Energia życiowa – MANA

energia życiowa

Mana, czyli moc (po hawajsku) to cztery aspekty połączone ze sobą:
-bioenergia: pobudzana przez relaks, głębsze oddychanie, ruchy uwagi piko-piko)
-emocje: pobudzane przez obrazy wewnętrzne i przekonania)
-przekonania: zaufanie, przekonanie o możliwości zrobienia czegoś, naturalnie wzrasta w miarę rozwoju umiejętności i zakończenia poprzednich zadań
-autorytet: poczucie godności własnej, poczucie łączności z czymś większym (większy autorytet „oświetla” mniejszy)

Duża ilość many to stan porównywalny do zakochania
W ciele objawia się to „ciepłem” „błogością”, inne sensacje są raczej związane z uwalnianiem napięcia mięśniowego (i psychicznego)
W sferze emocji to stan napięcia emocjonalnego – nie trzeba tłumaczyć, natomiast najlepiej w kwestii tworzenia działa ciepłe radosne uczucie
Siła przekonań – to zdolność spokojnego myślenia na zadany temat.
Autorytet – to zdolność określania „co jest, a czego nie ma” w naszym świecie

Czym jest mana ? wg siedmiu zasad :
1. IKE Świat jest taki jaki myślimy ze jest. Kiedy myślimy ze mamy sile
by cos zrobić – to ja mamy 🙂 Mana – to siła naszej wiary.
2. KALA Nie ma granic stopnia naładowania maną//jej przepływu – zawsze
jest cos większego co możemy chcieć osiągnąć.
3. MAKIA Energia podąża za uwaga, a uwaga za energia. Gromadzimy manę koncentrując się na jej symbolach i na tym co uważamy za
wysokoenergetyczne.
4. MANAWA Teraz jest moment mocy i im bardziej jesteśmy skupieni w chwili obecnej i zaangażowani emocjonalnie w to czego doświadczamy tym więcej many mamy.
5. ALOHA Radosne dzielenie się energia życia. Im szczęśliwsi jesteśmy i
chętniej dzielimy się tym uczuciem (i)oraz im więcej energii wysyłamy tym więcej jej mamy.
6. MANA Moc pochodzi z wnętrza, z przekonania ze jesteśmy w kontakcie z jej źródłem, czy z tego co uważamy za realne a co nie. Im bardziej cos personifikujemy to tym silniejsze to się staje.
7.PONO Skutecznosc jest miara prawdy i im większy wpływ naszego wnętrza na otoczenie widzimy tym więcej go mamy. W całokształcie jest to poczucie dobra, słuszności w tym co się myśli, odczuwa i robi zerknij tu

HU Aktywny aspekt many – to siła oddziaływania na otoczenie.
Alternatywne tłumaczenie słowa(moje osobiste, można się nie sugerować): mana to coś między”wzory, ktore emitujemy” „wzory, które postrzegamy”
NA Pasywny – zdolność postrzegania coraz większej ilości rzeczy.

Wewnętrzna postawa po zgromadzeniu dużej ilości Many wg siedmiu zasad:
1. IKE – Jestem świadomy co się dzieje wokół mnie.
Świat jest taki jaki myślę ze jest. Mogę to zrobić!
Wszystko działa doskonale! Chce mi się!
2. KALA Jestem zrelaksowany. Nie ma granic tego co mogę osiągnąć.
3. MAKIA Jestem skupiony. Koncentruje się na wyobrażeniu powodzenia i symboli szczęścia.
4. MANAWA Jestem czujny i obecny. Jestem gotowy działać
5. ALOHA. Jestem szczesliwy. Kocham to co robię i to do czego dążę.
6. MANA. Jestem silny. Mam moc kształtowania swojego świata.
7. PONO Jestem dobry. To, co robię jest słuszne.

Gromadzenie energii wg siedmiu zasad
1 IKE – Świat jest taki jaki myślę ze jest.
Powtarzamy „gromadzę sile, gromadzę moc” (lub cos podobnego)
Potwierdzamy to wyobrażeniami (i gestami jeśli można)
2. KALA – Uwalniamy napięcia, rozluźniamy ciało, minimalizujemy
wpływ konfliktów(cokolwiek nie robiłem wybaczam sobie, przeszłość
minęła). Łączymy się mentalnie z jej źródłami.
3. MAKIA – Energia podąża za uwaga – przełączamy uwagę i przenosimy ją z zewnątrz do wnętrza lub wewnątrz ciała (vide: piko-piko)
4. MANAWA Teraz jest moment mocy. Angażujemy się w to, co robimy. Zwracamy większa uwagę na zmysły (utrzymujemy świadomość sensoryczną)
5. ALOHA Kochać to znaczy być szczęśliwym z… staramy się odczuć
przyjemność radość uśmiech i rozwijać pozytywne odczucia oraz dzielić się tym z otoczeniem.
6. MANA Moc pochodzi z wnętrza. A zatem staramy się przekonać(np. za pomocą sugestywnych obrazów) że to, co
robimy działa. Zwracamy się wewnętrznie ku autorytetom i wyobrażeniom tego, co sami uznajemy za źródło siły.
7. PONO Skuteczność jest miara prawdy. Kontrolujemy swój stan – pracujemy w rundach – sprawdzamy samopoczucie i wyczucie własnej siły i powtarzamy (lub nie ;))

Inny aspekt many to wzory, które w sobie nosimy:
1. IKE Świat jest taki jaki myślimy ze jest:
O wzorach tych dowiadujemy się obserwując wnętrze lub świat zewnętrzny , wewnętrzne obrazy. W zasadzie wszystkie można zwerbalizować.
2. KALA Nie ma granic. Te wzory stwarzają ograniczenia dzięki którym doświadczamy. Najwięcej o nich można się dowiedzieć badając granice, które sobie wyznaczyliśmy: „Co jest słuszne a co nie” „Co się powinno
dziać a co nie powinno” „Z czym bylibyśmy szczęśliwi a z czym nie” „Co nas osłabia a co wzmacnia” „Co istnieje a co nie istnieje” etc.

3. MAKIA Uwaga podąża za energią. To co w nas najsilniej doenergetyzowane w danej chwili przykuwa nasza uwagę (na zewnątrz lub we wnętrzu). Widzimy ten wycinek świata, który jest zgodny z naszym wnętrzem.
Energia za uwagą – to na czym koncentrujemy odzwierciedla się i powiela w symboliczny sposób//zgodny z naszymi wzorami (wewnętrznymi związkami, skojarzeniami).

4. MANAWATeraz jest moment mocy. Silne wzory powodują że tracimy obecność(odpływamy) lub rzeczy dzieją się same (w przypadku negatywnych/konfliktów wewnętrznych: mamy poczucie braku wpływu).

5. ALOHA Kochać to znaczy być szczęśliwym z … im cos bardziej zgodne z naszymi wzorami(tymi na których się aktualnie koncentrujemy w pozytywny sposób) tym bardziej nas pociąga i wydaje się atrakcyjne.

6. MANA Moc pochodzi z wnętrza – i projektujemy ja cały czas, im coś wydaje się nam stabilniejsze, realniejsze – tym więcej many temu udzielamy.

7. PONO Skuteczność jest miara prawdy. Wzory z wewnątrz rezonują z zewnętrznymi i zmieniają się wzajemnie.

Jak wewnętrzne wzory zmieniać w coraz pozytywniejsza stronę? (równoznaczne i równolegle z gromadzeniem many)
1. Reagować na swoje myśli. Na myśl negatywna odpowiadać pozytywna.
2. Usuwać napięcia, kiedy powstają, lub kiedy zbyt długo w nas pozostają.
3. Cały czas ćwiczyć koncentracje na tym czego się chce i przełączanie uwagi na „pełną szklankę”
4. Ćwiczyć pozostawanie w chwili obecnej, zaangażowanie w to, co się robi.
5. Wywoływać mile uczucia (w sobie), przekształcać wewnętrzne obrazy i odczucia na jeszcze przyjemniejsze, piękniejsze.
6. Mówić sobie(swojemu ciału, umysłowi światu), co ma się dziać, jak mamy się zachowywać, co odczuwać, co myśleć.
7. Chwalić siebie za najdrobniejsze oznaki postępu. Liczyć błogosławieństwa.

 

Mana, energia w ujęciu huny jest nam niezbędna do szczęśliwego życia, kiedy mamy jej dużo.. wszystko pomyślnie się układa, nasze modlitwy się spełniają, a komunikacja ze światem przebiega bez zakłóceń. Przyjrzyjmy się gromadzeniu many raz jeszcze. Najpierw czym jest ta siła? W ujęciu hawajskim składają się na nią cztery aspekty (za S.K.King „Wiedza z Hawajów”):

1. Fizyczna, materialna mana, odpowiadająca temu, co mogłoby być interpretowane jako mana bioenergetyczna
2. Emocjonalna mana, która mogłaby być określona jako stan wewnętrznego napięcią
3. Mentalna mana, którą można byłoby opisać jako rodzaj wielkiego zaufania do siebie oraz wielkiej wiary w swoje siły
4. Duchowa mana, oznaczająca poczucie własnej godności o szacunek dla samego siebie oraz łączność i respekt przed tym na czym koncentrujemy swoją uwagę.

Jeśli się nad tym zastanowimy to łatwo dojdziemy do wniosku, że znamy przykład i wzór stanu posiadania wielkiej ilości many. Jest to stan zakochania. Dlaczego?

Zobacz:
Kiedy jesteś zakochany oddychasz głębiej i intensywniej, w ciele budzi się wiele wrażeń, które w naturalny sposób przykuwają twoją uwagę. Jest to stan wzmożonego przepływu (bio)energii przez twoje ciało.
Stanu wewnętrznego napięcia – nawet nie trzeba tłumaczyć:-) To jest dokładnie emocjonalny aspekt dużej ilości many.
Zapominasz o sobie, o swoich niedociągnięciach i wadach , przynajmniej o ile twoje wewnętrzne negatywne opinie nie sa silniejsze od twojej koncentracji. skupiasz w pełni uwagę na obecnej chwili na kontakcie z ukochaną osobą (mentalna mana) i na dążeniu. Zwracasz uwagę na każdy jej ruch, działania, wypełniają one twoje myśli kiedy jej nie ma, a w dodatku w pozytywnym świetle postrzegasz i siebie i tą osobę (aspekt duchowy), co w połączeniu z dużą koncentracją potrafi prowadzić do wręcz zlania się w odczuciach z partnerem.
I już wiadomo dlaczego Duch Aloha, duch miłości to esencja huny. Zakochanie się i miłość to rzeczy ze sobą związane, wręcz niekiedy to samo.

Modlitwa huny, sposób jej przeprowadzenia wydaje się w tym kontekście oczywisty: Zakochaj się w celu, który chcesz osiągnąć. Intensyfikuj to co się z tobą dzieje, aż osiągniesz to, co chcesz. Co oznacza rozwijania sposobu myślenia, odczuwania oraz zachowywanie się jak osoba zakochana do momentu, kiedy rzeczywiście się taką staniemy.
W tym ujęciu większość działań szamańskich „łowcy przygód” nabiera sensu. Służą one głównie pogłębianiu miłości, własnego zakochania w stosunku do siebie, ducha, świata, własnych celów i różnych doświadczeń jakie mają ludzie.

Piotr Jaczewski

Uzdrawiajaca moc miłości

Mocą człowieka jest siła jego ciała, mocą kochanka jest potęga Boga.

Hazrat Inayat Khan

Słucham sobie właśnie audycji pani Doroty Sumińskiej. Jest nie tylko świetną weterynarką, ale i bardzo mądrą kobietą. Dziś zupełnie mimochodem powiedziała o jednym z najważniejszych praw uzdrawiania. W audycji zeszło akurat na temat tego, że niektórzy ludzie są przekonani, że kochający kot, kiedy coś boli jego właściciela, kładzie się na tym miejscu i leczy, albo przynajmniej przynosi ulgę np. bolącemu gardłu albo innym częściom ciała. Pani Dorota bardzo ładnie to ujęła mówiąc, że tak naprawdę nie chodzi o to, że to akurat kot uzdrawia, ale że osobie chorej i cierpiącej ulgę przynosi i uzdrawia każda przyjazna istota, np. chore dzieci odczuwają wielką ulgę, kiedy dotyka je kochająca, troskliwa mama:) Znam takie przypadki ze swojej praktyki – np. kochajacy facet niósł ulgę swojej dziewczynie przy bólach miesiączkowych, a przy innej parze obecność kochającego partnera powodowała, że jego kobieta przestawała być uczulona na pewną grupę produktów żywnościowych.
W sumie jest to niezły sposób na zdiagnozowanie, co dana osoba do nas czuje – czy my czujemy się przy niej lepiej, czy wręcz przeciwnie, także na poziomie fizycznym.

Aloha to przecież być szczęśliwą z…

Ta zasada lepszego samopoczucia dotyczy nie tylko relacji rodziców i dzieci, naszych zwierząt domowych i kochanków. Wśród buddystów jednym z wyznaczników rozwoju mistrza duchowego jest to, że sama jego obecność wprowadza w danym miejscu pokój. W starych annałach istnieją zapisy, z których wynika, że ludzie z różnych miejscowości, kiedy mistrz o takich właściwościach wyruszał w drogę, zabiegali o to, żeby zatrzymał się właśnie u nich, ponieważ dzięki jego obecności warunki panujące w danej wiosce zmieniały się na lepsze.

Klucz tkwi w tym, że im bardziej ktoś jest pozytywnie nastawiony do świata i innych ludzi, tym większe ma zdolności uzdrawiania – i to przychodzi samo. Nie chodzi mi tu o tą ślepą uliczkę afirmacyjnych kłamstw, kiedy ktoś stwarza sobie Personę, która oznajmia światu, że człowiek ten kocha wszystkich całkowicie i bezwarunkowo. Prędzej czy później Cień dochodzi do głosu i ktoś taki pod płaszczykiem czynienia dobra niszczy innych ludzi w sposób okrutny i bezpardonowy. Z tego typu schizofrenicznego podzielenia Jaźni wywodzi się klasa czarnych magów, o których Serge Kahili King pisze o tym w ten sposób:

„Najgorsze i najbardziej odrażające jest zastosowanie Światła, które czasami zalecają nawet nauczyciele duchowi, mający wprawdzie najlepsze intencje, ale zbyt opanowani przez strach, by wiedzieć, co czynią. Chodzi o takie wykorzystanie Światła, kiedy nie służy ono jako bariera ochronna, lecz jako ekran lub zwierciadło, odsyłające negatywne intencje do nadawcy. Zakłada się tu, że energie, odczuwane przez nas jako nieprzyjemne sensacje, zostały celowo wysłane w naszym kierunku przez prześladowcę, który zasługuje na zwrot tego, co wysłał.”

Oczywiście na dłuższą metę kończy się to bardzo smutno – miłości nie da się ukraść na dłuższą metę, a o to tutaj pod spodem chodzi. Przypomina to nieco tę neptuniczną metodę kradzieży światła i energii za pomocą światełka, o której pisałam TUTAJ.

Ale wróćmy do głównego tematu, czyli uzdrawiającej mocy miłości:)
Im bardziej człowiek akceptuje i kocha siebie, a jednocześnie jest otwarty i akceptujący na innych, tym bardziej kojąco wpływa na innych, i to w sposób długofalowy. Jeśli ktoś jest przyjazny powierzchownie, powierzchowna też będzie jego pomoc, a im bardziej głęboko sięga owo przyjazne nastawienie do siebie i do świata, tym głębsza i bardziej znacząca będzie jego moc uzdrawiania.

