człowiekowi jest łatwo działać w zakresie swojego światopoglądu. Skoro więc widzę świat jako pełen ludzi wykorzystujących pobratymców, pełen niegodziwości, pełen braku, smutku i cierpienia, to tak też będę się zachowywał. Czyli będę się w tym utwierdzał, bo do tego będę „przyciągany”. I to będzie takie działanie mechaniczne, takie z marszu. W sumie można by to określić jako takie „łatwe”, no bo łatwo przychodzi, skoro jest automatyczne 😉

    Ale to nie jest wygodne. Wygodne życie dla mnie to życie spełnione, obfite na wszystkich poziomach (trochę się słowami pobawię 😉 )

    Huna powiada – świat jest taki jaki myślisz że jest. I to skrywa to magiczne przyciąganie. Tak więc błogosławić wszystko w koło pomimo smutku, to jest zmiana życiowych starych torów. To przeskok na trasę w stronę radości i pomyślności. Tylko że zmiana torów najczęściej oznacza jakąś tam podróż do celu. Stąd też trzeba błogosławić, błogosławić, błogosławić, aż się dojedzie, aż znikną stare widoki za oknem, znaczy te smutki które się w kółko dostrzegało, a zamiast nich pojawią się nowe widoki. I najczęściej nie stanie się to jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, tylko stopniowo. Czyli za oknem będzie przybywało radosnych widoków. A przekładając to na mniej metaforyczny język – będę coraz częściej odczuwał radość i w moim życiu będzie coraz więcej wydarzeń utwierdzających mnie, że jestem wart radości.

  16. maxi 08-07-2010 – 07:22

    Krótko tu jestem, ale już zdążyłam zauważyć, że Jak Lambar coś skomentuje to już właściwie trudno coś dorzucić 😀 rozwinięte, posegregowane i poukładane 😀 Wiesz co Lambarku? Może byś zapytał żonę czy Ona Cię wizualizowała i według jakiego klucza? 😀 Przepraszam za dokazywanie, ale ja też lubię się pobawić i słowami również 😀 a teraz może ni z gruszki ni z pietruszki, ale powiem że na codzień to trudno z jakimś facetem o duchowości pogadać. Zawsze powtarzają, że są „prości” i jak tylko usłyszą głębsze rozmowy to jak inteligentni to można zaobserwować jak cudnie wywijają się z tematu, a jak mniej inteligentni to oczy im się robią jakby wyskoczyły na sprężynkach 😀 albo jak wogóle mocni psychicznie to miłosiernie słuchają na zasadzie „niech sobie poćwiergoli…” 😀

    Dlatego potrzebny mi klucz 😀

  17. A ja się nieśmiało przyłączę do prośby maxi:)
    Czarodziejka 09-07-2010 – 22:33

    Lambar, jeśli to nie jest zbyt osobiste, napisz jak to techniczne wyglądało to przyciąganie Twojej żony:) Ja chcę przyciągnąć miłość – nie faceta – to przyciągnać potrafię, hehe :), chcę przyciągnąć miłość – taką jak kiedyś Ziggy napisał „zobaczył i wiedział” – ja też tak chcę.

    Opisz klucz… 🙂 Przypomnij sobie jak było, daj wskazówki…

  18. maxi 10-07-2010 – 08:12

    Dzięki Czarodziejko, bo Lambarek tak tu cichym smędem chciał się wywinąć 😀

    Lambarku my chcemy dostać klucz 😀 Wy sobie z żoną porozmawiajcie i nam tu napiszcie wiadome to i owo 😀

  19. Huna – Uzdrawianie, Ezoteryka

    Tak, jak oznaką obfitości jest wzajemność, oznakami ubóstwa jest dominacja i zależność.
    — Rick Jarow

    uzdrawianie hunaZero ograniczeń – Joe Vitale i Ihaleakala Hew Len
    ezoteryka uzdrawianie magia
    Strona gotowa do druku Wyślij artykuł do znajomych sobota, 03 lipca 2010 – 00:54 17006 raz(y) oglądano.

    Znalazłem definicję ho’oponopono: „Ho’oponopono to proces uwalniania toksycznej energii nagromadzonej w organizmie, który pozwala na przyjęcie boskich myśli, słów, czynów i działań”.
    Nie miałem pojęcia, co to znaczy, więc poszukałem innego wyjaśnienia. Oto, co znalazłem:
    Zero ograniczeń – Joe Vitale „Mówiąc najprościej, Ho’oponopono oznacza »polepszyć« albo »naprawić błąd«. Według starożytnych Hawajczyków, błędy biorą się z myśli, które są naznaczone bolesnymi wspomnieniami z przeszłości. Ho’oponopono pomaga uwolnić energię bolesnych myśli i błędów, które zaburzają wewnętrzną równowagę i wywołują choroby”.

    Rozwiązując problemy za pomocą zaktualizowanej metody Ho’oponopono, terapeuta łączy swoją Tożsamość i Umysł z Pierwotnym Źródłem, które inni nazywają MIŁOŚCIĄ lub BOGIEM. Kiedy już nawiąże to połączenie, zwraca się do MIŁOŚCI z prośbą o naprawienie własnych błędnych myśli, które objawiają się jako problem — najpierw jego własny, a potem jego klienta. Jego prośba to proces oparty na żalu i wybaczeniu: „Przepraszam za moje błędne myśli, które stały się problemem dla mnie i dla mojego klienta; wybacz mi, proszę”. v
    W odpowiedzi na prośbę terapeuty, MIŁOŚĆ rozpoczyna mistyczny proces przemiany błędnych myśli. W trakcie tego procesu duchowej naprawy MIŁOŚĆ najpierw neutralizuje błędne emocje będące przyczyną problemu, takie jak uraza, strach, złość, poczucie winy czy dezorientacja, a potem uwalnia i neutralizuje energię myśli, wprowadzając je w stan pustki i prawdziwej wolności.
    Kiedy myśli są już puste i wolne, MIŁOŚĆ wypełnia je sobą. W efekcie terapeuta odnawia się w MIŁOŚCI, a razem z nim również jego klient oraz wszystko to, co miało związek z problemem. Tam, gdzie była rozpacz, teraz jest MIŁOŚĆ. Tam, gdzie była ciemność, teraz jaśnieje Światło MIŁOŚCI.

    Kiedy osiągam Stan Zerowy, Boska Moc przepełnia moją podświadomość i świadomy Umysł Inspiracją, pozwalając Duszy doświadczać ludzi w taki sam sposób, w jaki ona ich doświadcza.
    Dzięki działaniu Boskiej Mocy, wspomnienia, które ulegają przeobrażeniu w mojej podświadomości, przechodzą taką samą przemianę w podświadomości wszystkich umysłów – nie tylko ludzkich, ale również minerałów, zwierząt, roślin i wszystkich innych znanych lub nieznanych form istnienia. Jak cudownie jest odkryć, że Pokój i Wolność zaczynają się we mnie.

    Głównym celem SITH (Tożsamość przez Ho’oponopono) jest odtworzenie Tożsamości człowieka i odszukanie jego naturalnego rytmu w Boskiej Inteligencji. Jeżeli ten pierwotny rytm zostanie przywrócony, otwiera się Zero, a Duszę wypełnia Inspiracja.
    Z historycznego punktu widzenia ludzie, którzy uciekają się do SITH, chcą się dzielić informacjami z innymi, licząc na to, że w ten sposób im pomogą. Wyłączenie trybu „Mogę im pomóc” jest bardzo trudne. Nie wystarczy „wyjaśnić”, jak działa SITH, żeby pozbyć się problematycznych wspomnień. Tylko sama SITH może tego dokonać.
    Jeśli z własnej woli oczyścimy się z „przed-opłakiwanych lamentów”, poczujemy się dobrze, a razem z nami również wszyscy i wszystko dookoła. Dlatego odradzamy dzielenie się SITH z innymi ludźmi. Najpierw trzeba zapomnieć o cudzych problemach i samemu się wyzwolić, a dopiero potem można próbować pomóc innym.

    A to oznacza, że wszystko, co Cię irytuje, co Ci się nie podoba – terroryści, prezydent, gospodarka – możesz uzdrowić tylko Ty sam. W pewnym sensie ci ludzie i sytuacje nie istnieją; to tylko odwzorowanie tego, co się dzieje w Twoim wnętrzu.
    To nie oni mają problem, tylko Ty. A żeby ich zmienić, musisz najpierw zmienić siebie.
    Wiem, że to jest trudne do zrozumienia. Jeszcze trudniej jest to zaakceptować i zacząć żyć według tych zasad. Obwinianie innych jest dużo prostsze niż wzięcie na siebie stuprocentowej odpowiedzialności.

    Doktor Hew Len twierdzi, że jego praca polega na oczyszczaniu samego siebie. Nic ponad to. Kiedy jego umysł staje się czysty, cały świat się oczyszcza, ponieważ świat to on. Wszystko poza nim to tylko wyobrażenie i iluzja.

    Według niego jedynym sposobem na rozwiązanie dowolnego problemu ze świata zewnętrznego jest wyznanie „Kocham i Cię” Boskiej Mocy (lub Bogu, Życiu, Wszechświatu – jakkolwiek nazwiesz tę zbiorową siłę wyższą).

    Doktor Hew Len zaraz po otwarciu seminarium, zwrócił się bezpośrednio do mnie.
    – Joseph, gdy usuwasz jakieś dane z komputera, co się z nimi dzieje?
    – Nie mam pojęcia – odpowiedziałem. Wszyscy się zaśmiali. Jestem przekonany, że nikt na sali tego nie wiedział.
    – Gdy usuwacie jakieś dane z komputera, co się z nimi dzieje? — zwrócił się z tym samym pytaniem do pozostałych uczestników seminarium.
    – Do kosza! – krzyknął ktoś z sali.
    – Tak jest – potwierdził doktor Hew Len. – Wciąż są w komputerze, mimo że my ich nie widzimy. Podobnie jest z naszymi wspomnieniami. One w nas są, tyle że ukryte. Naszym zadaniem jest usunąć je całkowicie i bezpowrotnie.
    To, co mówił doktor Hew Len było fascynujące, jednak nie miałem pojęcia, do czego on zmierza. Dlaczego miałbym chcieć definitywnie usunąć wspomnienia?
    – Możecie przeżyć swoje życie na dwa sposoby – wyjaśnił doktor Hew Len. – Albo będziecie żyć wspomnieniami albo zaczniecie kierować się inspiracją. Wspomnienia to powracające stare programy. Inspiracja to komunikat pochodzący od Boskiej Mocy. Chcecie poczuć prawdziwą inspirację. Jedynym sposobem na to, żeby usłyszeć Boską moc i poczuć inspirację, jest usunięcie wszystkich wspomnień. Jedyne, co musicie zrobić, to oczyścić swój umysł.