A taka moc wymaga odnawiania, nic na tym świecie nie jest dane raz i na zawsze i jeśli uzdrowiciel nie robi sobie przerw, nie wypoczywa, w końcu dopadnie go wypalenie. Zauważcie, ile czasu spędzają na samotnych medytacjach właśnie owi buddyjscy mistrzowie. Clarissa Pinkola Estes tak pisze o potrzebie odosobienia:
„Aby obcować z dziką stroną swej natury, kobieta potrzebuje na jakiś czas zostawić świat i pogrążyć się w stanie odosobnienia (aloneness) w najstarszym sensie tego słowa. W dawnej angielszczyźnie słowo alone pisano rozdzielnie, all one*, co można przetłumaczyć jako jednia, pełna całość. Właśnie taki jest cel samotności: stać się jednią. Jest to lekarstwo na tak powszechne u współczesnych kobiet wewnętrzne rozbicie, stan, który dobrze ilustruje stare powiedzenie: „Wskoczyła na konia i rozjechała się na wszystkie strony”.

Samotność nie wiąże się z brakiem energii i działania, jak sie niektórym zdaje. Jest raczej darem i błogosławieństwem, jakim obdarza, dzika dusza. W czasach starożytnych, jak przekazują znachorzy, mistycy i ludzie głęboko religijni, dobrowolna izolacja od świata miała działać zarówno kojąco, jak i zapobiegawczo. Zalecano ją, by leczyć znużenie, unikać zmęczenia. Sprzyjała też przepowiadaniu przyszłości, dawała możność wsłuchania się w wewnętrzny głos, który miał udzielić odpowiedzi na trudne pytania, głos niedosłyszalny w zgiełku dnia.”

To ważna sprawa, która nie dotyczy rzecz jasna tylko kobiet, ale to właśnie kobiety często mają trudność ze skupieniem się na sobie i swoich sprawach, co w dużym stopniu wynika z socjalizacji – dziewczynka jest w naszej kulturze uczona dbania tylko o innych, chłopiec – dbania tylko o siebie. Tym sposobem, zamiast równowagi miedzy braniem i dawaniem, którego dzieci obydwu płci powinny ćwiczyć od kołyski, następuje polaryzacja, męska skłonność do psychopatii i kobieca do depresji . Wielu ludzi przez większą część życia ćwiczy równowagę w tej sprawie, ponieważ jest ona kluczowa dla poczucia szczęścia – kochania i bycia kochanym, akceptowania i bycia akceptowanym, dawania i brania, spokojnej asertywności.

Jeśli człowiek zdrowo kocha siebie, przechodząc swobodnie obok Scylli narcyzmu i Charybdy braku poczucia własnej wartości, może spokojnie akceptować świat i innych, reagując adekwatnie do sytuacji. I właśnie ten spokój i porządek, wynikający z Miłości, a nie narzuconego Ordnungu, scala zarówno swój świat wewnętrzny, jak i to, co na zewnątrz. Na pewno spotkaliście w swoim życiu takie autentycznie życzliwe, pogodne osoby, do których wszyscy lgną:)

Susan Taylor ujęła to tak:

Kiedy zaczynasz kochać sama siebie, wszyscy się do ciebie garną,
ponieważ z tobą dzieje się coś wspaniałego.

Czego życzę każdemu, a dzieciom, żeby uczono ich tego już w przedszkolu, a nawet wcześniej 🙂

Józefina Jagodzińska
www.uni-garden.com

Samooczyszczenie przez miłość

Życie sklada się z chwil, chwile tworzą dluższe sekwencje, takie, jak minuty, godziny dnie. Zyjemy w oparciu o ten cykl, jesteśmy weń wszczepieni, w jego odczuwanie, jego przestrzeganie. Po dniu, pełnym aktywności następuje noc, ktora daje nam odpoczynek. W zasadzie kładąc się spać, nie mamy pewności, w jakim wymiarze przebudzimy swoje świadome ja, a jednak do tej pory budzimy się w tym fizycznym.
Miłość uzdrawia wszelkie relacje, a przede wszystkim z samym sobą, ale także ze światem, ludźmi a i niewidocznym, ale przewidywalnym intuicyjnie wszechbytem.
Wszystko Zyje dookoła w niezmąconej periodycznej harmonii . Wszystko jest pełne prostej w swojej wymowie metafotry życia, odradzania się, piękna, czci dla świata.

Znajoma odpowiedziała mi kiedyś na rzucony jej komplement o przenikliwych oczach, że tak w zasadzie, to ona nie identyfikuje się ze swoim ciałem, nie tak oczywiście totalnie, ale stwierdziła ,że myśląc o sobie nie mysli o swoim nosie ustach nogach, etc. Myśli o swoim odczuwanie siebie samej.
Pełna rozciągłość samoodczuwania – pełna na zasadzie połączenia wszystkich sfer : duchowej, świadomej i podświadomej. Co to znaczy pełna rozciągłość odczuwania.
Dokładnie to samo, co słyszymy czytając to zdanie. Chodzi o właściwą filtrację informacji dobijających się do poszczególnych sfer ( targetów) i doprowadzenie do
samonastawnego automatyzmu działania tych sfer , jeszcze prościej – współdzialaniu tych sfer, czyli ich wzajemnym porozumieniu i chęci wzajemnej chęci współpracy.
Ktoś by mógł pomyśleć, że jak to – po co te skomplikowane myślenie i analizowanie mechanizmu, który w zasadzie powinien działać samoistnie. Oczywiście –
działa on tak właśnie od zawsze, a przynajmniej tak jest wyregulowany, żeby byc taką automatyczną skrzynią biegów. Mowa tu o podświadomości. Tylko od ciebie zależy,
czy chcesz jechać do tyłu, czy do przodu, czy trwać na jałowym biegu. Na szczęście ta skrzynia biegów żyje … i cały czas daje Ci znaki, w jakim kierunku podążasz – może to kto inny włączył twój wsteczny bieg – spójż tylko do lusterka( lustra?) ile zostało Ci jeszcze do katastrofy. No chyba ,że jedziesz do przodu,….. a jeśli tak, to szerokiej drogi do nieba…na ziemi i w niebie. Tak więc kochaj,…i rób co chcesz – kochaj siebie(okazuj to), kochaj innych( szanuj ich), kochaj świat( korzystaj z niego mądrze), kochaj swoją pracę ( rób to , co kochasz robić – nie zajmuj innym miejsca w ich przypisanej pracy)

Ciesz się i dziel się radością…… i żyj z każdym oddechem – uświadamiaj to sobie w każej chwili.

Bohdan

 

 

Samooczyszczenie przez miłość – Bogdan

Moc i cel – Serge Kahili King

Moc i cel – Serge Kahili King

Istotą mocy jest jej wpływ. Pomaga on w osiągnięciu rzeczy, które pragniesz, pomaga otrzymać tobie zamierzone wyniki, pomaga dotrzeć do osób, które chcą ci pomóc oraz oddziaływuje na moc innych ludzi, nawet wtedy gdy nie jesteśmy tego świadomi. Wszystko ma aktywne i pasywne strony mocy. Kwiat zawiera aktywną moc, by rosnąć, kwitnąć i rozmnażać się. Posiada także pasywną stronę mocy, by dawać pożywienie pszczołom albo sprawiać przyjemność człowiekowi. Człowiek może posiadać aktywną moc, aby rozwiązać pewne zadania. Może także zawierać pasywną moc, aby zainspirować innych do określonego działania. Istnieje kilka rodzajów mocy:

1. Moc energii (elementów, siły, emocji, wibracji)

2. Moc przysługi [zdolność dawania, także zatrzymywania] (np. pieniądze, pozycje społeczne, prestiż, kara, uczucia, ochrona, przyjemność)

3. Moc zastraszenia (strach, zastraszenie, akt przemocy, strata, emocjonalna manipulacja)

4. Moc wiedzy (umiejętność, informacje, mądrość)

5. Moc autorytetu (pewność siebie, pewność dostępu ludzi do mocy)

6. Moc koncentracji (decyzja, determinacja, motywacja, pożądanie)

7. Moc wiary (przekonania, oczekiwania, założenia)

Osobista moc jest mocą do kierowania własnym życiem, by wziąść odpowiedzialność za efekty własnego postępowania. Wszyscy używają mocy w pewnym stopniu i większość ludzi bierze odpowiedzialność za własne czyny, gdy wszystko jest tak jak tego pragną. Jednak niektórzy ludzie biorą odpowiedzialność, nawet jeśli sytuacje życiowe nie są im na rękę. I wiele ludzi oddaje moc czynnikom zewnętrznym, by w ten sposób żyć dla kogoś innego zamiast swoim własnym życiem. „Zadbaj o mnie” wydaje się być bardziej popularne niż – „Pomóż mi zadbać o siebie”. „To nie moja wina” jest słyszane częściej niż – „Zmienię się”.

Osobista moc oddziaływuje nie tylko na jednostki. Ma także społeczne konsekwencje. Opowiedziano mi kiedyś o incydencie mającym miejsce w czasie, gdy zaczeły się układać relacje pomiędzy USA i komunistycznymi Chinami. Jako kulturalną wymianę, Stany Zjednoczone wysłały do Chin drużynę tenisa stołowego, by rozegrać mecz. Podczas przerwy drużyny obu krajów rozmawiały poprzez tłuamcza o życiu w swoich krajach. Amerykanie stwierdzili, że średnio co dwa lata każdy z nich zmienia miejsce zamieszkania. Chińczycy zapytali wtedy, czy amerykanie nie są źli na ich rząd za to, że tak często ich przesiedla. Gdy zostało im wyjaśnione, że Amerykanie przeprowadzają się z własnej, nieprzymuszonej woli, kiedykolwiek i gdziekolwiek chcą, Chińczycy wykrzyknęli z niedowierzaniem: „Jak możecie kontrolować swoją gospodarkę skoro każdy robi co chce?!”. Niektórym ludziom ciężko jest zrozumieć, że najbardziej wpływowe, najlepiej prosperujące i współczujące państwo, daje swoim obywatelom bardzo dużo wolności do podejmowania własnych wyborów.

Sposobem na zwiększenie osobistej mocy, np. mocy do rozwijania swojego własnego życia, jest połączenie technik: ku’uwelu, ho’ohui hoaka oraz nalu.

Ku’uwelu oznacza wejść w stan bez jakiegokolwiek oporu, gdzie wszystko swobodnie wpływa i wypływa z wnętrza. Stan braku oporu ma miejsce zarówno w umyśle, jak i w ciele, a proces ten osiągany jest poprzez użycie słów, ruchów, myśli, uczuć, przez bycie czujnym. W praktyce składa się on z kontrolowania ciała, by uwolnić wszystkie zbędne napięcia i opory (Potrzebne napięcia w ciele to np. naprężenia mięśni aby utrzymać prostą pozycję podczas stania) oraz na uwolnieniu umysłu z wszystkich negatywnych myśli.

Efektem tego jest osiągnięcie pewnego rodzaju umysłowej i fizycznej przeźroczystości, można powiedzieć „pustej czujności”. Nie oznacza to, że nie powinno się być czujnym. Powinno się być w stanie podwyższonej czujności ograniczonej przez automatyczne wzorce reakcji. Podwyższona czujność zawiera czystość myśli, większą percepcję zmysłów, powiększoną percepcję energii oraz możliwość działania i reagowania na każdy bodziec. W praktyce często doświadcza się rozluźnienia ciała i reakcji „aha!”.

Ho’ohui hoaka oznacza „związać się z aurą” i odnosi się do techniki rozszerzenia aury aby połączyć się z aurą własnego środowiska. Podczas praktykowania tej techniki jesteś świadomy kształtu, materiału, ruchu i uczucia, czegokolwiek z czym się zetknąłeś.

To jest drugi poziom techniki, ale nie jest to podobne do grokkingu kulike ponieważ jesteś wciąż bardzo świadomy, że przedmiot lub osoba nie jest tobą (grokking – technika jednoczenia się, patrz „Szaman miejski”). Dotychczas jesteś mocno związany tak jak, gdy trzymasz lub dotykasz znany, lubiany przez ciebie przedmiot lub osobę.

Ho’omaika’i jest techniką błogosławieństwa, która jest wielką pomocą dla połączeń.

Nalu jest techniką kontemplacji, która działa według zasady EFWAG (energia płynie tam gdzie uwaga podąża). Kiedykolwiek umysł jest skupiony na czymś, szczególnie bacznie i uważnie, to nie tylko płynie tam energia, ale natura i jakość rzeczy, na której jesteś skupiony, jest zazwyczaj reprodukowana przez ku, umysł ciała.

Jeżeli więc skupiasz się na energii ognia, masz tendencje do otrzymywania energii, a jeżeli skupiasz się na wolności orła, poczujesz się wolny. Poza tym nalu może być używana dla telepatycznych i psychokinetycznych wpływów.

Gdy połączy się te 3 techniki, rezultaty mogą być przepełnione mocą. Jeżeli kiedykolwiek doświadczyłeś dużej mocy lub stanu miłości, jest to droga by wrócić do tego świadomie. Chodzi o to, że stan braku oporu pozwoli na płynięcie energii, wykorzystywanie aury połączy cię z twoim środowiskiem, a proces kontemplacji pokieruje energią zgodnie z jej naturalną bacznością. Sprawi to, że zaczniesz zmieniać się w pewnego rodzaju super przewodnik dla super efektywności.

Podczas, gdy jesteś połączony, kluczowym czynnikiem jest skupienie swojej kontemplacji. Dla przykładu możesz zacząć od rozważania piękna, przejść do energii, a na końcu zacząć skupiać się na porządanym efekcie. Kombinacja ta jest również bardzo użyteczna dla eliminowania osobistych zachowań. Gdy rozważasz problem będziesz miał wiele możliwości, by utrzymać rozluźnienie umysłu i ciała.

Moc jest bez znaczenia jeżeli nie posiada celu, a cel nie może być osiągnięty bez mocy. Im większy jest cel, tym większa jest moc, lecz nie działa to odwrotnie. Nie możesz kumulować ogromnej mocy, a później skupiać ją dla jakiegoś wielkiego celu. To cel powiększa moc.

Używanie mocy dla celu swojego natychmiastowego zadowolenia jest naturalne. Robimy to za każdym razem, gdy staramy się powiększyć nasz komfort, naszą przyjemność albo naszą efektywność.

Robienie zakupów jest ekspresją osobistej mocy. Podobnie jak prowadzenie samochodu, granie w jakąś grę lub kochanie się, ale stopień wpływu (czyli stopień mocy) jest względnie mały. Jeżeli zaangażujemy innych w ekspresję naszej osobistej mocy, przez pomaganie im w powiększaniu ich wpływu, nasza własna moc rośnie. Wszyscy wielcy religijni, polityczni, wojskowi, ekonomiczni lub społeczni przywódcy, używają tego pomysłu, świadomie lub nieświadomie. Większość spotkała się także z dwoma głównymi problemami na podstawie niezrozumienia mocy. Pierwszym problemem jest fałszywe wiązanie mocy z kontrolą. Ten błąd jest bardzo częsty i jest on głównym czynnikiem, przez który tak wielu ludzi boi się całego pojęcia mocy.

Właściwie kontrola jest tylko techniką i to niezbyt dobrą do wywierania wpływu. Kontrola wymaga groźby lub kary, by być efektywną, a odpowiedzią na to jest zawsze strach i złość. Dlatego użycie kontroli tworzy naturalny opór przeciwko niej. Jeżeli spojrzysz na zewnętrzną powłokę danej sytuacji, kontrola może wydawać się efektywna, w rodzinie, w policji, ale ukryty opór stale dąży do rozwiązania kontroli. Jeżeli nawet sytuacja trwa przez kilka lat, technika kontroli stworzy bardzo biedny obraz dokonywania pożądanych rezultatów.

Drugim problemem jest użycie mocy przeciwko czemuś. Wywieranie wpływu wywołuje zmianę, a wszechświat ma wbudowany opór do zmieniania, co pomaga powstrzymywać przed wpadaniem w chaos. We wszystkich istnieniach możemy zobaczyć stałe oddziaływanie pomiędzy siłami zmiany i oprem przeciwko tym siłom. Możemy też zobaczyć stałe próby by ograniczyć opór, by zmiany stały się łatwiejsze, tak jak ścieżka obierana przez ciekłą lawę, kształt spadającej kropli, struktura linii dłoni, siła słonia, opływowy kształt samolotu, zmiana stylu życia.

Bardzo rzadko widzimy moc, gdy jest ona używana konsekwentnie i celowo, by czegoś się pozbyć. Niektórzy ludzie nie są zadowoleni z rozwoju ich własnego religijnego lub politycznego systemu. Muszą zrobić swoje przez niszczenie innych. Niektórzy nie lubią współzawodniczyć. Wolą eliminować współzawodników. Niektórzy nie chcą leczyć raka. Oni chcą z nim walczyć. Użycie mocy by sprzeciwiać się, poskromić lub zniszczyć inną moc tworzy olbrzymie stresy i napięcia, które redukują efektywność obu.

„Moc nad” i „moc przeciwko” są niewydajnymi użyciami mocy. Dalece bardziej użyteczne jest użycie „mocy do”. Poprzednie dwie są dogłębnie niszczycielskie, podczas gdy kolejna jest dogłębnie twórcza. Niekiedy różnica jest tak subtelna jak nastawienie, ale efekty mogą się ogromnie różnić.

Np. różne metody leczenia są po to aby traktować chorobę jako wroga lub jako zachowanie. Jeżeli myśli się o chorobie takiej jak rak, jako o wrogu, to może prowadzić do myśli o wypowiedzeniu temu wojny. Następnie leczenie takie jak chirurgia, naświetlania, chemikalia, rentgen są uważane za broń by wygrać wojnę. Jakiekolwiek leczenie pozbawione mocy by stłumić lub zniszczyć raka lub ukryć jego sekrety, jest uważane za niepotrzebne lub w najgorszym przypadku za psikus. Z drugiej strony traktowanie raka jako zachowanie lub jako efekt zachowania prowadzi do myśli, że jakiekolwiek leczenie, które zmienia zachowanie ciała, umysłu lub środowiska, może być pomocne i może nawet zawierać leczenie, które jest bronią w metodzie „wróg”. Największą różnicą jest to, że nastawienie wojenne produkuje więcej nacisku na opór w ciele, umyśle lub środowisku, niż nastawienie pokojowej zmiany zachowań. Rezultatem jest to, że później więcej mocy jest skupionej na leczeniu, a mniej potrzebne jest do przezwyciężenia oporu. To jest aspekt fizyki energii.

W naturze widzimy obfite przykłady skał, roślin, zwierząt, które podążają ścieżką najmniejszego oporu. Znajdujemy to także u ludzi. W ścieżce najmniejszego oporu może być oślepiająco oczywiste, że jest tu radykalny zwrot w nastawieniu, by to rozpoznać. Źdźbło trawy ma moc by przezwyciężyć betonową płytę, ale jeszcze nie ma siły, by osiągnąć ten wyczyn. Może wcale nie pokonać tej bariery. Być może używanie zasady, że energia płynie tam, gdzie zwraca się uwagę, jest skupianiem wszystkiej uwagi zarodka trawy aby dotrzeć do słońca i ignorować zaporę betonu. Być może w obliczu takiej miłości, beton rozdziela się, by przepuścić trawę i być może to samo może być wprowadzone do naszego ludzkiego życia. Być może ścieżka najmniejszego oporu jest ścieżką miłości. Jeżeli tak jest, być może istnieją większa moc i wyższe cele w utrzymaniu naszej uwagi na tym czego chcemy, a nie na tym czego nie chcemy. Mniej na tym, czego nienawidzimy i boimy się, i dużo więcej na tym, co odbieramy jako najwyższe dobro.

Serge Kahili King
Tekst ten publikowany jest za uprzejmym zezwoleniem ALOHA INTERNATIONAL
Przekład: Anna Jędrusiak

LOMI LOMI NUI Świątynne masaże z Hawajów

LOMI LOMI NUI

LOMI LOMI NUI jest mieszaniną rytuału, tańca i pracy z ciałem, która praktykowana była w świątyniach przez mądrych hawajskich kahunów. LOMI oznacza naciskać, ugniatać i pocierać, lecz również dotykać aksamitnymi łapami zadowolonego kota i określa rodzaj masażu przekazujący owe wspaniałe uczucie, które wyrażane jest również jako pełne rozkoszowania sie, niemowlęce stąpanie domowych kotów. Powtórzenie słowa LOMI wielokrotnie wzmacnia jego znaczenie. NUI oznacza ważny, jedyny w swoim rodzaju, wielki. LOMI LOMI NUI jest więc masażem, który przekazuje jedyne w swoim rodzaju wspaniałe uczucie zadowolenia i błogości. Niniejsza książka jest pierwszą pozycją na świecie, która praktycznie i wyczerpująco przedstawia podstawy masażu LOMI LOMI NUI, jego dokładny przebieg, jak również elementy masażu KAHI LOA . Książka zawiera także wypowiedzi masażystów i ich klientów odnośnie ich doświadczeń z LOMI LOMI NUI oraz KAHI LOA.

Przedmowa

Książka ta opisuje formę masażu, który powstał na Hawajach i pierwotnie praktykowany był przez kahunów w świątyniach. Za masażem LOMI LOMI kryje się filozofia huny, która w szczególnie szczęśliwy i prosty sposób łączy ciało, ducha i duszę. W naszym zachodnim świecie ten sposób myślenia jest podobnie obcy, jak wyrastające z niego zestawienie teorii i praktyki, ludzkiej społeczności i kultury.
W czasie czytania tej książki zrozumiemy, co kryje się pod powyższymi stwierdzeniami. W stosowaniu masażu LOMI LOMI nie istnieje granica między myśleniem i działaniem, teorią i praktyką. LOMI LOMI jednoczy w sobie to, co w zachodnim świecie chcielibyśmy widzieć pod pojęciem bezinteresownej, uzdrawiającej miłości, czyli aloha. Filozofia huny mówi, iż działamy już w tym momencie, gdy myślimy. Myśli i wyobrażenia są formą mocy, którą mamy nad rzeczami i ludźmi. Jednakże powinniśmy wykorzystywać ją w duchu aloha.
Na własnym przykładzie doświadczyliśmy zadziwiającego działania masażu LOMI LOMI NUI. Widzieliśmy również jak u innych osób szybciej i bardziej rozlegle przebiegały procesy uzdrawiania po stosowaniu LOMI LOMI NUI. Wyraźnie można było zauważyć, iż jest to metoda pobudzająca jaźń pacjenta do przywrócenia własnymi siłami równowagi i zdrowia.
Klaus Assmann jest świetnym i zaangażowanym znawcą teorii i praktyki huny oraz LOMI LOMI NUI. Z dobrym skutkiem sprostał trudnemu zadaniu opisania tego, co właściwie można jedynie przeżyć i doświadczyć.
Życzymy sobie, aby niniejsza książka znalazła wielu czytelników, których przyciągają zagadnienia opisane w niej.

Renate i Karl-Heinz Nebe

Prosimy o zrozumienie faktu, iż dla lepszego i bardziej zrozumiałego przedstawienia ćwiczeń używamy jedynie męskiej formy masażysta i pacjent. Oczywiście mamy jednocześnie na myśli także masażystkę i pacjentkę.

Wprowadzenie

W naszym współczesnym, znerwicowanym i chaotycznym świecie, w którym prawdziwa miłość między ludźmi trwa zbyt krótko, masaż staje się bardziej potrzebny, aniżeli kiedykolwiek. Jest on symbolem przychylności i uznania dla innego człowieka. Pojęcie masaż rozumiane jest tutaj w najszerszym tego słowa znaczeniu. Także jako zwyczajny, czuły dotyk matki, która głaszcze swoje dziecko, dotyka jego skóry i okazuje mu w ten widoczny sposób swoją miłość. Do jakiego wieku można to robić? Dopiero co zakochana para głaszcze się wzajemnie. Do jakiego momentu wspólnego życia?
Coraz bardziej zapominamy o tym, iż czuły dotyk jest ważną oznaką przychylności. Ludzie stają się coraz mniej zręczni w dotykaniu. Obawiają się, ponieważ fizyczny dotyk kojarzony jest od razu z seksem. W rzeczywistości jednak dotyk sam w sobie pozbawiony jest jakiegokolwiek zamiaru. O wiele bardziej jest wyrazem bezwarunkowej miłości w jej najczystszej formie.
Inny, bardzo rozpowszechniony problem to fakt, że wielu ludzi dzisiaj tak naprawde nie uznaje i nie ceni swojego ciała.
Ciało człowieka jest prezentem danym przez Boga. Dopóki żyjemy na Ziemi, ciało jest świątynią naszej duszy. Stanowi ono pomost między światem ziemskim, który postrzegamy za pomocą naszych pięciu zmysłów, i boskimi tworami w Uniwersum. Abyśmy mogli kroczyć po tym moście, powinniśmy czule obchodzić się z naszym ciałem. Powinniśmy troszczyć się o nie i poważać je. Tylko w zdrowym i odprężonym ciele możemy dobrze rozwijać ducha i duszę. Tylko w zdrowym organiźmie może objawiać się lekkość i radość. Natomiast chore ciało jest ciężarem, który trzeba obnosić ze sobą jak balast.
Niestety, w dzisiejszych czasach prawie nie ma ludzi nie cierpiących z powodu strachu, napięcia i stresu. Stres sam w sobie nie jest niczym złym, lecz na wskroś naturalnym mechanizmem napędowym, który pozwala nam poruszać się i popycha nas do działania. Jeśli stres będzie systematycznie usuwany, a po nim nastąpi potrzebne odprężenie, wtedy wszystko jest w porządku. Stres staje się problemem dopiero wtedy, gdy trwa on zbyt długo, a po nim nie następuje odprężenie, lub jest zbyt krótkie. Prowadzi to do konkretnych fizycznych następstw. Mięśnie ciągle są obciążone i pozostają naprężone nawet wtedy, gdy ciało właściwie mogłoby odpocząć. Chroniczne naprężenie mięśni może pociągnać za sobą cały szereg fizycznych i psychosomatycznych schorzeń, takich jak np.: zaburzenia wydolności układu krążenia, bóle głowy i kręgosłupa, bezssenność, depresje, nerwice i wiele innych.
Masaż LOMI LOMI NUI w optymalny sposób zapewnia nam podstawowe potrzeby dotyku, poważania naszego ciała i usuwanie naprężeń. W czasie masażu liczy się tylko obecna chwila. Pacjent bardzo szybko może zanurzyć się w teraźniejszość i świadomie postrzegać swoje ciało. Usuwane są przy tym obawy, naprężenia i bóle, które pozostawiają miejsce przybierającemu na sile dobremu samopoczuciu. Jedynym celem tego czułego masażu jest zregenerowanie człowieka, dodadnie mu siły oraz przywrócenie harmonii ze samym sobą i otoczeniem.

Co to jest LOMI LOMI NUI?

Już od bardzo dawna praca z ciałem odgrywała bardzo ważną rolę na Hawajach. Obejmowała ona nie tylko niektóre znane nam jeszcze dzisiaj rodzaje masażu, lecz także dużo różnych duchowych aspektów. Wiele elemenów tej pradawnej pracy z ciałem (Hawajczycy nazywają je KINO MANA) przetrwało do dzisiaj. KINO MANA oznacza szeroko pojętą pracę z ciałem, także pod względem duchowym.
Nie dziwi więc nas fakt, iż masaż LOMI LOMI NUI pierwotnie praktykowany był w świątyniach przez kahunów. Słowo kahuna oznacza mistrza w jakiejś dziedzinie. W tym przypadku jest to mistrz masażu, który określany jest mianem KAHUNA LAPA´AU.
Masaż LOMI LOMI NUI połączony był ze świętym tańcem, który wykonywany był wokół kamiennego ołtarza, i dlatego też nosił również miano masażu tańca świątynnego. W ceremoni tej ważną rolę odgrywało otoczenie. LOMI LOMI było też rytuałem przejścia. Służyło ono oczyszczeniu i było równocześnie świętem, które miało przygotować pewne ważne nowe przedsięwzięcie w życiu danego człowieka. Tradycyjnie przyprowadzano do świątyni dojrzewających płciowo młodych mężczyzn. Kahuni masowali ich tam godzinami lub całymi dniami celem usunięcia naprężeń, które w tym wieku występują szczególnie często. Również ludzie, którzy mieli przejąć szczególne zadanie w swojej społeczności, byli masowani aby naładować ich ciało i ducha energią. Masażom tym towarzyszyły wielogłosowe uzdrawiające pieśni.
Przed kilku laty niektórzy kahuni zdecydowali się na odsłonięcie tajemnicy swojej tysiącletniej wiedzy. Najpierw nauczali LOMI LOMI NUI w USA, skąd pózniej techniki te przekazywane były dalej.
KAHUNI LAPA´AU są mądrymi, doświadczonymi mężczyznami i kobietami, którzy nie stosują jedynej prawdziwej techniki masażu, natomiast pracują w bardzo różny sposób, odpowiednio do rodzinnej tradycji. Posługują się różnymi środkami, takimi jak zioła, kąpiele parowe i oleje, wymawiają modlitwy i mentalnie łączą się ze swoimi przodkami oraz elementami przyrody. Pomimo, iż masaże przeprowadzane są w bardzo różny sposób, posiadają jednak wspólne cechy: radość z wykonywanego zajęcia, miłujące uznanie dla pacjenta, głęboki związek ze wszystki żyjącymi istotami i całym otaczającym światem. Masażysta traktuje całe Uniwersum jako jedność i siebie samego jako jego część. Dlatego też może on połączyć się z uniwersalnymi siłami i pracować przy ich pomocy. Podobnie jak wschodni filozofowie, Hawajczycy sądzą, że całe Uniwersum przenika energia, nazywana przez nich MANA, którą można wykorzystywać dla swoich potrzeb. Hawajczycy (podobnie jak inne ludy pierwotne) traktują materię przede wszystkim jako połączenie z życiem.
LOMI jest hawajskim słowem określającym masaż. Oznacza ono naciskać, ugniatać, pocierać, jak również pracować nad wnętrzem i zewnętrzną stroną, ale także dotykanie miękką łapą zadowolonego kota. Wyobrażenie to najlepiej opisuje skutek działania tego, co rozwinęło sie i zachowało przez tysiąclecia. Czy znacie miłe stąpanie naszych domowych kotów, które ocierają się ze zmysłowo zamkniętymi oczami z równoczesnym przypominaniem sobie o rozkosznym bezpieczeństwie matczynego brzucha? Jeśli tak, wtedy z pewnością wiecie, że sam widok tego kociego rytuału przekazuje uczucie całkowitej błogości. To samo dotyczy sedna masażu LOMI LOMI NUI.
Jeżeli w języku hawajskim podwoimy słowo, np. LOMI LOMI, wtedy jego znaczenie wielokrotnie zwiększa się. Podwojenie słowa LOMI podkreśla więc intensywność i jakość masażu. NUI oznacza ważny, jedyny w swoim rodzaju, duży. LOMI LOMI NUI oznacza więc masaż dający jedyne w swoim rodzaju uczucie błogości, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz.
Masaż LOMI LOMI NUI bazuje na naturalnych zabiegach przeprowadzanych z ludzkim organizmem. Jest on wyrazem hawajskiego powiązania z przyrodą i zawiera wiele elementów pochodzących z niej, którymi zawsze posługiwali się i posługują mądrzy kahuni. Dlatego kształcenie masażysty LOMI LOMI NUI zawsze zawiera elementy pracy w otoczeniu natury i z nią: doświadczanie i odczuwanie żywiołu wody, ziemi, powietrza i ognia (również w nocy), odczuwanie drzew, krzaków, kwiatów i minerałów, życie ze światem zwierząt i z ludźmi.
Na Hawajach w pełni można odczuć poznanie, iż Bóg śpi w minerałach, marzy w roślinach, żyje w zwierzętach i urzeczywistnia się w ludziach. Hawajczycy dumni są z możliwości życia na swoich wyspach. Nie odstraszają ich nawet takie kataklizmy jak powodzie i huragany. Mówią oni, iż jest to cena płacona za życie w raju. Każde zniszczenia wyrządzone przez naturę traktują jako wyzwanie do zaczęcia od nowa.
Hawajczyk duży nacisk kładzie na to, aby być wolnym od obciążających energii, ponieważ znajduje się wtedy w stanie wewnętrznej harmonii i spokoju. Stan taki pozwala mu na swobodny przepływ jego własnych energii i promieniowanie naturalną radością życia. Pomaga mu przy tym taniec hula, pieśni, masaże i ho´oponopono. To ostatnie słowo można przetłumaczyć jako korygowanie. Ho´oponopono jest mentalnym oczyszczeniem za pomocą medytacji, w której chodzi o oczyszczanie różnego rodzaju stosunków. Do tego procesu można włączyć przedmioty, wzorce myślowe, uczucia, konflikty, zwierzęta i ludzi. W LOMI LOMI NUI ważną rolę odgrywa również taniec, śpiew, masaż i ho´oponopono.
LOMI LOMI NUI jest całościowym masażem w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Jego celem jest nie tylko rozluźnienie naprężonych mięśni, lecz praca nad całym człowiekiem za pośrednictwem usuwania naprężeń lub blokad w jego wnętrzu. LOMI LOMI NUI w naturalny i łagodny sposób leczy psychikę pacjenta. Zabieg LOMI LOMI NUI jest ucztą dla zmysłów. Wewnętrzne spojrzenie na od dawna pielęgnowane życzenie, wsłuchiwanie się w ujmujące dźwięki, odczuwanie tropikalnego ciepła i ciągle powracający, rozległy dotyk określonych części ciała. Wszystko te elementy przyczyniają się do tego, że pacjent szybko całkowicie oddaje się masażowi. W tym uwolnionym stanie powraca pierwotne postrzeganie, które leży już poza wyobraźnią wielu ludzi. Nasze wyobrażenie o możliwych i niemożliwych rzeczach nierzadko zagradza nam drogę do szczęścia. Należy przełamać te bariery.
Ciało i duch tworzą nierozdzielną całość. Również na Hawajach istnieje powiedzenie: Jak wewnątrz, tak i na zewnątrz. W związku z tym ważnym zadaniem LOMI LOMI NUI jest ponowne połączenie pacjenta z mądrością jego własnego ciała i przekazanie mu nowej świadomości tego ciała. Nie wystarczy wiedzieć o uzdrawiających właściwościach masażu. Ciało jako odzwierciedlenie Boga powinno mieć okazję uświadomienia sobie tego faktu. Zwrot ku dobru może zajść tylko wtedy, gdy zachodzi na wszystkich poziomach.