    – Gdy pracowałem w szpitalu psychiatrycznym i przeglądałem karty pacjentów – powiedział doktor Hew Len – czułem wewnętrzny ból. To było wspólne wspomnienie; program, który sprawił, że moi pacjenci zachowywali się tak, a nie inaczej. Nie mieli kontroli. Byli opanowani przez program. Kiedy ja również poczułem ten program, oczyściłem się.

    Jest to metoda oczyszczania, którą doktor Hew Len stosuje najczęściej i która również należy do moich ulubionych.
    Chodzi po prostu o to, żeby na okrągło powtarzać cztery wyrażenia, jedno po drugim, adresując je do Boskiej Mocy.
    „Kocham Cię”.
    „Przepraszam”.
    „Wybacz mi, proszę”.
    „Dziękuję”.

    Istnieją tylko dwa prawa, które kształtują nasze doświadczenia: Inspiracja pochodząca od Boskiej Mocy oraz Wspomnienia przechowywane w Podświadomości – ta pierwsza Nowa, te drugie Stare.

    Kiedy po raz pierwszy wziąłem udział w seminarium ho’oponopono
    prowadzonym przez doktora Hew Len, ten pochwalił moją książkę Moc Przyciągania. Powiedział, że jeśli dokonam wewnętrznego oczyszczenia, moja książka wywoła wibracje, które poczują wszyscy jej czytelnicy. Inaczej mówiąc: jeżeli będę się udoskonalać, moi czytelnicy odczują efekty na własnej skórze.
    – A co z książkami, które już zostały sprzedane? – zapytałem.
    Moja książka była bestsellerem i wielokrotnie ją wznawiano. Martwiłem się o tych wszystkich, którzy już zakupili jej egzemplarze.
    – Tych książek tam nie ma – wyjaśnił doktor Hew Len, po raz kolejny uderzając mnie swoją mistyczną mądrością. – One wciąż są w tobie.
    Krótko mówiąc, nie ma żadnego „tam”.

    Dzisiaj w jednym z e-maili przeczytałem następujący cytat:
    „Panie, który obdarzyłeś mnie życiem, obdarz mnie sercem wypełnionym wdzięcznością”.
    Życzę Ci Pokoju ponad wszelkie zrozumienie.

    [rozmowa o sali, na której miało odbyć się spotkanie]
    – Moja przyjaciółka twierdzi, że ta sala pozwoli nam przeprowadzić tu kolację, jeżeli ją pokochamy.
    – Jak mam ją pokochać?
    – Po prostu powtarzaj jej „Kocham Cię” – odpowiedział doktor Hew Len.
    Poczułem się głupio. Mam mówić „Kocham Cię” do pomieszczenia? Jednak zrobiłem, co w mojej mocy. Wiedziałem, że nie muszę czuć miłości, żeby ta metoda zadziałała. Wystarczyło, że będę powtarzał magiczne słowa. Tak więc uczyniłem. Prawda jest taka, że jeśli człowiek powtórzy słowa „Kocham Cię” kilka razy, rzeczywiście zaczyna odczuwać miłość.
    Po kilku minutach ciszy doktor Hew Len podzielił się ze mną kolejną mądrością:
    – Inspiracje i wspomnienia, które każdy z nas przechowuje, mają potężny wpływ na wszystko, co nas otacza, począwszy od innych ludzi, przez minerały, rośliny, aż do królestwa zwierząt. Gdy pamięć zostaje zamieniona w Zero, dzięki ingerencji Boskiej Mocy, ta sama zmiana dokonuje się w podświadomości wszystkich umysłów; wszystkich!
    Na chwilę zapadła cisza, po której doktor kontynuował:
    – To, co się dzieje w Twojej duszy w danym momencie, Josephie, w tym samym czasie dzieje się we wszystkich duszach. To wspaniałe uczucie, wiedzieć o tym. A jeszcze wspanialej jest uświadomić sobie, że możesz zwrócić się do Boskiego Twórcy z prośbą, żeby wyłączył Twoje wspomnienia i wprowadził Twoją podświadomość w Stan Zerowy, wypełniając ją myślami, słowami, uczynkami i działaniami Boskiej Mocy, jednocześnie czyniąc to samo ze wszystkimi istotami na Ziemi.

    Ktoś zapytał:
    – A więc twierdzisz, że jeśli mam z kimś problem, to nade mną, a nie nad nim trzeba popracować?
    – Jeżeli masz z kimś problem, ta sprawa dotyczy ciebie, nie jego! – odpowiedział doktor Hew Len. – To działa tak: pojawia się wspomnienie, a ty na nie reagujesz. To jest twój problem. On nie ma nic wspólnego z drugim człowiekiem. W swojej pracy pomagałem ludziom, którzy nienawidzili swoich współmałżonków. Kiedyś pewna kobieta powiedziała mi: „Zastanawiam się, czy nie wyjechać do Nowego Jorku. Tam będę miała lepsze szansę”. Wtedy usłyszałem Boską Moc: „Nieważne, gdzie ona pojedzie; jej problemy pojadą razem z nią!”.
    Doktor Hew Len wyjaśnił, że gdy ktoś umawia się z nim na sesję terapeutyczną, on nie analizuje przypadku tej osoby, lecz zagląda w głąb siebie:
    – Niedawno zadzwoniła do mnie córka 92-letniej kobiety. Powiedziała: „Moja mama od kilku tygodni skarży się na uciążliwe bóle biodra”. Słuchając jej relacji, jednocześnie pytałem Boską Moc: „Co takiego dzieje się we mnie, co spowodowało ból u tej osoby?”. A potem zapytałem: „Jak mogę naprawić ten problem u siebie?”. Dostałem odpowiedzi na moje pytania i zrobiłem to, co mi nakazano. Jakiś tydzień później zadzwoniła ta sama kobieta i powiedziała: „Moja mama czuje się lepiej!”. To nie oznacza, że bóle biodra nigdy nie powrócą, ponieważ większość problemów ma więcej niż jedną przyczynę. Jednak ja wciąż będę pracował nad sobą, a nie nad chorą kobietą.

    Jeden z uczestników weekendowych zajęć Tożsamość poprzez Ho’oponopono w Calabasas w Kalifornii nagle wykrzyknął podczas mojego popołudniowego wykładu:
    – Mój Boże, teraz wiem, dlaczego bolał mnie brzuch, gdy leczyłem moich klientów. Celowo bratem na siebie ich niedolę. A nie muszę tego robić. Mogę się oczyścić, likwidując w ten sposób wszelką niedolę.
    Ten człowiek zrozumiał to, czego większość „uzdrowicieli” nie potrafi pojąć. Klient jest doskonały! To nie on stanowi problem. Uzdrowiciel też nie. Problemem jest to, co Szekspir określa jako „To (…), co czas w nicość zmienia”.
    Ten problem to błędne wspomnienia, które gromadzą się w Podświadomości (Unihipili) wspólnej dla „uzdrowiciela” i jego klienta.
    Tożsamość poprzez Ho’oponopono to proces rozwiązywania problemów oparty na żalu, wybaczeniu i przeobrażeniu, który każdy może przeprowadzić samodzielnie. W procesie tym błagamy Boską Moc, żeby przemieniła błędne wspomnienia przechowywane w Unihipili w Zero – w nic.
    Tak samo jest z Tobą. Błędne wspomnienia w Twojej Unihipili to powracające problemy. Mogą one dotyczyć Twojej nadwagi, syna lub czegokolwiek innego. Świadomy Umysł (Intelekt) nie może sobie z nimi poradzić. Nie ma pojęcia, co się dzieje.
    Dlatego w metodzie Ho’oponopono zwracamy się do Boskiej Mocy, która jest w nas i wie, jak rozwiązać nasz problem, żeby przekształciła powracające wspomnienia z Unihipili w Zero.
    Należy zauważyć jeszcze jedną rzecz. Nasze oczekiwania i zamiary nie mają żadnego wpływu na działanie Boskiej Mocy. Ona zrobi to, co trzeba, na swój własny sposób i w wybranym przez siebie czasie.

    Wszystko, co mamy do zrobienia na tej ziemi, to oczyszczać się lub nie oczyszczać. Możemy sami wybrać swoją drogę, ale to nie od nas zależy, czy rzeczywiście doznamy oczyszczenia. Musimy zaufać Boskiej Mocy, że da nam to, czego potrzebujemy. Czy my wiemy lepiej niż Ona? Wątpię. Dlatego dajmy Jej wolną rękę.
    Oczyszczajmy się. Oczyszczajmy. Oczyszczajmy.
    – Moją intencją jest dostosować się do intencji Boskiej Mocy – powiedziałem.
    – Bardzo dobrze, Joseph – pogratulował doktor Hew Len.
    Intencje nas ograniczają. Powiedzmy, że chcesz mieć miejsce parkingowe zaraz przy wejściu do firmy. Masz taką intencję. Jednak Boska Moc daje Ci parking milę dalej. Dlaczego? Bo musisz więcej spacerować. Odpuść sobie. Daj jej wolną rękę.

    Celem życia jest powrót do Miłości, chwila po chwili. Aby go zrealizować, człowiek musi pogodzić się z faktem, że jest całkowicie odpowiedzialny za to, jak wygląda jego życie. Musi zrozumieć, że to jego własne myśli kreują każdy moment jego życia. Problemem nie są ludzie, miejsca i sytuacje, lecz myśli o nich. Człowiek musi zdać sobie sprawę z tego, że nie ma żadnego „tam”.

    – Wspomnienia mogą powodować, że brakuje ci pieniędzy. Jeżeli jesteś oczyszczony w kwestii pieniędzy, będziesz je miał. Wszechświat ci je da, jeśli tylko się na to zgodzisz. Wspomnienia przechowywane w pamięci utrudniają ci ich zdobycie.
    – Jak mam się oczyścić? – spytałem.
    – Powtarzaj słowa „Kocham Cię”.
    – Mam je mówić do pieniędzy?
    – Możesz kochać pieniądze, ale lepiej kieruj te słowa do Boskiej Mocy. Gdy jesteś w Stanie Zerowym, nic cię nie ogranicza, a pieniądze same do ciebie przychodzą. Jeśli jednak koncentrujesz się na wspomnieniach, tkwisz w martwym punkcie. Z pieniędzmi wiąże się wiele różnych wspomnień. Oczyść się z nich, a to samo stanie się z innymi ludźmi.