Tlumaczenie z języka niemieckiego: Marius Cecula
Tytuł oryginału: LOMI LOMI NUI. Die Tempelmassage aus Hawaii. ISBN 3-591-08412-3
Wydawca: Aurum Verlag GmbH, Braunschweig, Niemcy
147 stron, 10 czarno-białych rysunków

 

LOMI LOMI NUI Świątynne masaże z Hawajów – Klaus Assmann

Błogosław swoją drogę do sukcesu

Mogłeś już się spotkać z ideą błogosławienia. Chcę rozszerzyć tę ideę by pomóc ci w poszerzeniu możliwości jej użycia.
Niektórzy z was byli świadkami lub brali udział w próbie muskułów w celu zaprezentowania mocy błogosławieństwa. Warto się tym zająć, gdyż błogosławieństwo jest nie tylko dobrem duchowym lecz także dobrem fizycznym. Jeśli błogosławisz kogoś lub coś, co istnieje, gdy pozdrawiasz to, gdy to chwalisz, dziękujesz temu lub wysyłasz mu dobro w jakikolwiek sposób, to twoja podświadomość odpowiada przez zrelaksowanie ciała i zwiększenie przepływu twojej energii. Nawet, gdy kierujesz błogosławieństwo do kogoś lub czegoś innego, to odnosisz fizyczną korzyść. Łatwo pokazać to w trakcie testu muskuł. Poproś kogoś by stanął z rękoma wyciągniętymi do przodu na wysokości barków. Powiedz mu by trzymał ręce sztywno, gdy powiesz „opór”, to delikatnie naduś na nadgarstki, by zorientować się w normalnej sile osoby. Nie naciskaj zbyt mocno, nie próbujesz pokonać jego oporu, lecz sprawdzasz jaki jest ten opór. Wtedy każ osobie skrytykować kogoś po cichu. Gdy skończy, powiedz „opór” i naduś na nadgarstki ponownie. Odkryjesz, że tym razem ramiona poszły w dół lżej; czasami w znaczący sposób. Dzieje się tak, ponieważ tej osoby podświadomość przyjęła krytykę do siebie ( pamiętaj: nie ma ograniczeń ). Ponów próbę z osobą, tym razem każ jej pozdrowić kogoś, pogratulować komuś. Zauważysz wzmocnienie siły ramion, czasem jest to bardzo wyraźne, gdyż podświadomość odebrała komplementy jako swoje, dała relaks i uwolniła więcej energii do oporu w ćwiczeniu.

Zasadniczo, krytykowanie siebie lub kogoś innego wywołuje napięcie w ciele, a komplementowanie siebie lub innych wywołuje rozluźnienie w ciele. Przekleństwo wywołuje stres, błogosławieństwo redukuje go. Używając tylko błogosławieństwa można poprawić swoje zdrowie w znaczący sposób, a czasem jest to wszystko czego potrzeba.

Można postawić pytanie: co robić, gdy ktoś ciebie krytykuje ? W tym wypadku najbardziej skutecznym i efektywnym sposobem jest natychmiastowe, głośne lub ciche, przeciwstawienie się komplementem własnej osoby. Możesz błogosławić swoją drogę do powodzenia i zdrowia.

Bardzo wiele osób ma problemy w swoich relacjach z ludźmi, a istnieje łatwo dostępna i działająca metoda. Nie ma znaczenia jakiego typu jest ta relacja ani jaki jest sposób komunikowania się. Faktem jest, że, jeżeli więcej krytykujesz niż komplementujesz dążysz do zniszczenia związku; jeżeli więcej komplementujesz niż krytykujesz wzmacniasz związek. Dokuczanie komuś niszczy związek, ponieważ jest to prosty, jasny w założeniu krytycyzm i nie czyni danej osoby lepszą, czy bardziej szczęśliwą. Jeżeli istnieje osoba lub grupa ludzi, z którymi nie jesteś w dobrych stosunkach, to wynika to z twojej krytykanckiej postawy w odniesieniu do nich. W dobrej komitywie jesteś z kimś, bo ignorujesz jego wady, lub przynajmniej ich nie postrzegasz jako ważniejsze od zalet i komplementujesz go za jego zalety. Innymi słowy, więcej błogosławisz niż przeklinasz. Jest to prosta lecz prawdziwa myśl. Jeśli chcesz kogoś kochać całkowicie, to zauważ i poznaj tylko dobrą jego stronę. Związek może przynosić ból do stopnia, który ci nie odpowiada. Tak więc również możesz błogosławić swoją drogę do miłości.

Sukces w zawodowej karierze możesz traktować w ten sam sposób. Jeśli prawdziwie kochasz każdy jej aspekt, jeśli tylko błogosławisz ją, to osiągniesz pożądany sukces. Niektórzy ludzie doświadczają czegoś, co nazywa się „wypalenie” w pracy. Ich ambicja zanika, pragnienie dobrego wykonywania zadań ginie a ich praca może nawet wywoływać chorobę. Problem jest tak prosty jak rozwiązanie. Z jakiegokolwiek powodu, osądzając lub nie, tacy ludzie rozpoczęli przeklinanie swojej pracy i doszli do miejsca, gdzie praktycznie nie dawali jej błogosławieństwa. Podświadomość, będąc tam, oczywiście oponowała lecz świadomość obstawała przy swoim, zazwyczaj z powodów ekonomicznych, w rezultacie prowadząc do wypalenia. Rozwiązanie ? Albo znaleźć pracę, którą można błogosławić albo błogosławić pracę, którą się ma. Nawet, gdy nie doszedłeś do momentu wypalenia, możesz błogosławić swoją pracę by zwiększyć wydajność i poprawić zadowolenie. Gdy kochasz swoją pracę i wykonujesz ją dobrze, również poprawia się wynagrodzenie.

Niech tych kilka uwag pomoże ci na twojej ścieżce, gdy będziesz błogosławił swoją drogę do sukcesu.

Na podstawie materialów SERGE`A KAHILI KINGA

opracowal i tlumaczyl: CZeslaw J. mr.all http://republika.pl/mr_all/

 

Błogosław swoją drogę do sukcesu – Serge Kahili King

O trzech jaźniach – Sebastian

Zaczne od… poczatku 🙂
Moje pierwsze zetkniecie z huna to ksiazki M.F.Longa.
Tam pierwszy raz spotkalem sie z podzialem czlowieka na trzy jaznie – nizsza jazn (NJ – daleki odpowiednik podswiadomosci), srednia jazn (SJ � odpowiednik swiadomosci dziennej) i wyzsza jazn (WJ, daleki odpwiednik superego). Mala uwaga przy okazji – ponizej mowiac/piszac ‚Ja’ mam na mysli raz SJ – moja srednia, mowiaca jazn, logiczny rozsadny umysl, innym razem zas moja istote jako calosc – mysle, ze z latwoscia sie zorientujesz, o ktore rozumienie w danym kontekscie chodzi. Przy pierwszym zetknieciu z ksiazkami Longa i przedstawiona w nich Huna zastanowilo mnie, skad sie wzial sposob/mechanizm polaczenia jazni, konkretnie – dlaczego (jak to opisuje Long) Nizsza Jazn (NJ) jest polaczona z obiema pozostalymi jazniami (WJ i SJ), zas Srednia Jazn (SJ) jest polaczona tylko z NJ i jesli chce kontaktu z WJ musi skorzystac z posrednictwa NJ. Od poczatku wydawalo mi sie to dziwne i nienaturalne, ale przyjalem to i zaakceptowalem jako Element Systemu (Huny).

I gryzlo, gryzlo mnie to az do dzis, gdy nagle mnie w tej mierze oswiecilo.

Samo z siebie przyszlo zrozumienie, wyjasnienie, pogodzenie. Przy okazji w kilku innych materiach tak samo. I fajnie 🙂

Teraz maly przeskok: wezmy widzenie istoty (czlowieka) z punktu widzenia huny, czyli kolejne jaznie i uporzadkujmy je. Mamy wiec NJ (nizsza jazn, podswiadomosc), potem SJ (srednia jazn, swiadomosc), potem WJ (wyzsza jazn, nadswiadomosc).

Ustawmy je na osi pionowej, od dolu do gory, najnizej NJ, najwyzej WJ: WJ SJ NJ Teraz jeszcze dodajmy nad WJ Boga a ponizej NJ cialo fizyczne i uzyskamy:

^

| Bog

| WJ (Wyzsza Jazn)

| SJ (Srednia Jazn)

| NJ (Nizsza Jazn)

| Cialo fizyczne

Proponuje przeniesc powyzszy rysunek/opis osi na kartke papieru, ulatwi to przebrniecie przez dalszy tekst i bedzie mozna dopisac dodatkowe elementy, ktore sie pozniej pojawia.

Gdyby chciec opisac te pionowa os jakas wielkoscia, to niezaleznie do tego jakiej wielkosci bysmy uzyli okazuje sie, opis jest sensowny i prawidlowy a uzyskane analogie po prostu trzymaja sie kupy i przynajmniej do mnie przemawiaja.

Opiszmy os czestoscia wibracji – cialo fizyczne wibruje najslabiej, najmniej, najmniejsza czestotliwoscia, jest stad najbardziej namacalne i najbardziej widoczne (wez swoja reke i machaj sobie nia przed oczami – jak bedziesz machal szybko to jej nie zobaczysz w ogole, choc caly czas wiesz, ze reka jest, bo ja czujesz, zas im wolniej bedziesz lapka machal tym lepiej bedziesz ja widzial, dobra analogia, prawda?).

W takim ukladzie u gory osi mamy Boga, ktory wibruje najszybciej, stad jest niemozliwy do dostrzezenia czy dotkniecia.

Jeszcze o wibrowaniu: gdy wezmiesz znow swa reke i bedziesz machal przed oczami – jesli bedziesz to robil powoli to latwo bedzie okreslic, gdzie w danej chwili jest reka, tak samo, jak latwo okreslic, gdzie w danej chwili jest cialo fizyczne czlowieka. Jesli zas bedziesz machal reka bardzo szybko to przestanie ona byc dostrzegalna, bedzie sie zdawalo, ze w jednej chwili jest wszedzie. Stad kolejne spostrzezenie – cialo fizyczne jest gdzies, w okreslonym miejscu, bog zas jest wszedzie (jesli przyjac czestotliwosc jego wibracji za nieskonczenie wielka to faktycznie bedzie on wszedzie w jednej chwili)

I kolejne spostrzezenie – cialo fizyczne bedzie nieprzezroczyste, bedzie zaslaniac to, co jest za nim, zas Bog bedzie calkowicie przezroczysty, przezroczysty doskonale. To sie pokrywa z doswiadczeniami jasnowidzacych, ktorzy mowia o kolejnych, coraz bardziej ulotnych i trudniejszych do dostrzezenia cialach czlowieka.

Tutaj mala dygresja na temat postrzegania: reke, ktora trzymasz przed oczami w bezruchu latwo dostrzec. Gdy zaczniesz reka machac aby moc ciagle ja widziec musialbys za nia wodzic wzrokiem z czestotliwoscia taka sama, (lub wieksza) jak machasz reka. Czyli musialbys swoj zmysl (wzroku) dostosowac do czestotliwosci wibracji obiektu (reki), na ktory patrzysz. Stad wniosek – by dostrzegac ciala subtelne na kolejnych poziomach, ktore wibruja z coraz wieksza czestotliwoscia nalezy uzywac zmyslow, ktore wibruja z takimi samymi czestotliwosciami badz tez dostosowywac (zmniejszac/zwiekszac) wibracje swych zmyslow (przyznam, ze to jest dla mnie nie do konca teraz jasne).

Jeszcze o tej osi opisanej czestotliwoscia wibracji.