    Doktor Hew Len zaskoczył mnie, mówiąc, że większość terapeutów sądzi, iż ich celem jest pomaganie ludziom lub ratowanie ich. W rzeczywistości jednak ich praca polega na leczeniu samych siebie z programów, które dostrzegają u swoich pacjentów. Jeżeli oczyszczą się ze wspomnień, te same wspomnienia znikną u ich pacjentów.
    – Nie ma znaczenia, co będą mówić lub robić twoi trenerzy. Wystarczy, że pokochają swoich pacjentów – wyjaśnił. – Pamiętaj: osoba, którą widzisz, jest twoim odbiciem w lustrze. Wszystko, czego doświadcza, dotyka również ciebie. Oczyść się z programu, który dzielicie, a obaj poczujecie się lepiej.
    – Ale jak?
    – Kocham cię – powiedział.

    „Mój wnuk zachorował na raka. Modliłem się za niego, prosiłem, żeby nie umierał, a mimo to odszedł. Dlaczego tak się stało?”.
    Odpowiedziałem mu: „Modliłeś się nie o tę osobę. Powinieneś był modlić się o siebie i prosić o wybaczenie za to, co dzieje się w Tobie, a co doświadczasz jako chorobę Twojego wnuka”.
    Ludzie nie zdają sobie sprawy, że sami są źródłem wszystkiego, czego doświadczają. Rzadko modlą się o to, co się dzieje w nich samych.

    Nie trwam w tym stanie. Wciąż powracam do tak zwanej rzeczywistości. Wciąż muszę podejmować wyzwania. Gdy Lany King zapytał mnie, czy mam zły dzień, odpowiedziałem, że tak. Nadal go mam. Doktor Hew Len powiedział kiedyś, że nigdy nie pozbędziemy się problemów. Na szczęście jest ho’oponopono – technika, która pomaga je rozwiązać. Jeśli tylko będę stale się oczyszczał i powtarzał Boskiej Mocy „Kocham Cię”, powrócę do Stanu Zerowego.

    Doktor Hew Len wciąż przypomina: „To nie jest ekspresowa metoda uzdrawiania. Ona wymaga czasu”.
    Ja bym do tego jeszcze dodał, że przebudzenie może nastąpić w dowolnej chwili. Nawet teraz, gdy czytasz tę książkę. Albo na spacerze. Albo gdy głaszczesz psa. Sytuacja nie ma znaczenia. Ważny jest tylko Twój stan wewnętrzny. Wszystko zaczyna się i kończy na tej jednej pięknej frazie:
    „Kocham Cię”.

    Oto dwa sprawdzone sposoby ho’oponopono na uzdrawianie siebie lub kogoś innego. Pamiętaj, że to, co widzisz w drugiej osobie, jest również w Tobie, dlatego każde uzdrawianie obejmuje również Ciebie. Tylko Ty możesz przeprowadzić ten proces. Cały świat jest w Twoich rękach.
    Pierwszy sposób to modlitwa, dzięki której Morrnah wyleczyła setki, jeśli nie tysiące ludzi. Jest prosta, lecz ma wielką moc:
    „Boski Stwórco, ojcze, matko i synu w jednym… Jeśli ja, moja rodzina, krewni i przodkowie uraziliśmy Ciebie, Twoją rodzinę, krewnych oraz przodków w myślach, słowach, uczynkach i działaniach, kiedykolwiek od początków stworzenia aż do dnia dzisiejszego, błagamy Cię o przebaczenie… Niech to oczyści, zmyje, uwolni, przetnie wszystkie negatywne wspomnienia, blokady, energie i wibracje i przemieni je w czyste światło… A wszystko się stanie.”
    Drugi sposób to ulubiona metoda uzdrawiania doktora Hew Len. Polega ona na tym, że najpierw mówisz „Przepraszam”, a potem „Wybacz mi, proszę”. W ten sposób dopuszczasz do swojej świadomości fakt, że coś (nie wiesz dokładnie, co) dostało się do Twojego systemu ciało-umysl. Nie masz pojęcia, jak się tam znalazło. Powiedzmy, że masz nadwagę – oznacza to, że złapałeś program, który negatywnie wpływa na Twoją figurę. Mówiąc „Przepraszam”, dajesz znać Boskiej Mocy, że pragniesz przebaczenia dla swojego wnętrza za to, co na Ciebie sprowadziło. Nie prosisz Boską Moc o przebaczenie, lecz o to, żeby pomogła Ci wybaczyć samemu sobie.
    Kolejnym etapem jest powtarzanie słów „Dziękuję” i „Kocham Cię”. Mówiąc „Dziękuję”, wyrażasz swoją wdzięczność i okazujesz wiarę w to, że Twój problem zostanie rozwiązany w imię najwyższego dobra wszystkich zainteresowanych. Natomiast słowa „Kocham Cię” odblokowują nagromadzoną energię i pozwalają Ci na nowo zjednoczyć się z Boską Mocą. Stan Zerowy to stan pełen miłości, w którym nie ma żadnych ograniczeń, dlatego aby go osiągnąć, trzeba otwarcie wyrazić to uczucie.
    To, co się wydarzy później, leży już w gestii Boskiej Mocy. Możliwe, że poczujesz inspirację do określonego działania. Bez względu na to, co to będzie, zrób to. Jeśli nie będziesz pewien, co powinieneś zrobić, zastosuj tę samą metodę uzdrawiania, co poprzednio, tym razem wobec Twojego zakłopotania. Kiedy całkowicie się oczyścisz, będziesz wiedział co robić.
    To jest uproszczona wersja zmodernizowanych metod uzdrawiania ho’oponopono. Jeśli chcesz lepiej zrozumieć proces Tożsamości poprzez Ho’oponopono, zapisz się na warsztaty doktora Hew Len.

    ——————-

    Są to luźno wybrane fragmenty z książki Zero limits, każdy oddzielony linią przerwy.

    Coraz więcej osób zainteresowanych jest tematem Ho’oponopono. Jako że w polskojęzycznym internecie pojawia się wiele różnych opinii na temat tej książki oraz techniki w niej zaprezentowanej, postanowiłem zebrać w całość wiedzę dotyczącą Ho’oponopono.

    Nie moją rolą jest osądzanie metody prezentowanej przez Joe Vitale i Ihaleakala Hew Len. Pragnę jedynie dostarczyć w miarę możliwości pełnego obrazu Ho’oponopono, tak aby każdy zainteresowany mógł sam w zgodzie ze swoim duchem dokonać wyboru.

    Poniżej znajdują się odsyłacze do kilku materiałów związanych z Ho’oponopono.
    Życzę owocnych przemyśleń.
    Lambar

    Recenzja Zero Limits (Zero Ograniczeń) nr 1

    Recenzja Zero Limits (Zero Ograniczeń) nr 2

    Komentarz-sprostowanie Pani Anny Kligert

    Co to jest Ho’oponopono – Anna Kligert

    Dwadzieścia lat z Ho’oponopono – Anna Kligert

    Relacja uczestnika warsztatów Ho’oponopono prowadzonego przez Annę Kligert

    Dział forum na którym podawane są aktualne kursy Ho’oponopono

    Bajki dwie – o modlitwie nie tylko Ho’oponopono

    Komentarze użytkowników
    Moje przezycia po przeczytaniu ksiazki Zero Ograniczen.
    ANETA 03-07-2010 – 21:16

    O tej ksiazce dowiedzialam sie od mojej znajomej ,ktora stosuje ta metode i bardzo jej pomogla w problemach rodzinnych.

    Przyznam sie, przeczytanie tej ksiazki trwalo mi to dosyc dlugo bo niektore rzeczy byly dla mnie zupelnie nowe,ale bardzo chcialam wiedziec na czym ta metoda polega.Zaczelam ja praktykowac na poczatku wypowiadaniem slow „kocham Cie”,przynioslo to niesamowite rezultaty.W pracy zmienilo sie wiele rzeczy.Przestalam miec konflikty ze swoim szefem, zaczelam sobie inaczej organizowac prace,przestalam byc nerwowa ,zamknieta w sobie.Gdy przychodza problemy ta metoda pomaga mi je rozwiazac.Czasami mam potrzebe wypowiadac slowa „kocham Cie” bardzo dlugo jakbym czula za wokolo mnie jest cos co powinnam poprzez milosc oczyscic.W przyszlosci bardzo bym chciala uczestniczyc na kursie u pani Anny Kligert.Mysle ze po takim kursie moglabym w pelni korzystac z metody ho’oponopono.

    maxi 04-07-2010 – 20:07

    No cóż… ja o Ho’oponopono dowiedziałam się właśnie dzięki tej książce. Wzięłam ją do ręki, przeczytałam tytuł, zobaczyłam słowo zupełnie dla mnie niezrozumiałe, potem słowo oczyszczanie i coś mi podpowiedziało „przeczytaj”… Czytałam ją z mieszanymi uczuciami, bo wcześniej czytając książkę Joe Vitale, stwierdziłam że wprawdzie kilka rzeczy zatrzymuję dla siebie, jednak facet mi jakoś nie leży…potem to samo wrażenie miałam w Zero Ograniczeń, ale stwierdziłam że to nie facet ma mi leżeć. W treści też było dużo takich rzeczy które mnie stopowały, ale jednoczesnie nie mogłam się od niej oderwać. W końcu stwierdziłam, że wezmę sobie z niej to co mi pasuje, poodrzucam to co wywołuje u mnie jakiś dyskomfort. Poukładałam sobie to po swojemu, uwierzyłam w to i to działa. Aczkolwiek wciąż szukam czegoś nowego na temat tej metody i powoli trafiam na informacje, tak znalazłam się tutaj i przeczytałam o Annie Kligert. I tu znowu mam taki pewien mały zgrzyt… ta metoda niestety póki co nie ma szans na rozpowszechnienie. No umówmy przecież nie każdy może sobie pozwolić na zapłacenie 600 zł w cenie promocyjnej! za jej odkrycie, więc tak naprawdę facet to wykorzystał, napisał książkę i jak narazie ludzie prędzej sięgną po książkę za 40 zł, niż zapiszą się na kurs…siłą rzeczy zaczną przygodę z Ho’oponopono właśnie od wersji książkowej, być może potem pójdą dalej, a może po prostu pozostaną na etapie książki.