Gdy reke trzymasz przed oczami to zajmuje okreslony, stosunkowo maly obszar. Bog (reka machajaca baaaardzo szybko) zajmuje obszar okreslony swoim wibrowaniem, a poniewaz amplituda jego drgan jest nieskonczona to i obszar zajmowany przez boga jest nieskonczony – znow wychodzi, ze bog jest wszedzie:-)

O pozostalych jazniach huna mowi (i pokrywa sie to z wnioskami z naszej osi), ze cialo fizyczne jest odrebne od innych cial fizycznych, nie zachodzi na inne ciala. Tego latwo doswiadczyc probujac wlozyc komus palec do oka – albo zlamiemy palec (???) albo wybite zostanie oko, nie ma mozliwosci by palec wszedl w oko bez uszkadzania go. Choc jest to oczywiscie mozliwe gdyby podniesc wibracje ciala, tak jak to jest z woda: jeden kawalek lodu z drugim sie nie przeniknie, ale podniesie sie wibracje lodu (podgrzeje) by stal sie woda to z latwoscia mozna owe dwa kawalki wymieszac tak, ze sie przenikna, straca swa integralnosc i indywidualnosc lecz nie znikna, nadal beda istniec.

Dalej: cialo podswiadomosci juz troche wystaje poza cialo fizyczne i moze w pewnym stopniu zachodzic na ciala podswiadomosci innych ludzi (stad mozliwosc empatii – wczucia sie w emocje innych osob, w pewnym stopniu odczuwania tego, co osoba blisko nas). NJ jednak nadal mocno postrzega i bardzo jest przywiazana do swej odrebnosci.

Dalej: cialo SJ (sredniej jazni), ono jest bardziej ulotne, wibruje szybciej, zajmuje wiekszy obszar, jeszcze latwiej jest mu sie wymieszac z cialem SJ innej osoby, stad mozliwe jest w duuuzym stopniu pojecie innej osoby na tym poziomie czyli zrozumienie drugiego czlowieka (SJ to m.in. rozum, logika). Nawet mowi sie: sprobuj go zrozumiec, zamiast: sprobuj odczuc jego sytuacje, zrozumienie oznaczna bowiem poznanie sytuacji drugiej osoby znacznie bardziej niz przez emocje – tak jak ciala SJ roznych osob zachodza na siebie znacznie bardziej niz ciala NJ.

Mozna wspomniec tu o odrebnosci: o ile ciala fizyczne sa z pewnoscia odrebne, o tyle juz w przypadku ciala SJ taka odrebnosc bardzo sie zaciera, ciala te zachodza na siebie, gdy w pomieszczeniu jest kilka osob to w zasadzie stanowia jedno (pojedyncze cialo SJ moze byc wielkosci pokoju, to zalezy tylko od stopnia rozwoju czyli czestotliwosci i amplitudy wibracji).

Teraz kolej na cialo WJ – wedlug huny pojedyncza Wyzsza Jazn mimo, ze stanowi odrebna od innych WJ istote tak naprawde ma bezposredni doskonaly kontakt z WJ pozostalych ludzi (moze w calosci pojac sytuacje innej WJ w doskonaly sposob) a wszystkie WJ tworza cos w rodzaju Wspolnoty Wyzszych Jazni. To dosc proste do wyobrazenia: jesli uznac, ze cialo WJ jako wibrujace juz baaaaardzo szybko ze stosunkowa duza amplituda zajmuje dosc duzy obszar (zalozmy – kula o srednicy paru kilometrow) to np. ciala WJ mieszkancow jednego miasta znajduja sie w zasadzie w jednym miejscu, wszystkie niemal w calosci na siebie nachodza). Takie dwa nachodzace na siebie ciala WJ sa w stanie wzajemnie sie pojac, tak samo gdy jest ich kilka, kilkaset czy kilka miliardow. Bardzo mi odpowiada takie widzenie WJ, tlumaczy w prosty sposob wiele aspektow tej jazni i przybliza jej zrozumienie. Moglbym jeszcze wyciagac dalsze wnioski ale poniewaz mam duzo do powiedzenia na inne tematy to poprzestane, z pewnoscia w razie potrzeby sam dasz sobie rade. Dodac jeszcze powinienem, ze miedzy poziomem WJ a Bogiem huna umieszcza wiele poziomow posrednich zajmowanych przez WWJ (Wyzsza-Wyzsza-Jazn), WWWJ (prosze nie probowac tego jako adresu internetowego :-), WWWWWWJ, itede., ktorych ciala sa coraz wieksze i zajmuja coraz wiekszy obszar, mozna sobie wyobrazic np. WWWWWWWWWJ o obietosci Ziemi. /Prawdopodobnie bedzie to cos w rodzaju duszy ziemi :-)/

Na koniec jeszcze sloweczko o cialach – jakie jest cialo boga, jaki zajmuje obszar, kogo jest dzieki temu w stanie pojac/zrozumiec wyjasniac nie trzeba 🙂

Teraz wez do reki kartke, na ktorej narysowales os i dodaj po jednym elemencie opisu:

^

| bog – ogien

| WJ – powietrze

| SJ – woda

| NJ – ziemia

| cialo fizycznie – mineral (skala)

To jest powiazanie zywiolow z tworzona osia.

Wedlug mnie znow cechy poszczegolnych zywiolow doskonale pasuja do cech przypisanych im jazni.

Gestosc na przyklad: cialo fizyczne jest geste, mocno geste, jak mineral. Sprobuj zmienic to cialo inaczej niz skalpelem albo mlotkiem.

Cialo NJ jest jak ziemia – juz nie takie twarde jak kamien, przesypywac sie daje (choc wymaga to wysilku) ale latac to to nie potrafi (chyba, ze za pomoca wiatru – powietrza 🙂 – znow piekna analogia zwiazywszy, z czym skojarzone na osi jest powietrze). Zmienic ziemie tak jak zmienic NJ daje sie, ale to proces powolny i czaso/energochlonny.

Wyzej jest SJ czyli woda. To jazn bardziej plynna, podatniejsza na zmiany. Poglady SJ (czyli poglady rozumowe, logika) sa latwe do zmiany, poprzez odpowiednia argumentacje logiczna i rozumowa jestesmy w stanie je zmienic w jednej chwili, tak jak latwo jest zmienic ksztalt wody. Woda latwo dostosowuje sie do otoczenia choc nie wypelnia go w calosci (tak jak powietrze) a jedynie w dolnej (dzieki grawitacji) jego czesci. Taka jest wlasnie moja/twoja SJ – latwo przystosowujaca sie (ktos nawet mierzyl stopien inteligencji jako umiejetnosc przystosowania sie do okolicznosci), z latwoscia potrafiaca zmieniac poglady, ale jednak czyniaca to z pewnym ociaganiem (jak woda przelewana z jednego naczynia w inne) i nie wypelniajaca tego naczynia w calosci.

Cofnijmy sie do NJ – tu jest jeszcze ciezej jesli chodzi o zmiane, a poniewaz domena NJ to swiat emocji, to kazdy wie, jak trudno jest zmienic jakies swoje emocje/urazy emocjonalne/kompleksy.

Teraz krok wyzej – tu jest WJ czyli powietrze. Zmiana ksztaltu powietrza jest niemal natychmiastowa, powietrze wypelnia cale naczynie, w ktorym sie znajduje. Taka jest tez WJ – mozna wnioskowac, ze zmiana jej pogladow jest natychmiastowa, ocena sytuacji rowniez jest natychmiastowa, pelna i doskonala w kazdym szczegole (tak samo jak doskonale w pelni powietrze wypelnia naczynie).

Wyzej jest bog – ogien.

To energia.

Jaki ksztalt ma ogien? Ogien ma ksztal ognia 🙂 Ogien nie jest czyms niezaleznym, nie moze istniec samoistnie tak jak powietrze, woda czy ziemia. Ogien spala powietrze (gaz), wode (ciecz) czy ziemie (cialo stale), opiera sie na tym, a w momencie, gdy to spala to ogien jest powietrzem, ciecza czy cialem stalym. Jest bardzo ulotny ale jednoczesnie swieci swoim swiatlem, jak zadne z pozostalych elementow. Ten zywiol nie ma okreslonej natury jak gaz czy ciecz, on jest procesem.

Przy okazji – jak widac – samo nasunelo sie skojarzenie zywiolow ze stopniem skupienia materii, od ciala stalego poprzez ciecz na gazie skonczywszy, bo nie wiem jak okreslic ogien tak jak nie wiem, jak okreslic boga 🙂

Skojarzenie ze stanem skupienia materii nieodparcie dotyka pojecia temperatury, energii wewnetrznej, energii.

Na dole osi jest wiec temperatura najnizsza, znikoma energia wewnetrzna. Jasne skojarzenie z cialem stalym, z mineralem. Gdy podgrzejemy cialo stale (np. lod), dostarczymy mu energii to przeksztalci sie w cos bardziej miekkiego, podatnego czyli w wode, w ciecz. Bedzie mial wieksza energie wewnetrzna. Dalsze podgrzewanie spowoduje wyparowanie cieczy a wiec przemiane w gaz o jeszcze wiekszej energii wewnetrzen az do momentu, gdy podgrzewana materia zacznie sie palic, sama stanie sie energia, bogiem.

Skojarzenia jazni, ilosci/sily energii jasne, prawda?

Mozna dalej opisywac os 🙂 Gdybys mial jakies watpliwosci – spojrz, gaz moze pchac cialo stale z latwoscia, cialo stale to listek na wietrze, widac, kto tu o czyich losach decyduje, jesli przelozyc gaz i cialo stale na nasza os i jaznie. Jesli zas cialo stale zachcialoby nagle wplynac na powietrze (a niektorzy ludzie wpadaja na pomysl by do czegos swoja Wyzsz Jazn zmusic) to zobacz, jakim skutkiem zakonczy sie proba przesuniecia powietrza w pokoju z uzyciem np. lopatki albo innego odpowiednika ziemi, ciala stalego. Zaraz po takiej probie gaz powroci na swoje poprzednie miejsce, nie przemiesci sie (choc zapewne przemiesza, ale to mu wsjo ryba). Albo inaczej – co czym latwiej przemieszczac: piasek wiatrem czy powietrze/wiatr piaskiem?

Dosc analogii, reszte sam dopowiesz.

Patrzac na te porownania, na os, widac w ktora strone ida przeksztalcenia jazni/materii jesli ciagle i ciagle dostarczamy jej energii.

Bog to energia, nieskonczona energia, czyli wszystko jest podgrzewane ciagle i ciagle.

Na osi widac, ze ewolucja, rozwoj wiedzie przez cialo fizyczne (lod) [cholera, nie wierze :-)], potem NJ, SJ by dojsc do WJ i na koncu osiagnac poziom boga, samej energii.

I jeszcze jedno – znow patrzac na os mozna zobaczyc w ktorym kierunku, z jakim wysilkiem i szybkoscia przemieszczaja sie zmiany/oddzialywania.

Aby wiatr przestawil piasek wystarczy jeden podmuch, piasek sie przemiesci, wiatr moze przestac wiac. Tak wlasnie wyglada dzialanie WJ w zyciu czlowieka – szybkie, skuteczne, efekty sa trwale. Tak w ogole wyglada oddzialywanie wyzszych poziomow duchowych na poziomy nizsze. Wystarczy maly lecz silny podmuch by doszczetnie i trwale poprzestawiac cala plaze piasku, znacznie od niego wieksza.

A teraz w druga strone – niech piasek czy lopatka sprobuje zmienic gaz. Z pewnoscia sie to uda na te chwile, gdy lopatke umiescimy w nowym miejscu � tam gdzie znajdzie sie lopatka gaz ustapi. Ale teraz wystarczy, ze lopatka znow sie przemiesci a gaz powroci na swe miejsce. Wystarczy sobie wyobrazic, jak wielka musialaby byc lopatka, zeby przestawic powietrze w pokoju – z pewnoscia rozmiarow sciany tego pokoju. A gdy mowimy o powietrzu w otwartej przestrzeni – czy tu jego zmiana lopatka jest mozliwa? A jednak sa ludzie, ktorzy probuja za pomoca swojej sredniej i nizszej jazni wplywac na WJ.

Uffff, zameczylem Cie juz doszczetnie, zapewne do tego miejsca nie dotrwales. Jesli sie myle i jednak tu czytasz to gratuluje, bo w koncu doczekales sie odpowiedzi na kluczowe poczatkowe pytanie postawione w tym tekscie: mianowicie jak to jest z tym polaczeniem jazni w czlowieku, czy faktycznie droga do WJ wiedzie tylko przez NJ, jak twierdzil Long? Czy nie jest mozliwy kontakt bezposredni SJ i WJ? Otoz jest, moje doswiadczenia na to zawsze wskazywaly, teraz jednak potrafie to w jasny sposob wylozyc i wyjasnic, tym wiec sie zajme a moje doswiadczenia calkiem pomine. Otoz – trzy jaznie czlowieka stanowia jednosc (przynajmniej na czas jego zycia), sa nierozerwalna caloscia, sa polaczone i ‚oparte’ na ciele fizycznym. To cialo fizyczne nie posiada swej jazni (Ja jestem jaznia swego ciala) czyli nie posiada wlasnej woli, jest jednak scisle zwiazane z mieszkajacymi w nim duchami-NJ-SJ-WJ.

Czyli – poniewaz trzy jaznie lacznie z cialem sa scisle zwiazane totez silnie na siebie wplywaja w kazdym aspekcie, jesli jedna jazn (lub cialo fiz.) jest w jakims aspekcie nieharmonijna to rzutuje to na inne. Latwo to odczuc na wlasnej skorze – chore cialo nie pozwala funkcjonowac pozostalym jazniom, podobnie chora NJ nie daje ‚normalnie zyc’ reszcie. SJ rowniez moze sfiksowac, natomiast WJ pozostaje stale doskonala. WJ jest harmonijna zawsze wiec dysharmonii WJ nie odczujemy nigdy. Za to mozemy odczuc dysharmonijnosc SJ lub NJ. O ile dysharmonijnosc SJ zharmonizowac – czyli wprowadzic odpowiednie zmiany – jest latwo (SJ nie jest tak gesta jak NJ, to woda, pamietasz?) o tyle NJ sharmonizowac trudniej, to wymaga wiekszej energii.

M.F.Long pisal – chcesz uzyskac kontakt ze swa WJ? W takim razie porozmawiaj ze swoja NJ niech sie ona skontaktuje. Pisal nawet wprost, ze NJ to posrednik/pomost w kontakcie WJ i SJ. Dla mnie to sie kupy nie trzymalo i teraz wiem dlaczego, zaraz to wreszcie wyjasnie.

Jaznie stanowia jednosc (siedza w kupie 🙂 nie mozna wiec rozpatrywac jednej jazni w oderwaniu od pozostalych, nie mozna np. mowic o kontakcie SJ i WJ w oderwaniu od NJ, albo o kontakcie NJ i WJ w oderwaniu od SJ. No bo skoro siedza one w kupie to gdy nagle jedna zechce pogadac z druga to co ma zrobic trzecia? Pojsc sobie na bok? Nie moze tego zrobic, jest polaczona z pozostalymi zamknieta na klucz w tym samym pokoju. Tak wiec ta trzecia jazn (np. gdy SJ chce pogadac z WJ to ta trzecia jaznia jest NJ) moze siedziec cicho i sluchac o czym gadaja dwie pozostale (moze sie wlaczyc do rozmowy), moze tez przeszkadzac dwom pozostalym w dogadaniu sie machajac im rekoma przed oczami (zeby zajarzyly, o co chodzi z czestoscia drgan :-))), wchodzac miedzy nich i stosujac wszelkie inne ‚przeszkadzalnicze’ chwyty tak, ze dwie jaznie sie nie dogadaja.