    Ja powiem tak, na pewno nigdy więcej nie sięgnę po książkę tegoż autora jako że zgrzyt dla mnie za duży, więc jest to dla mnie sygnał, że to nie mój autor, drugi wniosek na pewno zrobię kurs Anny Kligert, ale bariera finansowa narazie mi to uniemożliwia.

    A na koniec reasumując…wszystko podlega manipulacji, można się tym załamać, bo czytając teraz te recenzje mogłoby runąć wszystko co sobie człowiek poukładał, ale ja jednak wolę trzymać się „swojego” a jak przyjdzie sprzyjający czas to zrobić kurs i potraktować to jak „wejście na wyższy poziom”.

    W pierwszej chwili zaczęłam żałować, że na te recenzje trafiłam, ale już sobie wszystko poukładałam, za to mam teraz odpowiedź dlaczego tak mnie coś pchało żeby szukać więcej informacji o tej metodzie, widocznie czułam, że to jeszcze nie to i teraz to się potwierdziło. A idąc dalej tym tropem mam teraz pewność, że wewnętrzny głos jest wielką mądrością i głupotą jest go tłumić.

    Do tej pory polecałam tę książkę, teraz po poznaniu tych komentarzy nie polecę jej nikomu, natomiast na pewno będę zachęcać do zgłębiania samej metody.

    David_Tua 04-07-2010 – 22:33

    Ja troche nie rozumiem pewnych antagonizmów jakie pojawiają się przy temacie ho’oponopono

    dla mnie sprawa jest dość prosta

    rodzimy się jak czysta tablica , poczym adoptujemy się do otoczenia „zasysamy” wibracje rodziców , rodzeństwa .Przechwytujemy postawy i opinie na tematy .Nikt z nas nie rodzi się w rodzinie guru duchowego i nie pobiera pięknych duchowych nauk o akceptacji i miłości od samego początku

    Świat ludzi szukajacych lepszego zycia zakochał się niedawo w „Sekrecie” – tak zbiorowo nazwe twórczość Hicksów , Walsha , Vitale … tylko że to działa „ale” …

    „ale” … dla mnie to „ale” – to to iż dalej nie osiagnołem niczego czego oczekiwałem

    „dostałem” pewne rzeczy ale w takiej formie iż w zaden sposób nie mogłem się tym cieszyć , czyli w sumie nie dostałem nic !

    kiedy natomiast „sekret” działa – wtedy kiedy na poszczególny stan nie wyrobiłem sobie jeszcze negatywnej-opinio-wibracji , ciężko jednak będąc młodym meżczyzną nie mieć wyrobionej negatywnej-opinio-wibracji dla spraw fundamentalnych dla szczęscia

    Dziś widze siebie jak bohater filmu „efekt motyla” … widze niemal równoległe możliwości , widze jak łancuszki złych opini determinują zdarzenia z mojego zycia

    proces z książki uważm za rewelacyjny !!!

    zmiany jakie zachodzą we mnie są nie do opisania .Czuje iż moge kochać !!! nikt z Was nie zrozumie tego co czuje ale pisząc te słowa mam łzy w oczach … i to nie są łzy smutku , tylko wzruszenia , wzruszenia wprost z wnętrza

    Poprostu wybaczam sobie przeszłość , to naprawde piękne

    cięzko przelać na klawiature to co zachodzi we mnie … jestem pewnien iż przeszłość determinuje pomyślną kreacje przyszłości

    Moje życie to dość wyrażne etapy – dzieciństwo -dużo traumy psychicznej i duchowego samobiczowania , nabywania nonsensowych konpleksów , młodość- moge wszystko i jest wspaniale , póżna młodość -upadek pozytywnych postaw ułuda sukcesu … ciągle szukanie dlaczego znów nie wyszło ? kto jest temu winien ? … A to ja jestem winien !!!

    Dla podswiadmości czas nie płynie … nic nie mija , jest tylko konsekwencja w zbieraniu postaw i logika zachowań niedostępna świadomości

    Vitale tą książką pokazał mi gdzie jest to coś – to magiczne coś co może otwierać wrota szczęscia … to słowo to przebaczenia samemu sobie za to co do swojego życia zaprosiłem

    Ta książka to jest wielka inspiracja
    Lambar 05-07-2010 – 00:28

    Jest to wielka inspiracja dla tych, którym w sercu gra wyrażanie miłości. Dla tych, którzy często podświadomie rozumieją, że wybaczenie jest sposobem na uwolnienie się od problemów, takie totalne/konkretne zamiast zamiatania brudów pod dywan, czyli jest sposobem na rozkwit życia na wszystkich płaszczyznach, a to może stać się tylko, gdy przemy w stronę Źródła.

    We mnie od dawien dawna pobrzmiewa właśnie to przesłanie o wyrażaniu miłości i wybaczaniu. I tak stopniowo coraz mocniej w tą stronę się skłaniam.

    Nie uważam tak jak to pisze Dawid, że człowiek rodzi się jak biała karta. Widzę że moje i innych dzieciaki mają „wbudowany” zestaw ograniczeń. Widzę, że często dzieciaki które otrzymują miłość, to i tak w życiu błądzą, a czasami nawet bardzo mocno, do tego stopnia że słyszę od ich rodziców, że czasami to gdyby znali przyszłość, to zastanowiliby się czy chcą zostać rodzicami. Jest to bardzo smutne, lecz nie nam to oceniać. To ich doświadczenia.

    Ale przechodząc do rzeczy. Do książki podszedłem tak jak Maxi – czyli po lekturze w której wyczułem kilka zgrzytów, to wybrałem z niej te fragmenty, które współgrają z moim wnętrzem i pozwoliłem im nasycić moją istotę. Po to aby w przyszłości zgłębić ten proces. Czyli wybieram się w końcu, a mija już rok, na kurs Ho’oponopono.

    Nie twierdzę, że to co przedstawiają autorzy książki jest złe. Wręcz przeciwnie – uważam książkę za dobrą robotę. Bo to jest wspaniała inspiracja aby zwrócić się do Źródła i wybaczać.

    Jednak należy z całą stanowczością podkreślić fakt, że ta książka nie opisuje Ho’oponopono, tylko traktuje o przygodzie jaką odbył Joe Vitale z dr Hew Len. Prócz tego opisuje metodę wybaczania, która dla mnie nie jest nawet uproszczoną metodą Ho’oponopono, jak to jest podane w książce. Co prawda nie byłem na kursie, lecz od bliskich mi trzech osób, które kurs odbyły dowiedziałem się jak to wygląda w praktyce.

    Podsumowując – książka powinna być odbierana tak jak to powyżej napisałem – przygoda Joe Vitale z dr Hew Len, a nie jako kurs Ho’oponopono. A słyszę, że ludzie często tak właśnie podchodzą do sprawy, że z książki dowiedzą się o Ho’oponopono.

    Cieszę się Dawidzie, że tak duże zmiany u Ciebie zachodzą, że kierujesz się w stronę miłości i wybaczania. Sam nie raz doznałem tego cudu wybaczania, i dla mnie to jest najwartościowszy kierunek w życiu. Inaczej zapętlamy się w swoich żywotach. Jezus pięknie nauczał o wybaczaniu, jeśli pod tym kątem przestudiuje się jego nauki, to był on mistrzem Ho’oponopono 😀

    Nie jestem wielbicielem poezji, jednak jest jeden wiersz, który czasami sobie pod nosem nucę. W sumie skubany sam mi się przypomina:

    Miłość mi wszystko wyjaśniła,

    Miłość wszystko rozwiązała –

    dlatego uwielbiam tę Miłość,

    gdziekolwiek by przebywała.

    Autorem jest szefu katolicki, czyli papież Jan Paweł II, i mimo że nie wyznaję żadnej religii, to podziwiam tego człowieka właśnie za jego działania w zakresie wybaczania. Człowiek ten wychodził poza sztywne ramy religii aby przybliżyć mocniej ludzi do Źródła.

    I jeszcze trzy grosze dla Maxi odnośnie kwestii finansowej. Jeśli pójdziesz na jakiś kurs, przykładowo obsługi komputera czy księgowy – to płacisz za niego. Zapłacisz relatywnie mniej, ponieważ będzie to kurs w szkole, które jest w tym wyspecjalizowana. Tu mamy sytuację inną – specjalnie w danym terminie przyjeżdża nauczyciel, jest wynajmowana sala, wynagrodzenie idzie dla nauczyciela oraz organizatora, który łoży swoje pieniądze i czas na rozgłoszenie informacji o kursie.

    Tak więc koszty zupełnie inaczej wyglądają w takiej sytuacji.

    Ale to każdy sam rozstrzygnie w swoim wnętrzu, czy taki kurs Ho’oponopono jest wart wydania tych pieniędzy. Bo należy też pamiętać o jednej rzeczy – komuś może to teraz nie być wcale potrzebne. Nie w takim znaczeniu że Ho’oponopono jest jakieś ograniczone, tylko że dana istota aktualnie przerabia inną część doświadczenia i mogłoby to nawet tak wyglądać, że po kursie Ho’oponopono ludek szybko zapomina, bo teraz jest mocno zagłębiony w przetrawianiu czego innego.

    A to właśnie dostrzegam u znajomych – że pomimo wiedzy, iż ho’oponopono oczyszcza, że wybaczając uwalniamy się i rozkwitamy, to ludzie po jakimś czasie mało korzystają z wiedzy zdobytej na kursie.

    Ot prosty przykład – wiemy że błogosławieństwo czyni podobne cuda. Może nie taki totalne, czyli wymazanie od podstaw problemów, ale z całą pewnością świat ulega cudownej przemianie. I człowiek nastawia się: będę przez cały dzień błogosławił wszystko co wpadnie w me ślepia? I co? Ile takich dni w życiu było? 😉

    Podobnie jest z procesem Ho’oponopono. Praktyka czyni mistrza. Nie od razu Rzym zbudowano. Czyli stopniowo, po maluchu należy uskuteczniać działania i człowiek się rozkręci. Ale należy działać. Należy pragnąć, pobudzać się, zerkać w stronę Źródła. Bez tego kręcimy się jak g… w przeręblu, czyli działamy z pozycji odtwarzacza wspomnień, jak to Ho’oponopono powiada.

    Ufff, chciałem krótko coś napisać, ale moje chciejstwo jakoś się ulotniło im więcej pisałem rozmyślając o wybaczaniu 🙂

    maxi 05-07-2010 – 07:25

    „Jednak należy z całą stanowczością podkreślić fakt, że ta książka nie opisuje Ho’oponopono, tylko traktuje o przygodzie jaką odbył Joe Vitale z dr Hew Len. Prócz tego opisuje metodę wybaczania, która dla mnie nie jest nawet uproszczoną metodą Ho’oponopono, jak to jest podane w książce. Co prawda nie byłem na kursie, lecz od bliskich mi trzech osób, które kurs odbyły dowiedziałem się jak to wygląda w praktyce.

    Podsumowując – książka powinna być odbierana tak jak to powyżej napisałem – przygoda Joe Vitale z dr Hew Len, a nie jako kurs Ho’oponopono. A słyszę, że ludzie często tak właśnie podchodzą do sprawy, że z książki dowiedzą się o Ho’oponopono.”

    …no i właśnie o to mi chodziło…gdyby książka była pisana w takiej właśnie konwencji to w momencie zetknięcia się z oryginalną metodą człowiek nie miałby poczucia takiego zażenowania czy zniesmaczenia… Ja przez chwilę tak się czułam, wręcz mogłabym się poczuć oszukana, gdyby nie to że czytałam książkę i czułam, że „coś tu nie gra”. Rzeczywiście ta książka jest inspiracją, ale to nie zmienia faktu że wokół metody która ma zmieniać jakość życia, tak naprawdę ktoś tworzy swego rodzaju jakieś dziwne coś…

    Ta książka spokojnie mogłaby być nawet cieńsza, gdyby ten showman odpuścił te niekończące się wstępowania w tej książce 😉 ja w każdym razie czytałam i cały czas miałam takie poczucie, że wciąż nie mogę się doczekać meritum i kiedy zacznie się właściwy etap tej książki 😉

    No cóż…z jakichś powodów to właśnie od książki miałam zacząć, tak więc dam już sobie spokój z pastwieniem się nad nią, albo raczej nad autorem i większości tego co napisał w niej 😉

    I jeszcze jedno mi teraz przyszło na myśl… Hew Len wogóle mnie do siebie nie przekonał, czytałam tę książkę ale ta osoba jakoś dziwnie była przeze mnie wypierana? Nawet nie wiem jak to określić….

    maxi 05-07-2010 – 07:34

    „I jeszcze trzy grosze dla Maxi odnośnie kwestii finansowej. Jeśli pójdziesz na jakiś kurs, przykładowo obsługi komputera czy księgowy – to płacisz za niego. Zapłacisz relatywnie mniej, ponieważ będzie to kurs w szkole, które jest w tym wyspecjalizowana. Tu mamy sytuację inną – specjalnie w danym terminie przyjeżdża nauczyciel, jest wynajmowana sala, wynagrodzenie idzie dla nauczyciela oraz organizatora, który łoży swoje pieniądze i czas na rozgłoszenie informacji o kursie.

    Tak więc koszty zupełnie inaczej wyglądają w takiej sytuacji.

    Ale to każdy sam rozstrzygnie w swoim wnętrzu, czy taki kurs Ho’oponopono jest wart wydania tych pieniędzy. ”

    Masz rację Lambar 🙂 sprzeczać się nie będę, bo rzeczywiście jestem zła, że póki co nie mogę kursu zrobić a dodatkowo wczoraj po przeczytaniu recenzji itd… zjeżyło mi się futerko 🙂

    Tak jak napisałam wcześniej, ja na pewno ten kurs zrobię, ale jednak większość stykających się z Ho’oponopono zacznie swoją przygodę z tą metodą właśnie od książki…patrząc na siebie to myślę sobie, że to da się przeżyć i nawet swoje z niej wyciągnąć, ale to nieprzyjemne wrażenie po natrafieniu na informacje o właściwej metodzie to niefajne uczucie.

    maxi 05-07-2010 – 07:45

    „Świat ludzi szukajacych lepszego zycia zakochał się niedawo w „Sekrecie” – tak zbiorowo nazwe twórczość Hicksów , Walsha , Vitale … tylko że to działa „ale” …

    „ale” … dla mnie to „ale” – to to iż dalej nie osiagnołem niczego czego oczekiwałem”

    Sekret przeczytałam i tutaj również miałam dziwne odczucie, że to tylko rodzaj „zaleczacza” tak więc poczytałam i nawet kilka rzeczy stamtąd sobie zatrzymałam dla siebie, ale zaraz po niej szukałam dalej.

    Natomiast ktoś kto bardzo w tę książkę uwierzy i na jej etapie się zatrzyma to jestem święcie przekonana, że może sobie zrobić wielkie ziazi.

    Dla mnie osobiście o wiele większą wartość ma Magnetyzm Serca, choć nie była tak rozdmuchana jak Sekret i jestem wdzięczna za to, że wpadła mi w ręce. Po Sekret nie sięgnęłabym po raz drugi, Magnetyzm przeczytałam 3 razy i myślę że to nie koniec. Za każdym razem odnajduję w niej coś nowego dla siebie, ale nie ma w niej tego całego WOW! jest dystans i spokojny spacer po podświadomości i mnie osobiście bardziej to odpowiada, bo to jest zaproszenie do pracy nad sobą a nie podkręcanie się samymi formułkami i przyklejanie banana na siłę.

    maxi 05-07-2010 – 07:56

    Hmmm… zamierzałam sięgnąć po coś Hicksów, ale jeśli oni piszą w takim stylu jak jest napisany Sekret to przez kolejną tego typu książkę nie przebrnę 😉

    Proszę o opinię czy rzeczywiście tak piszą 🙂

    David_Tua 05-07-2010 – 11:53

    Zaznaczam iż to co pisze to tylko i wyłącznie , moja opinia , coś co odczuwam empirycznie

    Mimo wszystko uważm iż Vitale podał sporo szczegółów procesu

    Jako ktoś kto ma na liczniku kilkadziesiąt książek o tematyce duchowej , pewne rzeczy potrafie dopowiedzieć sobie sam .

    Oczywiście same cztery słowa nie wiele pomogą , ale jeśli będą tylko ustną emanacją tego co czuje w sobie , autentycznych głębokich wyrażnych uczuć . To jest sedno sprawy w mym odczuciu !

    Czuje jak podczas procesu reaguje moje ciało , czuje dziwne prądy przebiegające przez nie , czuje jak ze splotu słonecznego spada pewnien „cięzar” , czuje jak w moich uszach pojawia się pewnien szum o bardzo wysokim tonie … ja dosłownie fizycznie czuje ze cos odchodzi , jakaś blokada zostaje przełamana !

    A kwestie duchowe , czy inaczej prefernecyjne to już dosłownie odlot

    najlepiej widać to w temacie sexu , teraz pewne moje „niezdrowe” upodobania są dla mnie poprostu śmieszne !!! Sex to dla mnie zawesz był temat o którym nawet bałem się myśleć , … Teraz to skręciło o 180 stopni , kobieta przestała być przedmiotem … ten proces naprawde daje popalić

    Kiedy patrze w przeszłość do niedawna wyrażnie potrafiłem odczuć fatalne stany psychiczne to warzyszące pewnym zajścią .To naprawde jest proste moim zdaniem widze to jak w matematycznym wzorze … w tematach które dziś odbieram jako te w których „najgorzej mi się wiedzie” nagromadziłem najwięcej złych wspomnień i odczuć

    Wzięcie odopowiedzialności za wszystko co nas spotyka jest trudne , przeczy opini o kolektywnym budowaniu rzeczywistości przez wszystkich , ale jeśli spojrzymy nieco głębiej ta teoria jest prawdą … hologramy kazdego z nas są tak elastyczne

    Stan zero traktuje jako ogromnie wielką rzecz , przez lata nie chciałem cofać się do przeszłości wierząc w to iż sie nie liczy , a jednak ona jest fundamentem tego kim jestem dziś , a jeśli nie jestem z tego zadowolony ? ucieczka w przyszłość bez pozbycia się tego nic nie da

    Czy – wybaczenie przeszłości , pozytyne i błogosławienne odbieranie „teraz” , wizualizacja i odczuwanie postulowanej „przyszłości” nie sią krokami do tego prawdziwego szczęscia ? coraz bardziej skłaniam się iż są

    Niewątpliwie Vitale rozreklamował proces światu , ja się z tego ciesze … jednocześnie przestrzegam przed zbytnim popadaniem w rytualizm … i jakąś cichą wojenke kto lepiej to robi i kto ma większe prawo do nazwy , jestem pewien iż prces promowany w kazdej formie jeśli opiera się wybaczeniu jest wartościowy

    maxi 05-07-2010 – 13:22

    „Czy – wybaczenie przeszłości , pozytyne i błogosławienne odbieranie „teraz” , wizualizacja i odczuwanie postulowanej „przyszłości” nie sią krokami do tego prawdziwego szczęscia ? coraz bardziej skłaniam się iż są”

    A ja się nie skłaniam, ale jestem tego pewna i tylko dlatego że mogłam to sobie z tej książki wyłuskać spowodowało, że jednak ją przeczytałam.

    „Niewątpliwie Vitale rozreklamował proces światu , ja się z tego ciesze … jednocześnie przestrzegam przed zbytnim popadaniem w rytualizm … i jakąś cichą wojenke kto lepiej to robi i kto ma większe prawo do nazwy , jestem pewien iż prces promowany w kazdej formie jeśli opiera się wybaczeniu jest wartościowy”

    Ja nie wiem o co innym chodziło, natomiast mnie chodzi o to, że to takie niefajne czytać o czymś co Cię zafascynowało, a potem gdzieś indziej czytasz, że to nie do końca jest tak… Czytasz, że ktoś wyleczył ludzi tak i tak, a nagle okazuje się, że opisując to jednak chyba rozminął się z prawdą… Oczywiście zawsze ktoś inny może powiedzieć, że ktoś kto podważył to co on opisał być może również nie do końca prawdę pisze…i można by tak w nieskończoność i oczywiście jest to bez sensu, ale clou tego wszystkiego to taki dziwny niesmak, takie odczucie że przez chwilkę człowiek jednak ma poczucie jakiegoś zagubienia. Fajnie jeśli tego typu sytuacja zdarza się osobie siedzącej od dłuższego czasu w tematyce rozwoju duchowego, bo on sobie to do kupy poskłada i znajdzie w tym pozytyw, ale jeśli to dopadnie nowicjusza to różny może być finał takich przemysleń.