Wniosek jest prosty – aby dwie jaznie mogly sie skontaktowac zgode wyrazic musi takze trzecia, takze trzecia musi zaakceptowac polaczenie dwoch pozostalych po to, by nie przeszkadzac im. Mowiac jeszcze inaczej – aby doszlo do kontaktu dwoch jazni trzecia nie moze dysharmonizowac calosci, jaka stanowia wszystkie trzy. Jesli trzymam w misce z woda trzy rece (skad ja wzialem trzecia reke???) to aby woda sie uspokoila zadna z trzech rak nie moze sie ruszac. To dokladnie obrazuje o co mi chodzi z tym dysharmonizowaniem – wystarczy, ze jedna lapa kiwa palcem w misce i juz robia sie fale. Czyli: tak naprawde zawsze dochodzi do kontaktu trzech jazni, bo zawsze trzeba zgody trzech jazni (niezgoda jednej ‚przeszkadza’ dwom pozostalym). Czyli mowiac ‚kontakt’ zawsze chodzi o kontakt wszystkich trzech jazni, kontakt tylko dwoch z nich – jak wynika z powyzszego – jest fizycznie (???) nie mozliwy. I jeszcze inaczej mowiac – poniewaz sa jednoscia to kontaktuja sie zawsze wszystkie razem albo zadna z nich, rozny jest tylko kierunek i inicjator polaczenia.

Idzmy dalej – WJ _zawsze_ chce polaczenia z pozostalymi dwoma, jej sprzeciw nigdy nie istnieje, nigdy nie przeszkadza dwom pozostalym w rozmowie (przeszkadzala Ci kiedys Twoja WJ? 🙂 SJ czesto chce kontaktu z NJ (i go uzyskuje, bo WJ akceptuje to), czasem chce kontaktu z WJ (i go uzyskuje jesli akurat NJ tez tego chce). WJ zawsze wyraza zgode, mozna wiec nie dostrzegac jej wplywu na owo spotkanie-trzech. Ale ona zawsze jest i wszystko widzi, gdy SJ i NJ rozmawiaja ona stoi i slucha, poproszona o rade odzywa sie (nie inaczej). Z jej strony sprzeciwu do kontaktu nie bedzie, mozna wiec odniesc wrazenie, ze kontakt zalezy tylko od woli SJ i NJ, co – posrednio – sugerowal Long.

I teraz – gdy kontaktu chce Ja jako SJ ale moja NJ tego kontaktu nie chce to do niczego nie dojdzie, po prostu NJ bedzie przeszkadzac, bedzie machac ta trzecia reka w wodzie, bedzie skakac miedzy SJ i WJ tak, ze do rozmowy nie dojdzie (zirytowana SJ da sobie spokoj, cierpliwa WJ poczeka na nastepna okazje).

Tu: wskazowka – jak widac poprzez cierpliwosc (olewanie przeszkadzajacej NJ) SJ moze dogadac sie jednak z WJ, ktora jest anielsko cierpliwa i na to wlasnie wskazuja moje doswiadczenia (ze dzieki cierpliwosci mozna sie dogadac z WJ mimo sprzeciwu NJ). Patrzac na to wszystko mozna odniesc zludzenie, ze to NJ odpowiedzialna za kontakt SJ <=> WJ, tymczasem chodzi tu tylko o to, zeby NJ nie przeszkadzala. Jesli przeszkadza – kontaktu nie ma, jesli nie przeszkadza – kontakt jest.

Long wyciagnal prosty wniosek, ze polaczenie-kabel biegnie od NJ do WJ i ja mu uwierzylem a potem sie meczylem i zastanawialem caly czas, co to za kabelek, ktory wystaje z mojej SJ i prowadzi w strone WJ 😉 Teraz dla mnie wsjo jasne, a dla Ciebie? Nie za bardzo zamacilem?

I inna beczka teraz, juz ku koncowi.

Podswiadomosc jest ‚gesta’, jej system pogladow jest trudno-wolno-zmienny (w stosunku do sredniego ja, o WJ juz nie mowiac – tam to pelna elastycznosc). Stad poglady NJ zmieniac trudno, znacznie trudniej niz SJ. WJ moze przyjac dowolny poglad w dowolnej chwili (jak powietrze wypelnia naczynie dokladnie i szybko), co widac na przykladzie ‚zleconych’ WJ realizacji celow, zalatwiania spraw, itp. – WJ jest w stanie znalezc dowolne wyjscie z dowolnej sytuacji zaspakajajac przy tym dowolne oczekiwania dowolnej ilosci zainteresowanych osob – ona w jednej chwili jest w stanie sie wczuc w kazdego uczestnika, zobaczyc co dla niego dobre a potem wyciagnac z tego wszystkiego czesc wspolna, ktora bedzie rozwiazaniem. Czyli WJ jest w stanie znalezc z _kazdej_ sytuacji wyjscie zadowalajace _wszystkich_ i sluzace _wszystkim_, byleby tylko jej przy tym nie przeszkadzac na poziomie SJ i NJ. W tym kontekscie latwo wyjasnic owo ‚kochaj wszystkich’, ktore oznacza: ‚nie przeszkadzaj w czynieniu dobra dla innych’ bo jesli kogos nie kochasz, to mozesz nie chciec dla niego dobra i w ten sposob nie akceptowac rozwiazania idealnego proponowanego przez WJ. Mowiac inaczej: WJ nie postapi wbrew Twej woli (SJ) ani wbrew woli zadnej innej osoby (jej SJ), dlatego jesli przy ‚wczuwaniu’ sie kolejno w kazda osobe zainteresowana rozwiazaniem danej sprawy u kogos napotka mysl „nie lubie Zdzicha, jemu nie moze sie polepszyc” to jesli akurat Zdzichu jest wsrod zainteresowanych to niestety, bedzie przyblokowany. W ten sposob nie lubiac kogos odcinamy sie od rozwiazan dajacych tej osobie radosc i spelnienie, dobro. Jesli kogos nie lubie to nie chce dla niego dobrze. Moge byc neutralny w stosunku do kogos, obojetny, ale to nie o to chodzi. Obojetnosc w stosunku do kogos oznacza, ze rozwiazanie problemu takze bedzie obojetne dla tej osoby. Jesli zas bede kochal to rozwiazanie bedzie dla niej dobre. Skoro WJ zna rozwiazanie idealne, dobre dla wszystkich, to dlaczego mialaby z niego rezygnowac i przyjmowac rozwiazanie ulomniejsze od SJ (akceptowalne przez SJ) czy NJ? Rozwiazanie ulomniejsze znaczy nie dajace komus dobra, pomijajace kogos w uwzglednianiu racji i interesow. Jesli uwazam sie za lepszego od innych to moje rozwiazanie (od SJ) bedzie lepsze dla mnie, gorsze dla innych, a WJ zna rozwiazanie tak samo dobre dla wszystkich. Podobnie gdy uwazam sie za gorszego od innych � wtedy rozwiazanie SJ jest takie, ze ja na nim trace a inni zyskuja. We wszystkich powyzszych sytuacjach gdy rozwiazanie proponowane przez WJ (czyli idealne, dobre dla nas) jest inne niz oczekiwane przeze mnie wybrane (tzn. przez moja SJ o ograniczonym postrzeganiu � wode wypelniajaca naczynie tylko u dolu, nie majaca pojecia o ksztalcie i rozmiarach czesci naczynia znajdujacego sie powyzej jej lustra) wtedy odpowiedzi od swej WJ nie uzyskuje, nie ma wsparcia.

Wnioski: kierowanie sie w postepowaniu tylko racjami NJ (zapomnij ;-), SJ (woda do polowy naczynia) z pominieciem WJ oznacza, ze odcinamy sie od rozwiazan idealnych dla nas i dla wszystkich i skazujemy sie na niedoskonalosc, na biede duchowa i materialna, na narzekanie i inne podobne. Jesli uwazam sie za lepszego od innych to skazuje sie na to samo. Identycznie jest gdy uwazam sie za gorszego od innych – wtedy WJ daje mi tyle, ile ja chce choc moglaby mi dac znacznie wiecej. Ale WJ nie sprzeciwia sie woli dwoch nizszych jazni.

Dygresja – SJ nie jest juz takie elastyczne jak WJ (ale moze sie nauczyc byc) i czasem trudno mu dostrzec, ze z jakiejs sytuacji jest wyjscie dobre dla wszystkich (poniewaz nie jest w stanie tak szybko zmieniac swoich pogladow jak WJ i tak doskonale ocenic sytuacji), nie jest w stanie tak szybko ‚dystansowac sie’, albo tez patrzec na sprawe z boku, czyli przyjac inny punkt widzenia. Bo zeby znalezc wyjscie najlepsze dla wszystkich zainteresowanych trzeba na chwile myslec jak kazda z tych osob, przez chwile trzeba byc tym kims, a o to czasem trudno ograniczonej SJ (gdy np. kogos nie lubi to blokuje sie od uwzglednienia w rozwiazaniu punktu widzenia tej osoby stad znalezione rozwiazanie). NJ jest jeszcze gestsza, jej poglady zmieniaja sie bardzo wolno, jej w ogoole trudno przyjac punkt widzenia inny niz swoj wlasny.

A teraz ostatnia beczka, mam nadzieje, ze faktycznie ostatnia. Dawanie.

Dlaczego czasem nie dajemy w obawie, ze cos stracimy?

Dlaczego nie dajemy drugiemu czlowiekowi kawalka swego czasu, dobrego slowa, chwili uwagi, paru groszy, jakiejs rzeczy? Uwazamy, ze cos stracimy, tak jak faktycznie mozna by cokolwiek stracic. Trzeba dac, kazdemu dac. Dac jednemu nie oznacza zabrac drugiemu, bo Zrodlo jest nieskonczone. Droga – uczynic materie z gestej bardziej lotna. Ze skaly ziemie, z ziemi wode, potem powietrze, na koniec ogien. Gdy jest energia boska, gdy plynie, to tak wlasnie sie dzieje – jak sie cos podgrzewa to topnieje, potem paruje, potem sie zapala. Energia boska powoduje owo podgrzewanie jazni tak, by sie w koncu wyparowaly i zapalily sie, to naturalny kierunek gdyz wszedzie jest bog, ciecz nie zamarznie jesli bedzie ciagle podgrzewana, stad nie jest mozliwy regres w rozwoju, o ktorym mowi huna, bo bog jest wszedzie, nie ma miejsca, w ktorym by go nie bylo. (A jesli takie miejsce nawet bylo to juz dawno skroplilo sie w ciecz, potem zamarzlo, potem skupilo sie do mineralu i jeszcze dalej, az stalo sie maaaaluuutkie jak punkt, a poniewaz nie bylo tam boga wiec jeszcze dalej sie kurczylo az zniknelo i dlatego teraz bog jest wszedzie i wszystko sie podgrzewa zmieniajac swoj stan skupienia na bardziej lotny, od mineralu po ogien 🙂

Aby sie cel materializowal musi byc zgoda wszystkich jazni, wola ich musi byc taka sama, a dzialanie jednej lub najlepiej dzialanie wszystkich. WJ nie pozwoli na krzywdzenie innych, tzn. na swoim poziomie nie wykona dzialan krzywdzacych innych, gdyz ona jest na tyle lotna i elastyczny umysl, ze potrafi wczuc sie w sytuacje kazdego, w ten sposob kazdego rozumiejac i chcac dla niego dobra – na tej zasadzie, ze gdybym w jednej chwili mogl czuc to, co czuja wszyscy (zainteresowani) ludzie to z pewnoscia nie chcialbym zadnego z nich krzywdzic bo zaraz i ja bym to odczul.

Odmawiam komus dania mu czegos od siebie (czy to rzeczy materialnej, czy czasu, czy czegokolwiek),. Dlaczego? Dlatego, ze sadze ze sam bym cos na tym stracil. I odmawiam bo dostrzegam wyjscie postrzegane przez SJ, nie chce przyjac wyjscia WJ, ktore z pewnoscia jest takie, ze nikt by nie stracil. Odmawiam przyjacielowi spotkania i poswiecenia mu czasu bo uwazam, ze czas ten powinienem poswiecic na prace (w domysle: zeby zarobic na utrzymanie i/lub zeby mnie z tej pracy nie wyrzucili). To jest rozwiazanie pochodzace od SJ bo rozwiazanie od WJ byloby takie, ze nie odmowilbym przyjacielowi poswiecenia swego czasu a jednoczesnie nie stracilbym pracy i zarobilbym na utrzymanie, a znajac WJ zostalbym nagrodzony w dwojnasob albo znacznie wiecej. Dlaczego odmawiam komus dania pieniedzy? Dlaczego odmawiam komus dania rzeczy? Bo uwazam, ze dajac te rzeczy stracilbym je. A to odpowiedz SJ, rozwiazanie WJ byloby takie, ze dalbym, nic nie stracil a to, co bym dostal w zamian mogloby byc tysiackroc lepsze od tego, co bym oddal. Dlatego jesli mam dac w poczuciu, ze wybieram rozwiazanie SJ (czyli daje i przez to trace to, co daje) to lepiej tego nie zrobic bo faktycznie cos strace. Jesli zas daje w poczuciu (takim faktycznym, glebokim, pelnym) ze to rozwiazanie WJ to z pewnoscia nic nie strace a nawet zyskam, tak to dziala.

Dawajcie wiec swoj czas, swoje rzeczy, dawajcie siebie, nic nie stracicie lecz zyskacie. Ale musi to byc dawanie w takim poczuciu a nie z przymusu (‚bo wypada’, ‚bo co ludzie powiedza’) bo wtedy faktycznie dajac mozna stracic. Nie dam czasu bo cos strace. Co? Pieniadze? Dostane wiecej. Moze tez pieniadze a moze pomoc w sytuacji, w ktorej bym sie nie spodziewal.

ALE: daj nie na sile lecz tylko wtedy, gdy ktos chce wziac. Jesli wiec chce wziac – nie odmawiaj, daj a dostaniesz wiecej. Takie wyjscie z sytuacji _zawsze_ znajduje WJ, nikt nie traci, wszyscy zyskuja.

Bog to gosc, ktory na kazde pytanie odpowiada TAK. Teraz wiem, jak to mozliwe 🙂 Wiem, jak mozna na kazde pytanie odpowiadac TAK i nic na tym nie tracic, nie przegrywac, lecz zyskiwac wszystko. Strace zlotowke a zyskam przyjaciela.

„- A przeciez to, czego szukaja, mozna by odnalezc w pojedynczej rozy lub w odrobinie wody.”

Maly Ksiaze

Oko Kanaloa

E Aloha Mana Pono

Tekst ten publikowany jest za uprzejmym zezwoleniem Aloha International

Oko Kanaloa

Nazwa

W mitologii starych Hawajow Kanaloa byl bogiem oceanu, bogiem, ktory uzdrawia i bliskim towarzyszem Kane, boga stworzenia. Podrozowali razem, dzielili swiety napoj ‚awa i swoimi kijami uderzali w ziemie, aby wytrysnely zrodla wody. Rzadko spotykane posagi Kanaloa przedstawiaja go z okraglymi oczami, co odroznia go od innych bogow. Jak mowi dawna tradycja wyspy Kauai, jesli ktos spojrzay w oczy Kanaloa, wtedy zobaczy to, co znajduje sie na wyzszych poziomach.