    Być może komuś może się teraz wydać, że ja biję oianę, ale oiszę o swoich odczuciach, a one naprawdę przez moment były niefajne. I naprawdę szczerze będę innych zachęcać do zainteresowania się Ho’oponopono, ale przekieruję ich tutaj, choćby do przecztania artykułu Anny Kligert, natomiast na pewno nie zachęcę do książki.

    ANETA 05-07-2010 – 14:01

    Ja tez mysle ze cena za kurs nie jest duza,jesli sie nie myle pani Anna uczyla sie 11 lat aby mogla nam te wiedze przekazac.Ale ja siegne najpierw po ksiazke za 40 zl. bo narazie nie stac mnie na kurs.Mieszkam w Czechach takze to wydatki bylyby o wiele wieksze.Wogole to duze zmniany w moim zyciu nastapily po przejsciu terapii ktora polega na sciagnieciu blokad.Bylo to 4 lata temu ,caly czas pracuje nad soba i ide do przodu.Przed miesiacem ta ksiazka.Co bedzie dalej moze kurs Ho’oponopono.Kazdy z nas przechodzi ruznymi etapami w zyciu , nie kazdy z nas bedzie tak zafascynowany ta ksiazka jak ja. Pomoze mu cos innego. Mojej bratowej w problemach z mezem pomogla metoda Hellingera.Przyjdzie czas i moze zainteresuje sie Ho’oponopono.Najwazniejsze moim zdaniem jest, kiedy przyjda problemy nie siedziec i plakac ale szukac rozwiazania.Myslec optymistycznie, byc otwartym.Dzieki tej ksiazce odkrylam ta strone,bardzo mnie cieszy ze moge poglebic swoja wiedze,czytac wasze komentarze.

    Maxi, na pierwsze danie polecam prosiaka
    Lambar 05-07-2010 – 14:34

    Czyli „Proś a będzie ci dane”. Hicks’owie piszą inaczej, nie tak marketingowo. Sekret mógł Cię odrzucić ponieważ jest to produkcja właśnie taka jak gadanie Vitalego 🙂

    Ale nie ma w tym nic złego. Zobacz że dzięki temu właśnie więcej ludzi zainteresowało się prawem przyciągania. Tym, że moc pochodzi z wnętrza, że mogę ulepszać swój świat, że mogę żyć pełniej, że nie jestem ofiarą.

    Sekret bazuje właśnie na przesłaniu które od długiego czasu przekazują państwo Hicks.

    I tu mamy wręcz identyczną sytuację jak z Zero limits. Czyli książka która jest bardziej marketingową papką robi rozgłos samej metodzie, czyli kieruje ludzi do źródła informacji 🙂

    Oczywiście właściciel „papki” przy tym też odnosi sukces – rozglos, pieniądze, dobra zabawa, nowi znajomi, no i co ważne sam doświadcza i rozwija się.

    Ale gdyby nie ta w skrócie papka, to nikt by nie zyskał. Bo przecież są jeszcze wielkie rzesze odbiorców, czytelników i oglądaczy filmowych, co to mogą i z „papki” wiele dobrego dla siebie wyciągnąć.

    Ot takie czasy medialne i nie ma co krytykować papki. Ona ma swoich odbiorców i swoje dobro zrobi.

    maxi 05-07-2010 – 18:33

    Ok, zacznę więc od prosiaka 🙂 a na temat papki i tak mam swoje zdanie i nic nie poradzę, że mnie takowa odrzuca 😉 No cóż… ja dopiero od 2 lat w tym temacie, więc pewnie jestem jeszcze nieopierzonym „duchowcem” i wciąż trochę zbuntowanym 😀 jak ma mnie coś przekonać to musi to być na mocnym gruncie 😉 Ja święcie wierzę, że Pan Joe Vitale jest w stanie sprzedać muchę aktualnie latającą, ale to nie zmienia faktu że mnie się antenki podnoszą 🙂 Oczywiście mam również świadomość, że to mój problem, nie Jego 🙂

    Sorki za eksplozję tych uśmiechów, ale wracając z pracy spacerkiem błogosławiłam wszystko latające, chodzące, stojące i teraz są efekty 😀 choć o książce zdania nie zmieniłam 🙂

    I uskuteczniłaś magię 🙂
    Lambar 06-07-2010 – 00:55
    Zrobiłaś połączenie ze Źródłem. Ludzie nazywają Źródło przeróżnie: Bóg, Wyższa jaźń, Boska cząstka, Ojciecmatka etc. Różnie Go rozumieją. Najczęściej w jakimś tam stopniu tworzą ograniczony obraz, a Źródło jest doskonałe, pełne. Całkiem możliwe, że wynika to z obaw, że nie jestem godzien dostąpienia obcowania z Doskonałością etc. więc łatwiej jest stworzyć sobie pośrednika w stylu wyższej jaźni czy anioła stróża. Ale to wszystko i tak do jednego się sprowadza, do stopienia z naszym Źródłem.

    I o tym właśnie trąbią Hicks’owie. Ludzie w ich pisarstwie dostrzegają materializm, czyli jak tu zacząć łatwiej gromadzić zabawki z tego świata. Tymczasem człowiek, któremu w sercu gra muzyka Źródła, dostrzega że oni jawnie nawołują do stopienia się ze Źródłem. Wtedy dzieją się te cuda, czyli marzenia się spełniają, życie zamienia się w obfitość, choć bardzo często od człowieka odkleja się wiele zachciewajek, bo jest szczęśliwy bez tych zachciewajek. Bo Źródło daje mu wszystko czego pragnie i czego potrzebuje w każdym momencie.

    Wdzięczność jest chyba najwspanialszą modlitwą, a błogosławienie jest tego odmianą. Hicksowie w Prosiaku opisują techniki i chyba jedną z nich jest właśnie coś w stylu błogosławieństwa, o ile mnie pamięć nie myli to zwą to uznaniem, ale z opisu wynika że to chodzi o błogosławienie w szerokim znaczeniu tego słowa.

    Serge Kahili King tak pisze o błogosławieństwie. Jest to taki hunowy sposób widzenia, czyli że nie generujemy napięć, a Hickowie, i ja do tego się skłaniam, piszą o stopieniu ze Źródłem poprzez błogosławieństwo. A wynika to z tego, że w tym momencie działamy tak jak działa Źródło. A ono jest doskonałe, dla każdego ma miłość, nikogo nie postrzega poprzez wady, lecz dostrzega samo Dobro.

    Nie oznacza to jednak, że wytłumaczenie Serge’a jest do bani. Jest ono bardzo praktyczne, jak cała sergowa nauka. Czyli inaczej po prostu facet tłumaczy 🙂 może tak trochę okrakiem, jednak dzięki temu więcej ludzi trafi do Źródła, bo dla nich może akurat takie podejście w danym momencie życia będzie do przyjęcia. Bo może na myśl o jakimś tam doskonałym Źródle i o tym aby postępować tak jak by się u Źródła było, to by zmarszczyli czoło i popukali się w głowę.
    Piękne jest to, że ludzie na przeróżne sposoby wyrażają miłość i wszelkie jej odmiany 🙂
    maxi 06-07-2010 – 07:59

    Na pewno Prosiaka przeczytam, wczoraj miałam więcej czasu i znalazłam fragment Ich książki, więc go przeczytałam i jak narazie nic się nie pozapalało, czyli że Ci ludzie są „moi” 😉

    Kinga też lubię, okrakiem nie okrakiem, ale czytając Go nie mam wrażenia, że właśnie usiadł jakiś po najaraniu się trawą i próbuje mi o życiu gadać 😉 No sorki, ale te moje skojarzenia przy Vitale są okropne 🙂 Właściwie to powinnam się oczyścić przy pomocy książki z odczuć dotyczących jej autora (proszę do mnie nie strzelać) 😀

    King do mnie przemawia, Ekhart Tolle przemawia, de Mello przemawia, nawet Osho choć czytając Go nie raz miałam ochotę pogryźć książkę 🙂 a ten jeden biedny Joe nie i już 🙂

    O błogosławieństwie przeczytałam tutaj z miesiąc temu i myślę sobie, co mi tam…? 🙂 Dostałam po całym dniu głupawki i bardzo mi się spodobało, zwłaszcza ta szczęśliwa głupawka 🙂 więc uskuteczniam, natomiast w sobotę już ciupinkę się rozleniwiłam, więc w połowie dnia zaczęłam zauważać dziwne coraz mniej fajne rzeczy i zamiast od razu zadziałać, pomimo wszystko to poddałam się i niedziela już była koszmarna. Zwaliły mi się wogóle niefajne zdarzenia na głowę, a w poniedziałek rano wogóle na siłę z łóżka wstawałam. Po południu stwierdziłam, że wracam na swoje miejsce niczym psiak któremu przywalono ścierką 😉 Te błogosławieństwa to największe dobro jakie człowiek może sobie podarować i miałam okazję to wypróbować, sprzedałam to już wielu osobom, dzwonią i opowiadają jak to czy tamto im się poukładało bo zamiast się złościć to coś lub kogoś pobłogosławili i za każdym razem to jest też coś co mnie upewnia w tym co robię, a mimo wszystko przyszła na mnie ta ciemność sobotnia 😉

    Rzeczywiście teraz rozumiem co to znaczy, że negatywne myślenie to po prostu „wygoda”, bo to jest wybranie tego co łatwiejsze, choć pozornie można by sądzić, że trudniejsze, bo przecież życie w kłopotach łatwe nie jest i nie jest, za to nicnierobienie z tym jest wygodne, poddawanie się temu jest łatwiejsze niż choćby błogosławienie wszystkiemu pomimo złości, smutku…

    Co do określenia Źródło, Bóg, czy jeszcze inaczej… ja na szczęście dojrzałam do tego żeby używać słowa Bóg i to mi sprawia radość, bo przez 2 lata bałam się tego słowa użyć…zmieniłam swoje życie, wciąż wierzyłam że Bóg istnieje, ale jednocześnie odrzucając kościół, kościelną modlitwę itd… przecież odrzuciłam rzeczy, które do tej pory mi się z Bogiem kojarzyły…musiałam sobie wszystko poukładać od nowa, ale w tzw. międzyczasie czułam się dziwnie bo sama nie wiedziałam jakiej nazwy użyć i czy ja wogóle mam prawo o Bogu myśleć 😉 Chyba de Mello powiedział, że aby znaleźć prawdziwego Boga trzeba się w Nim zatracić 🙂 i teraz nie mam problemu z używaniem słowa Bóg, choć oczywiście WJ też nie jest mi obce, ale jak z kimś rozmawiam i ktoś używa innych określeń to ja w myślach i tak mam na myśli Boga i wiem, że rozmawiamy o TYM SAMYM, tylko nazwy nam się różnią 🙂

    Negatywne myślenie to nie wygoda
    Lambar 07-07-2010 – 23:46

    To podcinanie sobie żył. Ale wszystko jest w porządku. Bo to jest świat wolnej woli i nic nikomu do tego, że ktoś innych chce cierpieć. Można współczuć, ale bez popadania w skrajność, bo przejdziemy na stronę cierpienia, a z tego nic dobrego nie wyniknie. Bo będąc cierpiącym, nie pomoże się innym cierpiącym. Za to jeśli będę przepełniony miłością/radością, wtedy jestem w stanie nieść wsparcie. I wszystko co mogę zrobić, to zarażać innych, inspirować, pokazywać inną drogę, a każdy sam decyduje i działa.