W jezyku hawajskim slowo „kanaloa” oznacza muszle morska; wczesny etap w rozwoju pewnego gatunku ryb; alternatywna nazwe wyspy Kaho’olawe; pewny, mocny, niezachwiany, ustalony, nie do zdobycia. Podstawowe znaczenie slowa ka-na-loa oznacza wielki spokoj lub wielka cisze. Slowo to kojarzy sie rowniez z calkowita poufnoscia. W tradycji ezoterycznej Huna Kupua, Kanaloa reprezentuje Rdzenna Jazn lub srodek wszechswiata, jaki nosimy w sobie.

Symbol

Jako calosc symbol ten reprezentuje Siec Aka lub Siec Zycia, symboliczne polaczenie wszystkich rzeczy ze soba. Gwiazda w centrum jest pajakiem / szamanem lub osoba swiadoma tego, ze jest tkaczem swojego zycia, tkaczem snow.

Osiem linii przedstawia „mane” lub sile duchowa, poniewaz inne znaczenie slowa „mana” to „rozgaleziajace sie linie”, a liczba osiem w hawajskiej tradycji jest symbolem wielkiej sily. Cztery okregi przedstawiaja „aloha” czyli milosc, poniewaz „lei” lub wieniec, symbol milosci ma ksztalt okregu i jest uzywany symbolicznie w jezyku hawajskim, aby nazwac okreg (jak w”Hanalei – okraglej zatoce), poniewaz slowo „ha” jest czescia slowa „aloha” i rowniez oznacza „zycie” i liczbe cztery. Razem okregi i linie przedstawiaja harmonie Milosci i Sily jako ideal godny nasladowania.

Gwiazda sklada sie z kropki w srodku przedstawiajacej Aumakua lub Wyzsze Ja; kolo reprezentuje Lono lub Srednie Ja; siedem ramion gwiazdy to Siedem Zasad Huny; okrag wokol gwiazdy przedstawia Ku, Nizsze lub Podswiadome Ja.

Jeden punkt gwiazdy jest zawsze na dole, polaczony linia prosta z siecia, przedstawia polaczenie wewnetrznego z zewnetrznym.

Energia

Symbol Oko Kanaloa generuje subtelna energie okreslana w jezyku hawajskim jako „ki”. Ta energia moze byc uzywana do uzdrawiania, stymulowania zdolnosci fizycznych i mentalnych oraz do wielu innych celow. Wiekszosc ludzi odczuwa te energie jako mrowienie, prad, nacisk lub chlod podczas trzymania reki, palcow, policzka lub czola blisko tego symbolu. Symbol sam w sobie pomoze zharmonizowac fizyczne, emocjonalne i mentalne energie pomieszczenia lub innego miejsca. Z energii tej mozemy czerpac poprzez medytacyjne wpatrywanie sie w symbol lub trzymanie go blisko tego, co ma zostac zharmonizowane. Symbol moze rowniez rozwijac lub harmonizowac inne zrodla energii przez umieszczenie go przed lub za zrodlem.


Tlumaczenie: Barbara Bielawna – www.akustyka.pl

Co znaczy Aloha

Duch Aloha (The Aloha Spirit) nawiązuje do dobrze znanej postawy przyjacielskiej akceptacji, z czego tak bardzo słyną Wyspy Hawajskie. Niemniej jednak odnosi się on również do skuteczniej metody rozwiązania każdego problemu, osiągnięcia jakiegokolwiek celu oraz uzyskania pożądanego stanu umysłu i ciała. W języku hawajskim, słowo aloha oznacza znacznie więcej niż tylko zwyczajne „cześć”, „do widzenia” czy „miłość”. Jego głębsze znaczenie to “pełne radości (oha) dzielenie się (alo) życiową energią (ha) w chwili obecnej (alo).

Kiedy dzielisz się tą energię, zaczynasz żyć w zgodzie z Wszechmocą, którą Hawajczycy określają mianem mana. Pełne miłości stosowanie tej niewiarygodnej Mocy jest sekretem na osiągnięcie prawdziwego zdrowia, szczęścia, powodzenia i sukcesu.

Sama metoda zharmonizowania z Mocą i zastosowania jej dla swego dobra, jest tak prosta, że aż trudno uwierzyć, by była prawdziwa. Proszę jednak, nie daj się oszukać, pozory często mylą. Daj sobie czas, aby ją wypróbować.

Jest to niewątpliwie najskuteczniejsza technika na świecie i chociaż jest wyjątkowo prosta, może okazać się niełatwa, bowiem nie wystarczy o niej tylko pamiętać, należy często ją stosować! Wielokrotnie przekazywana ludzkości w różnych formach tajemnica ta pojawia się tutaj po raz kolejny i brzmi:

Błogosław wszystko , co reprezentuje to, czego pragniesz!

W tym tkwi wszystko – całe sedno. Jednak coś, co jest proste, wymaga pewnego wyjaśnienia.

Błogosławić coś oznacza tyle, co przekazać nasze uznanie dla jakiejś pozytywnej cechy, właściwości czy stanu z takim zamiarem, że to, co uznamy lub zaakcentujemy, zwiększy się, będzie trwać lub stanie się.

Błogosławienie jest skuteczne, zarówno w zmienianiu swojego życia, jak i w otrzymywaniu tego, czego się pragnie, z trzech powodów: przede wszystkim, pozytywna koncentracja Twojego umysłu uruchamia pozytywną, twórczą siłę Mocy Kosmosu. Po drugie, przesuwa Twoją własną energię na zewnątrz, jednocześnie pozwalając, by więcej Mocy przechodziło przez Ciebie. Po trzecie wreszcie, kiedy błogosławisz dla czyjejś korzyści a nie bezpośrednio dla siebie, omijasz wszelkie podświadome lęki związane z tym, czego pragniesz dla siebie. Równocześnie, koncentracja na błogosławieństwie zwiększa jego wpływ na Twoje życie. To, co jest piękne w tym procesie, to fakt, że błogosławienie innym, pomaga zarówno innym, jak i Tobie.

Błogosławić można za pomocą symboli i dotyku, jednak najczęstszym i najprostszym sposobem jest używanie słów. Głównymi rodzajami werbalnego błogosławieństwa są:

Podziw – to komplementowanie, chwalenie czegoś dobrego, co dostrzegasz. Np. “Jaki piękny zachód słońca”; “Podoba mi się ten kwiat”; „Jesteś taką cudowną osobą”.

Afirmacja – to błogosławieństwo mające na celu potwierdzenie, umocnienie, utrwalenie, wzrost. Np. “Błogosławię piękno tego drzewa”; “Błogosławione niech będzie zdrowie Twego ciała”.

Wdzięczność – to wyrażenie wdzięczności za to, że coś dobrego istnieje lub stało się. Np. “Dziękuję Ci za to, że mi pomagasz”; „Składam podziękowania deszczowi za to, że odżywia ziemię”.

Nadzieja – to błogosławieństwo przyszłości. Np. “To będzie wspaniały piknik”; “Błogosławię Twoje zwiększone dochody”; “Dziękuję (z góry) za wspaniałego partnera”; “Szczęśliwej podróży”; “Niech szczęście Ci sprzyja”.

Chcąc uzyskać najwięcej pożytku z błogosławienia, będziesz musiał/a porzucić lub przynajmniej ograniczyć jedno: przeklinanie, które neguje błogosławieństwo. Nie oznacza to przeklinania czy mówienia „brzydkich” słów. Odnosi się to do przeciwieństwa błogosławienia, a mianowicie krytykowania zamiast podziwiania; wątpienia zamiast afirmacji; obwiniania zamiast zrozumienia; zamartwiania się zamiast oczekiwania z ufnością. Występowanie powyższych powoduje znoszenie niektórych efektów błogosławienia. Im więcej złorzeczysz, tym trudniej otrzymasz dobro z błogosławieństwa. Z drugiej strony, im więcej błogosławisz, tym mniejszą krzywdę wyrządzasz złorzecząc.

Oto niektóre przykłady błogosławienia różnorodnych potrzeb czy pragnień. Stosuj je tak często jak zechcesz.

Zdrowie – Błogosław zdrowych ludzi, zdrowe zwierzęta, a nawet zdrowe rośliny; błogosław wszystko, co jest dobrze wykonane lub skonstruowane; błogosław wszystko, co wyraża obfitą energię.

Szczęście – Błogosław wszystko, co dobre. Błogosław całe dobro, które jest we wszystkich ludziach i innych rzeczach; wszelkie oznaki szczęścia, które widzisz, słyszysz lub czujesz w ludziach i zwierzętach; wszelkie zadatki na szczęście, które zauważasz wokół siebie.

Powodzenie – Błogosław wszystkie oznaki dobrobytu w Twoim środowisku, włączając w to wszystko, co powstało dzięki pieniądzom; błogosław wszystkie pieniądze jakie posiadasz w jakiejkolwiek formie; wszystkie pieniądze, które są w obiegu na całym świecie.

Sukces – Błogosław wszystkie oznaki osiągnięcia, ukończenia, sfinalizowania (takie jak budynki, mosty, wydarzenia sportowe), wszystkie przybycia na miejsca przeznaczenia (statków, samolotów, pociągów, samochodów i ludzi); wszystkie oznaki posuwania się naprzód lub wytrwałości; i wszystkie oznaki radości czy zabawy.

Zaufanie własnym możliwościom – Błogosław oznaki pewności siebie w ludziach i zwierzętach; wszystkie oznaki siły ludzi, zwierząt i obiektów (w tym stal i beton); wszystkie oznaki stabilności (takie jak góry i wysokie drzewa); wszystkie oznaki celowej siły (w tym wielkie maszyny, linie elektroenergetyczne.

Miłość i Przyjaźń – Błogosław oznaki troski i wychowywania, współczucia i wsparcia; wszystkie harmonijne związki w naturze i architekturze; wszystko, co jest powiązane z czymś innym lub delikatnie dotyka czegoś; wszystkie oznaki współpracy (w czasie pracy i rozrywki); wszystkie oznaki śmiechu i zabawy.

Wewnętrzny Pokój – Błogosław oznaki ciszy, spokoju i pogody ducha (takie jak spokojna woda czy bezwietrzna pogoda); wszystkie dalekie widoki (horyzonty, gwiazdy, księżyc); wszystkie oznaki piękna, które można zobaczyć, usłyszeć czy dotknąć; czyste kolory i kształty, szczegóły obiektów naturalnych i wytworzonych.

Duchowy Wzrost – Błogosław oznaki wzrostu, rozwoju i zmian w Naturze; przejść od świtu do zmierzchu; ruchu słońca, księżyca, planet i gwiazd; lotu ptaków na niebie; ruchu wiatru i morza.

Powyższe przykłady są jedynie wskazówką dla nieprzyzwyczajonych do błogosławienia. Nie ograniczaj się do nich. Pamiętaj, że każda cecha, właściwość i każdy stan mogą być błogosławione, niezależnie czy miały już miejsce, obecnie się dzieją czy też istnieją jak dotąd tylko w sferze Twojej wyobraźni (np. aby pobudzić utratę swojej wagi możesz błogosławić wąskie słupy i smukłe zwierzęta).

Osobiście używam mocy błogosławieństwa, by wyleczyć me ciało, zwiększyć dochód, rozwinąć zdolności, stworzyć więź głębokiej miłości z moją żona i dziećmi, oraz stworzyć ogólnoświatową społeczność ludzi czyniących pokój w duchu aloha. W moim przypadku to wszystko doskonale zadziałało i dlatego chcę się z Tobą tym podzielić. Zechciej i Ty podzielić się tym z innymi.

Jak Wzmocnić Swoją Moc Błogosławieństwa?

Na Hawajach praktykuje się technikę potęgującą moc błogosławieństwa przez zwiększanie osobistej energii. To prosty sposób oddychania stosowany również do przygotowania się, skupienia, medytacji czy uzdrawiania. Nie wymaga żadnego specjalnego miejsca ani szczególnej postawy. Może być wykonywany podczas ruchu lub spoczynku, gdy jesteś zajęty bądź odpoczywasz, z oczami zamkniętymi i otwartymi. W języku hawajskim technikę tę nazywa się pikopiko, bowiem piko oznacza zarówno, ciemię (mniej więcej czubek głowy), jak i pępek.

Technika

1. Stań się świadomy swojego naturalnego oddychania (być może zmieni się ono, gdy obejmiesz je swą świadomością, ale nie przejmuj się tym i staraj się oddychać naturalnie).

2. Zlokalizuj swoje ciemię i pępek poprzez świadomość i/lub dotyk.

3. Teraz, kiedy wykonujesz wdech skup swoją uwagę na ciemieniu, zaś podczas wydechu skoncentruj się na pępku. Oddychaj w ten sposób tak długo jak chcesz.

4. Kiedy poczujesz się zrelaksowany, skupiony i/lub napełniony energią, zacznij wyobrażać sobie, że jesteś otoczony niewidzialnym obłokiem światła czy pola elektromagnetycznego, oraz że każdy Twój oddech zwiększa jego energię.

5. Błogosławiąc wyobraź sobie, że obiekt Twojego błogosławieństwa otoczony jest częścią tej samej energii, która i Ciebie otacza.

OGÓLNOŚWIATOWE DZIAŁANIA ALOHA

Projekt Aloha (The Aloha Project) organizacji Aloha International wydaje broszury takie jak ta i dostępnia je osobom, grupom, organizacjom i instytucjom na całym świecie. Umożliwiają to hojne darowizny od osób wierzących, że świat może stać lepszym miejscem poprzez dostarczanie informacji jak można pomóc samemu sobie.
W celu dokonania darowizny na poczet Projektu Aloha, polecenia grupy bądź organizacji (która chce otrzymać broszurę) lub uzyskania więcej informacji, prosimy o kontakt z:

Projekt Aloha (The Aloha Project)
PO Box 223009
Princeville HI 96722 USA
(808) 827-8383
Aloha International

 

THE ALOHA SPIRIT
czyli „Mała Różowa Broszurka Aloha”
Serge kahili King – 2003
Wyłącznie do nieodpłatnej dystrybucji

Autor niniejszym zezwala na kopiowanie, drukowanie i darmowe rozpowszechnianie wiernych kopii tego dokumentu w nieograniczonej ilości pod warunkiem niedokonywania w nim żadnych zmian bez wyraźnej zgody autora. By uzyskać więcej informacji można wejść na stronę The Aloha Project lub skontaktować się z Aloha International, PO Box 223009, Princeville HI 96722, tel: 808-823-8381, e-mail: huna@huna.org.

Można kopiować, rozsyłać pocztą niniejszy dokument oraz dzielić się nim, pod warunkiem, że nie jest on przekazywany odpłatnie. By otrzymać darmową kopię w formie broszurki, wystarczy napisać e-mail na adres: huna@huna.org podając swoje dane osobowe (imię, nazwisko) oraz pełny adres.


Tłumaczenie – Katarzyna Weryk
e-mail: k_weryk@wp.pl, http://zobaczwiecej.pl/kasia/

 

Duch Aloha – Serge Kahili King

Psychotronika w praktyce 1 – opracowanie wg Evelyn Monahan

Wynajduję różne ciekawostki i ot, znalazła się, jak zwykle sama, kolejna taka. Z początku miałem ochotę więcej się rozpisać na wstępie. Miałem zamiar napisać coś od siebie o potędze, którą każdy z nas posiada. Ale po co? Każdy mierzy świat według swoich potrzeb i podług swoich doświadczeń. Naprawdę kupa ludzi napisała wiele, wiele mądrych książek, których zawartość powinna nas ogłuszyć swoją wielkością. Poniżej macie jeden z takich tekstów. Dla większej „zabawy” zajrzyjcie do książek Louise L. Hay oraz Josepha Murphy’ego (w tej chwili tylko tych dwoje do głowy mi przyszło). Przypomnijcie sobie także buddyjską przypowieść o miejscu gdzie bogowie ukryli moc przed człowiekiem (jest w cytatach). No i na końcu przeczytajcie ponownie 7 zasad Huny. Dodam jeszcze tylko, że Biblia jest wypełniona po brzegi hunowym pisaniem. Ot choćby: „Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie” (Mt 18,19). A to taki cytat na współgranie niższego i średniego ja co by wyższe zadziałało 🙂 A jak nazwać opisywane tutaj rzeczy? Czy to modlitwa, wizualizacja, medytacja, pragnienie czy może jakieś inne uroków rzucanie? Czy to ważne? Jest to narzędzie, które umożliwia nam świadomą kreację własnego życia. To tak jak z prowadzeniem samochodu. Można jeździć samochodem nie będąc mechanikiem. Lecz trzeba wiedzieć do czego są pedały i to duże kółko z przodu.