    Jedyny atut z cierpienia jest taki, że może mi pokazać co inni przeżywają, no i przede wszystkim – dla mnie to jest brama do przekroczenia, abym zmienił swoje życie.

    Ktoś może powiedzieć, że to wygoda, bo tak jak piszesz: „poddawanie się temu jest łatwiejsze niż choćby błogosławienie wszystkiemu pomimo złości, smutku” ale to pozory. Po prostu człowiekowi jest łatwo działać w zakresie swojego światopoglądu. Skoro więc widzę świat jako pełen ludzi wykorzystujących pobratymców, pełen niegodziwości, pełen braku, smutku i cierpienia, to tak też będę się zachowywał. Czyli będę się w tym utwierdzał, bo do tego będę „przyciągany”. I to będzie takie działanie mechaniczne, takie z marszu. W sumie można by to określić jako takie „łatwe”, no bo łatwo przychodzi, skoro jest automatyczne 😉

    Ale to nie jest wygodne. Wygodne życie dla mnie to życie spełnione, obfite na wszystkich poziomach (trochę się słowami pobawię 😉 )

    Huna powiada – świat jest taki jaki myślisz że jest. I to skrywa to magiczne przyciąganie. Tak więc błogosławić wszystko w koło pomimo smutku, to jest zmiana życiowych starych torów. To przeskok na trasę w stronę radości i pomyślności. Tylko że zmiana torów najczęściej oznacza jakąś tam podróż do celu. Stąd też trzeba błogosławić, błogosławić, błogosławić, aż się dojedzie, aż znikną stare widoki za oknem, znaczy te smutki które się w kółko dostrzegało, a zamiast nich pojawią się nowe widoki. I najczęściej nie stanie się to jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, tylko stopniowo. Czyli za oknem będzie przybywało radosnych widoków. A przekładając to na mniej metaforyczny język – będę coraz częściej odczuwał radość i w moim życiu będzie coraz więcej wydarzeń utwierdzających mnie, że jestem wart radości.

    maxi 08-07-2010 – 07:22

    Krótko tu jestem, ale już zdążyłam zauważyć, że Jak Lambar coś skomentuje to już właściwie trudno coś dorzucić 😀 rozwinięte, posegregowane i poukładane 😀 Wiesz co Lambarku? Może byś zapytał żonę czy Ona Cię wizualizowała i według jakiego klucza? 😀 Przepraszam za dokazywanie, ale ja też lubię się pobawić i słowami również 😀 a teraz może ni z gruszki ni z pietruszki, ale powiem że na codzień to trudno z jakimś facetem o duchowości pogadać. Zawsze powtarzają, że są „prości” i jak tylko usłyszą głębsze rozmowy to jak inteligentni to można zaobserwować jak cudnie wywijają się z tematu, a jak mniej inteligentni to oczy im się robią jakby wyskoczyły na sprężynkach 😀 albo jak wogóle mocni psychicznie to miłosiernie słuchają na zasadzie „niech sobie poćwiergoli…” 😀

    Dlatego potrzebny mi klucz 😀

    A jakże, żon mnie wizualizował
    Lambar 09-07-2010 – 15:33

    Niechybnie musi rozmyślała o mnie ostro. A ja o niej także. I się przyciągnęliśmy 🙂

    Kluczem jest wyrażanie pragnienia przepełnionego radością/pogodą/optymizmem/zachwytem itd. itp.

    A ja się nieśmiało przyłączę do prośby maxi:)
    Czarodziejka 09-07-2010 – 22:33

    Lambar, jeśli to nie jest zbyt osobiste, napisz jak to techniczne wyglądało to przyciąganie Twojej żony:) Ja chcę przyciągnąć miłość – nie faceta – to przyciągnać potrafię, hehe :), chcę przyciągnąć miłość – taką jak kiedyś Ziggy napisał „zobaczył i wiedział” – ja też tak chcę.

    Opisz klucz… 🙂 Przypomnij sobie jak było, daj wskazówki…

    maxi 10-07-2010 – 08:12

    Dzięki Czarodziejko, bo Lambarek tak tu cichym smędem chciał się wywinąć 😀

    Lambarku my chcemy dostać klucz 😀 Wy sobie z żoną porozmawiajcie i nam tu napiszcie wiadome to i owo 😀

    Molestantki jedne
    Lambar 11-07-2010 – 00:35

    Co żeście się na mnie uwzięły? 😉

    Przeca napisałem jaki to klucz – to rozmyślanie o celu z zachwytem, bycie wtedy zauroczonym, postrzeganie w samych superlatywach, to rozmyślanie tylko o tym jak mi dobrze z tym kimś etc.

    Jeśli nie masz upatrzonego chłopa, to myśl o takim który spełni twoje potrzeby, i wyrażaj wdzięczność i radość. Ciesz się na myśl jak to dobrze mieć takiego partnera, robić z nim różności itd. wyrażaj wdzięczność.

    To są różne pierdoły, możesz sobie nawet wyobrazić jak to partner nie portafi prasować i Ty mu z radością doprowadzasz koszule do ładu. Każdy jeden aspekt, który sprawia że odczuwasz to Dobro związane z partnerem jest ok. To może być nawet nie zamknięta klapa od klozetu. Możesz sobie i o tym pomyśleć i uśmiechnąć się: cóż, jest wspaniały, więc nic nie szkodzi, mogę po nim zamykać klapę do końca życia.

    Ale! Tu jest ciekawostka, bo gdy tak człowiek podejdzie do tematu klapy, to partner zacznie ją zamykać 🙂

    Zanim z żoną zeszłem się na dobre, to kilka razy w odstępie 3 lat sporadycznie widywaliśmy się z okazji odwiedzin w jej domu, gdy do jej brata przychodziłem, z którym w jednej ławce na kilku zajęciach w szkole siedziałem. I w czasie tych odwiedzin tylko na siebie zerkaliśmy, i każdy miał iskry w oczach ale nikt do drugiego nie zagadał.

    A jak przyszłego szwagra zagadywałem o fajną siorę, to ten mnie zbywał: eeee tam, przesadzasz… i temat urywał.

    Dopiero na zakończenie technikum, gdy wyruszyliśmy na miasto szaleć, to tak się wydarzenia potoczyły, że wpadliśmy na siebie. A było to tak: dawno dawno temu, za siedmioma czymśtami i siedmioma cusiami na zakończenie szkoły, czyli odebranie świadectwa pojechałem do budy samochodem. Nie pojechała ze mną koleżanka, której coś nagle wypadło. Potem gdy na mieście szkolna paczka w lokalu się zebrała i ja nie mogłem popiwkować, to umówiliśmy się że poczekają na mnie (wtedy o komórkach nikt nie słyszał) a ja odstawię wóz. W tym momencie odezwała się dziewczyna (która wiedziała że podobam się siostrze kolegi) że wie, że ona (moja obecna żonka) siedzi w chaupie sama, bo znała jej rozkład zajęć, bo to przyjaciółki były. Tak więc stwierdziła, że może by z nami poimprezowała? No to ja podłapałem temat i stwierdziłem – to ja ją po drodze odbiorę!

    Cóż – mina moje żonki jak stanąłem z nienacka z zaproszeniem była nie do opisania 😉

    I potem ruszyliśmy na miasto, żonka odwaliła się na boginię, takiej jej wcześniej nie widziałem, chyba w powietrzu to unosiłem się z zachwytu jaką damę mam obok siebie. No i łaziliśmy to tu to tam z całą paczką, i już pod rękę z żoną, a co, w końcu w garniturach (po odebraniu świadectw maturalnych nikt się nie przebierał) to wypadało z gracją się zachowywać 😉 Impreza skończyła się u kolegi w mieszkaniu, ale tam to chyba z emocji, stresu i ogólnego zmęczenia (pewnie trochę piwo też mi zaszkodziło), lekko pamięć straciłem, choć o własnych nogach pomaszerowałem przez dwa osiedla do domu w nocy, oczywiście zachowując pion na dwóch kończynach 😀

    i ni czorta nie pamiętałem że obiecałem mojej przyszłej żonie, że do niej zadzwonię (potem mi to wypominała nie raz 😉 )

    i znowu stanęło na tym, że każdy siedział wyczekując,

    i wtedy żonka zrobiła ruch – zadzwoniła pod pretekstem, że potrzebuje nauczyć się obsługi takiego ustrojstwa jak DBase czy jakoś tak to było. A że ja wtedy byłem posiadaczem peceta 386 (i ni czorta nie wiem do dziś kto w liceum kupieckim wtedy takich bzdur kazał uczyć) to stwierdziła, że ja pewnie jej pomogę. Oczywiście że się zgodziłem, choć o tym czymś nie miałem pojęcia. Jednakowoż szybko poznałem i uczyłem moją damę, która o mało co nie nabyła się wady wzroku, bo zamiast w ekran to na mnie kątem zerkała i podziwiła (potem się przyznała bez bicia co z oczami na tych zajęciach wyprawiała).