Kolejna sprawa to słowa jakich używać. Czy muszą to być formułki przekazywane przez innych? (a fuj, ale to byłaby monotonia, gdyby wszyscy tak samo gadali…). I czy wyższe ja wysłucha nas tylko wtedy gdy użyjemy odpowienich słów? Zapewne odpowiednie muszą być, ale uczucia, to co mamy w środku. Nie ważne jakie słowa będą za tym stały. Słowa znaczą różne rzeczy dla różnych ludzi. Pięknie ujął tę sprawę Joseph Murphy – „Jest tyle modlitw, ilu ludzi”.

Dodam jeszcze na zakończenie „cud” z pierwszej ręki, który jest rodem z tych opisywanych w dalszej części tego artykułu i w książkach autorów wymienionych wyżej. Historię opowiedział mi przyjaciel. Siostra jego koleżanki była z chłopakiem na Bałkanach w czasie ostatnich wojen. Unikali niebezpiecznych szlaków aby nie natknąć się na patrole przepełnionych wrogością ludzi w mundurach. Lecz stało się to, czego tak bardzo się obawiali i natknęli się na grupę uzbrojonych ludzi. Dziewczyna widziała 4 żołnierzy, a jeden z nich był niesamowicie podobny do jej zmarłego brata. Ludzie ci zachowywali się bardzo agresywnie. Kazali rozebrać się chłopakowi do naga i zabrali jego wszystkie rzeczy. Gdy mieli zamiar zabrać się za dziewczynę, mężczyzna podobny do jej brata powiedział coś do pozostałej trójki w ich języku i odeszli nie robiąc więcej trudności. Po powrocie do domu opowiedzieli swoje przeżycia matce, która odrzekła, że stało się tak ponieważ codziennie modliła się do Boga o opiekę dla nich. Jednak najbardziej niesamowite jest to, że dziewczyna widziała 4 mężczyzn, a chłopak 3 i twierdził, że nie było wśród nich nikogo podobnego do jej brata.

Wnioski Wam pozostawiam. Jeśli ktoś z Was traktuje te porady lub przykłady „cudów” za bajki, wyssane z palca opowieści, to jego sprawa, ma prawo tak sądzić. Lecz czy trudno jest przez miesiąc, trzy razy dziennie usiąść sobie na 5 do 15 minut i pouśmiechać się w duszy, rozmyślając wyłącznie o tym czego pragnie się całym sercem?

Tomasz Bartosiewicz


WPROWADZENIE

Evelyn M. Monahan uległa w wieku 22 lat tragicznemu wypadkowi, w rezultacie którego została ciężko okaleczona: straciła wzrok, dostała padaczki, a po czterech latach dołączył się jeszcze paraliż prawego ramienia. Ataki epileptyczne były szczególnie częste (12-14 dziennie). Końskie dobowe dawki leków zredukowały je do 10-ciu. Evelyn czuła się bardzo nieszczęśliwa, nie mogła pogodzić się ze swoim ciężkim kalectwem i przez długich 9 lat dręczyła siebie i otoczenie, kipiała buntem i złością. Aż przyszło uspokojenie, a może wyczerpanie nerwowe. Zaczęła rozmyślać nad ratunkiem dla siebie. I wtedy przypomniała sobie wiele ciekawych, dziwnych historii zasłyszanych jeszcze w dzieciństwie. Odgrzebywała w pamięci przypadki nagłych uzdrowień ludzi, którym lekarze nie dawali najmniejszej szansy wyzdrowienia. Zaczęła mozolnie przywoływać na pamięć zasady tzw. psychotronicznego leczenia, o którym wówczas mówiło się, że było źródłem tych wszystkich cudownych uzdrowień. Zdecydowała się spróbować…

Wtajemniczyła dwoje przyjaciół i we troje rozpoczęli stosowanie ćwiczeń, ustalonych w punktach przez samą Evelyn. Ćwiczyli trzy razy dziennie z wielką dokładnością i zapałem. Była to przecież ostatnia deska ratunku. Po 10-ciu dniach E. Monahan odzyskała wzrok. Stało się to nagle, raptownie. Jednocześnie z odzyskaniem wzroku ustały zupełnie ataki epileptyczne, a w tydzień później ustąpił paraliż. Młoda kobieta była całkowicie zdrowa. Badania lekarskie nie wykazały śladu żadnej choroby. Przepełniało ją szczęście powrotu do zdrowia, do normalnego życia i ogromna nieprzeparta chęć zapoznania z tą metodą jak największej ilości ludzi cierpiących.

Evelyn miała ukończone roczne studium psychologii eksperymentalnej na uniwersytecie w Georgii, w Atlancie. Postanowiła wrócić do szkolnictwa, by mieć ciągłe kontakty z ludźmi i móc przekazywać im swoją wiedzę i doświadczenie z zakresu psychotronicznego leczenia. Zamarzyły jej się wykłady na tymże uniwersytecie. Fakt, że wykłady z takiego przedmiotu nigdy nie istniały na żadnym amerykańskim uniwersytecie nie przerażał jej wcale. Zatelefonowała do sekretariatu, wyłuszczyła dokładnie sekretarce o co jej chodzi, podała swoje nazwisko oraz numer telefonu i nie zrażona konwencjonalnym zapewnieniem, że jeżeli ktoś na uczelni zainteresuje się tym problemem zostanie z nią skontaktowany, spokojnie czekała, ćwicząc, systematycznie swą „cudowną” technikę. Wychodziła z założenia, że skoro mocą „swego wyższego Ja”, swojej Nadświadomości, potrafiła wyleczyć własne ciężkie kalectwo, to nie ma przeszkód do rozwiązania przy pomocy tej samej potęgi każdej innej sytuacji życiowej. Jakoż po miesiącu dyrektor Studiów Specjalnych na tamtejszym uniwersytecie zaproponował jej wykłady z parapsychologii. Chętnie oczywiście przyjęła ofertę i została instruktorem parapsychologii. Jej wykładów słuchało przeciętnie 250 studentów w każdym semestrze.

Evelyn była zadowolona, ale pragnęła jeszcze szerszych kontaktów z ludźmi. Marzyła o telewizji, radiu i prasie. W tej intencji ciągle uprawiała z ogromnym zapałem psychotroniczną technikę. Wierzyła w jej nieograniczone możliwości, była pewna, iż znikną przeszkody, stojące na drodze jej ambitnych planów. Po miesiącu zwróciła się do niej „Atlanta Journal” z propozycją napisania reportażu na temat jej wykładów. Następny tydzień przyniósł kontakt z telewizją. Proponowano udział w programie „Georgia dzisiaj”, odbieranym przez miliony telewidzów-sympatyków. Reakcja na poruszony przez E. Monahan problem była tak wielka, że po trzech tygodniach poproszono ją o powtórne wystąpienie w telewizji. W tym czasie miała też pogadanki w radio, o jej artykuły ubiegały się takie czasopisma, jak „National Inquire”, „Midnight” i „Time Magazin”. Książki E. M. Monahan ukazały się w Japonii, Anglii, RFN, Meksyku i we Włoszech. A więc spełniły się marzenia.

W swojej książce, której oryginalny tytuł brzmi „The miracle of metaphysical healing” autorka w osobistym kontakcie z czytelnikiem, bez reszty, bez zastrzeżeń oddaje mu do dyspozycji całą swą wiedzę, swoje doświadczenia, pragnie przelać w niego własny zapał, zachwyt, swą odzyskaną radość życia i szczęście pomagania innym.

Leczenie psychotroniczne, owa technika wielokroć sprawdzana, nazywana przez Evelyn ‚”niezawodną”, „cudowną” jest niesłychanie prosta, ale autorka wielokrotnie przestrzega, by nie zlekceważyć jej, nie odrzucić tylko dlatego, że jest tak bardzo dostępna dla każdego. I rzeczywiście, psychotroniczne leczenie nie związane jest z żadnymi wydatkami, nie wymaga żadnych rekwizytów, żadnego specjalnego wykształcenia, wymagana jest tylko dobra wola, wytrwałość, spokój.

Na czym więc sprawa polega?

Człowiek jest istotą wspaniałą, potężną przez nieograniczone siły utajone, z którymi przychodzi już na świat. Dzięki tej potędze jest w stanie usuwać ze swego życia choroby, kalectwo, zmieniać przykre sytuacje życiowe itd., gdyż z natury rzeczy należy mu się szczęście, radość i doskonałe zdrowie.

Na nieszczęście człowiek jest nieświadomy swego wspaniałego wyposażenia w potęgę iście boską. Cierpi, choruje, męczy się, narzeka, szuka rozpaczliwie ratunku i ani się domyśla, że on sam posiada moc uzdrawiania. Jest jak król, który zapomniał, że jest królem, że ma płaszcz królewski na ramionach i złotą koronę na głowie, uznał się za żebraka, więc w pyle drogi siedzi i żebrze u przechodniów o wsparcie. Tę świadomość własnej mocy, własnych nieograniczonych możliwości, nazywa Evelyn M. „naszym wyższym Ja”, a moc realizowania życzeń, zaspakajania potrzeb, zmieniania nawet niekorzystnych okoliczności życiowych – nadświadomością. Umysłem świadomym określa autorka świadomość otaczających nas realiów. To umysł świadomy rejestruje wszystkie nasze spostrzeżenia, odczucia, wydarzenia, on zarządza pamięcią, on wyciąga wnioski, planuje itd. itd. On wreszcie ulega chorobom, cierpieniom, odczuwa radość, szczęście, strach, rozpacz itd. Umysł świadomy jest ograniczony w swoich możliwościach, on też jest „ślepy” – jak się wyraża Monahan – na istnienie naszego „wyższego Ja”.

Otóż, żeby skutecznie posłużyć się techniką psychotronicznego działania, trzeba odwołać się do swego potężnego „wyższego Ja” oraz własnej nadświadomości i… żądać. Nie prosić, błagać i żebrać, a spokojnie, zdecydowanie rozkazywać. W swoich instrukcjach Evelyn M. nigdy nie podaje słowa „proszę” czy „błagam”, lecz „chcę”, „pragnę”, „rozkazuję”, „zarządam”. Wychodzi ona z założenia, że sięgamy po swoje, że są to dobra zaprogramowane dla nas od początku świata, utracone przez nas przez niewiedzę, ograniczoność i własną słabość. W ufnym żądaniu tych wszystkich dobrodziejstw jest jakieś odcięcie się od dotychczasowego mylnego, tragicznego w skutkach stanowiska ludzkości, a powrót na właściwe miejsce, wyznaczone nam od wieków. Warunkiem powodzenia w życiu i to warunkiem wielokrotnie podkreślanym przez autorkę, jest absolutne zerwanie z „negatywnym myśleniem”.

Negatywne myślenie to nie tylko pesymizm, zwątpienie, rozpacz. To także wrogie, nieżyczliwe uczucia, zawiść, radość z cudzego nieszczęścia, pogarda, nienawiść itd. Myślenie negatywne, jak twierdzi autorka, jest chorobą samą w sobie, przynosi cierpienie, ból, choroby umysłu i ciała, a nawet śmierć. Od tych niebezpiecznych myśli należy się odwracać, nie zatrzymywać ich w umyśle, zastępować innymi radosnymi, pozytywnymi. „Nigdy nie pozwolić, by myśli negatywne zagnieździły się w twym umyśle” – przestrzega autorka.

Gdy wiec postanowiliśmy odwołać się do tej drzemiącej w nas potęgi i wyciszyliśmy swój umysł, usuwając wszystkie negatywne myśli, możemy przystąpić teraz do samej techniki psychotronicznego leczenia, bardziej szczegółowo podanej przez autorkę.

Pamiętajmy jednak, że do precyzji wykonania dochodzi się z czasem. przez cierpliwość i wytrwałość. Nie żądajmy od siebie już na początku idealnego dostosowania się do wskazówek autorki. Chodzi o nastawienie, zrozumienie i dobre chęci. Do E. Monahan zgłaszało się mnóstwo ludzi, byli wśród nich nieufni, oporni, bardzo krytycznie nastawieni. Nikt z nas przecież nie sądzi, że od razu potrafi wyciszyć swój umysł, usunąć wszystkie negatywne myśli, rozluźnić ciało w idealnym relaksie itd.. a jednak i oni osiągali to czego tak bardzo pragnęli.

Technika psychotronicznego leczenia składa się z trzech części:

1. przygotowania

2. odwołania się do swojej Nadświadomości

3. zakończenia

I przygotowanie i zakończenie są ćwiczeniami oddechowymi, połączonymi z głębokim relaksem. Ciało i umysł odświeżone głębokimi oddechami, dogłębnie rozluźnione, wyrażają stan wolny od napięć fizycznych i psychicznych, stan błogi, godny kontaktu z Nadświadomością. Gdybyśmy się głębiej nad tym zastanowili, sami doszlibyśmy do wniosku, że jako istoty stworzone na obraz i podobieństwo Boże jesteśmy potężni sami w sobie i że trzeba nam tylko odciąć się na chwilę od stresów dnia codziennego, wyciszyć się wewnętrznie, by skontaktować się z ową wyższą siłą w nas utajoną i… zakomunikować swoje pragnienia. Spełnienie ich przez nasze „wyższe Ja” nie ulega dla E. Monahan najmniejszej wątpliwości. By nas o tym przekonać podaje cały szereg uzdrowień ludzi, cierpiących na bardzo różne choroby. Autorka prowadziła dokładną dokumentację każdego przypadku i wybrała niektóre z nich, oczywiście za zgodą zainteresowanych.

„Gdy po raz pierwszy zjawił się u mnie Roy M., wiedziałam, że nie tylko cierpi, ale że jest pełen pesymizmu i sceptyzmu. Od lat cierpiał na krzyż, nosił pas ortopedyczny, ledwie się poruszał, od 4 lat nie pracował, – „pani dużo mówi o tym cudownym leczeniu, ale jestem przekonany, że mnie osobiście nic już nie pomoże”. – Mr. M., przy tego rodzaju nastawieniu, byłabym szczerze zdziwiona, gdyby cokolwiek panu pomogło. Pańskie myśli negatywne trzymają pana w klatce cierpień, jak w więzieniu.” Gdy mu cierpliwie tłumaczyłam, że jego własne, negatywne myśli są główną przyczyną bólów krzyża, patrzył na mnie z najwyższym zdziwieniem i jawną dezaprobatą. W końcu jednak przyrzekł zastosować się do mojej instrukcji i być ze mną w kontakcie. Po dwóch tygodniach zadzwonił: nie odczuwał żadnych bóli, wyrzucił pas ortopedyczny, mógł się swobodnie poruszać. Za kilka tygodni wrócił do pracy i dawał sobie doskonale radę. Był stróżem w domu towarowym i do