    Potem jakoś tak się złożyło, że na dniach jej rodzice wyjeżdzali na wesele, chaupa wolna, i już zostaliśmy razem, po 14 dniach wiedzieliśmy że będziemy ze sobą już razem, na zawsze. Bo błogosławię Ją, to kim jest, co robi, jak robi, jak wygląda, jak się złości, jak śmieje.

    I smutno mi, gdy pomyślę, że pierwsza odejdzie z tego świata, bo tak trajkocze od samego początku. Oby była ze mną do ostatniego dnia mojego życia. A ja mam zaplanowany długi żywot.

    Tu warto też dodać, że były między nami burze czasami, jakieś załamania czy konflikty, gdy człowiek pofolgował sobie za młodych lat w emocjach. Gdy zaczynał pojmować, że kochać to wybaczać, że kochać to podziwiać i dziękować. Można by powiedzieć, gdy miłość temperowała ego.

    Więc nasze kolejne lata to było dojrzewanie miłości.

    No, macie co żeście chciały baby namolne 😉

  20. maxi 11-07-2010 – 10:33

    Śliczna historia 🙂 i dziękuj że miałeś okazję ją opisać, bo to też rodzaj błogosławienia 😀

    Ja też dziękuję, bo czytając takie historie utwierdzam się w przekonaniu, że miłość nie jest po to żeby sprawiać ból, że miłość wcale nie jest bajką, jest rzeczywista i należy w nią wierzyć, że po świecie spaceruje ktoś uszyty na miarę i jak się jest gotowym to się go znajdzie 🙂

    Ja oczywiście sobie wizualizuję to i owo, a raczej tego owego, ale chciałam poznać receptę innych 🙂 Z tego co napisałeś o tym zachwycie dziękowaniu itd… to mam podobnie, czyli idę w dobrym kierunku, gorzej z cierpliwością 😉

    O klapie wogóle nie pomyślałam, więc jest szansa, że nie będę po nim latać do WC i ją opuszczać i miażdżyć go wzrokiem 😀 natomiast o prasowaniu też nie pomyślałam ;-D i ciarki mnie przechodzą na myśl o prasowaniu koszul 😀 pomyślę o tym potem 😀

    „Jeśli nie masz upatrzonego chłopa, to myśl o takim który spełni twoje potrzeby, i wyrażaj wdzięczność i radość. Ciesz się na myśl jak to dobrze mieć takiego partnera, robić z nim różności itd. wyrażaj wdzięczność.”

    Hmmm… upatrzony i nawet jedną nogą stojący w moim życiu to jest 😉 ale pomyślałam, że skoro wciąż z jedną nogą tylko chce być w moim życiu a ja z kolei nie z tych popychających i naciskających, a jednocześnie ta jedna noga stanowi dla mnie jednak spory dysonans to wymyśliłam, że będę wizualizować, że w moim życiu jest taki i taki i robi to i to i takie tam 😀 ale nie wizualizuję twarzy…a mówiąc rozumniej 😉 to odpuściłam, przedtem zawsze widziałam tę znajomą twarz, czyli tak naprawdę z jednej strony mówiłam sobie, że Bóg i tak lepiej wie ode mnie a z drugiej strony narzucałam Bogu, że wierzę ale chciałabym tak, taka kontrola niekontrolowana niby 😉

    No i w końcu dałam spokój, teraz jest bez twarzy, aczkolwiek powymieniałam sobie co mi pasuje u mężczyzny, jak zamówienie to zamówienie 🙂 tyle tylko, że to już nie jest zamówienie złożone na konkretnego faceta i nie zamawiam konkretnego faceta, nieświadomego że został zamówiony 😀 Jeśli Bóg np. uzna, że to właśnie ten to On i tak zgłupieje i będzie się cieszył z włażenia obiema nogami, jeśli to ma być inny to ten mi wreszcie tę jedną nogę wyciągnie z mojego życia 😉

    Uważasz Lambarku, że to się trzyma kupy? 🙂

  21. Czarodziejka 11-07-2010 – 12:42

    U Lambara sprawa prosta – oboje chcieli tego samego. Lambar – dzięki za opis. Myślałam że musiałeś się więcej starać:) Ale z Ciebie szczęściarz – to chyba fajnie że Ci o tym przypomniałyśmy, co…?:)))

    A u maxi jest jak było u mnie kiedyś… do zeszłego roku. Przynajmniej z tą jedną nogą poniekąd.

    Ale teraz u mnie jest inaczej nieco – od czasu do czasu spotkam się z kimś tam, ale moje serce nie śpiewa – to i odpuszczam… bez śpiewu nie chcę.

    I był ktoś ma widok kogo moje serce śpiewało, ale on mi kazał trzymać się od siebie z daleka… to i się trzmam jak mi przykazano. Tak mi nakazuje duma. Ale najciekawsze jest to że ja słysząc od niego słowa – mu nie uwierzyłam. Minął rok a ja wciąż mu nie wierzę, że on mnie nie chciał. Wydaje mi się to niemożliwe! Rozum mi mówi: przecież powiedział, słyszałaś? Ale do mojego serca to nie dociera. Ja wierzę(!) w coś innego niż on powiedział. Dobre, nie?:)

    I nieraz zastanawiam się czy moje uczucie było tak silne że nie dopuściłam negacji czy zaszły jakieś okoliczności których się nie spodziewałam i o których nie wiem?

    Tyle że prawdą też jest że długo ze względu na okoliczności uwżałam że byłoby to trudne – bycie z tym kimś – więc teraz już wiem że pewnie dała znać o sobie moja wewnętrzna blokada.

    Ale szanując stan rzeczy postanowiłam zająć się sobą i znajac już zasadę wyrażania radości starałam się ją wyrażać wyobrażając sobie kogoś jak maxi napisała – bez twarzy. I tu zaczyna się kłopot, bo jak tylko zwizualizuję sobie „kogoś” i się narawdę wczuję, wejdę już na wibrację radości to zaczynam widzieć nie jakiegoś tam człowieka tylko pojawia się konkretnie on – widzę jego twarz, jego gest, czuję co czułam będąc blisko niego.

    I już nie wiem czy mam się temu poddać i wejść w tą radość z jego widokiem, bo już czasami przejdzie mi przez myśl że zaczynam zachowywać się jak wariatka która postradała rozum – facet mówi jej nie, a ona swoje. Szczęśliwie teraz robię to tylko w myślach, ale jak się nie daj Boże wczuję i po miesiącach go spotkam i wypalę „gadaj sobie co chcesz, ja wiem że ty mnie kochasz”? Normalnie czasami boję się że byłabym do tego zdolna! Wariatka!

    Ale wracając do rzeczy… po tej radości z jego w mojej głowie udziałem (której w końcu nie wiem czy sie poddać czy nie) zejdę na zwykłe obroty, to zaraz dochodzi do głosu rozum który mi przypomina wszystko co on powiedział i każe knuć zemstę – nie rozmawiaj z nim, bądź oźiębła, obrażona, wynioła, odwróć głowę w drugą stronę – oczywiście też tylko w głowie, ale jakbym go spotkała to kto wie.

    Nie wiem w jakim kierunku iść – podążania za radością z jego widokiem, kreować jednak na siłę kogoś nieokreślonego, bo może w końcu tamto przejdzie, czy może oczyszczać się z wciąż jednak tkwiącej we mnie złości, która objawia się kiedy”gadam” z rozumem?

    Może ktoś coś mądrego podpowie?:)

    Dziękuję za tą stronę, za to że jesteście i że się od Was uczę. Dziekuję Ci Panie Boże za to że ich stworzyłeś:) To cudownie że na Was trafiłam:)

  22. maxi 11-07-2010 – 18:48

    Hmmm…daleka jestem od dawania rad, ale tak sobie myślę, że może właśnie powinnaś się poddać temu i albo z tego coś dobrego się urodzi, albo w którymś momencie po prostu się tym „zmęczysz”… Walka z tym tylko umacnia działanie tego czegoś. Przeszłam przez etap w którym cały czas Jego twarz i żadna inna, ale trudno marzyłąm sobie i niech się dzieje… No działo się, raz w górę, raz w dół, potem znowu do góry i jakby wyżej, a potem znowu w dół, teraz znowu jesteśmy w dole… Oddałam kolejny raz Bogu, tyle że (tak jak pisałam wcześniej) poddałam się i przestałam kontrolować i tym razem udało się, nie ma twarzy… Jest ulga, choć oczywiście jest też strach, że w tak zwanym międzyczasie nie będzie śpiewu, a bez śpiewu to bez sensu, ale jak tylko przychodzi strach to zaraz oczyszczanie. To musi się udać! On zresztą też wie o moich sztuczkach 😉 obwieściłam Mu, że nie mam zamiaru walczyć z uczuciem do Niego, ale nie zamierzam też tkwić w czymś co nie jest dla mnie wygodne, nie zamierzam sama kończyć tej znajomości, ale to tylko pozorna bierność…. On mnie troszkę ma za czarownicę, więc na pewno zrozumiał co chciałam Mu powiedzieć…narazie jest cisza, na pewno myśli 😉 może być też tak, że postanowił dać babie czas niech przemyśli i niech się wyciszy 😉 a może też być tak, że już się nie odezwie… co by nie zrobił zaakceptuję to, bo to dla mnie będzie oznaczać, że tak ma być w tej chwili i już. I cały czas wizualizuję, konsekwentnie i oczyszczam się. Dla kogoś na zewnątrz to niby nicnierobienie, ale ja wiem, że to znajdzie swój finał. Pocieszam się, że taka metoda wcale nie jest oznaką słabości, wręcz przeciwnie, trzeba nie lada siły żeby mentalnie uwalniać się od kogoś wiedząc, że to może poprawić relacje, ale może też zwyczajnie te relacje zakończyć.

    Walka to najgorsza metoda, bo wzmacnia to z czym walczymy…poddaj się i obserwuj… Wiesz…tak sobie pomyślałam, że Ty masz swoje przekonania i blokady (ja zresztą też mam) ale pewnie i On je ma, może stąd to kategoryczne odepchnięcie…? Myślę, że powinnaś się oczyszczać ze swoich blokad, ograniczeń i błędnych przekonań a może wtedy i u Niego znikną, jeśli to o to chodzi…?

    Ja codziennie za tę stronę dziękuję, choć z wyrażaniem tego mam jeszcze problem, więc póki co to dziękuję po cichu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *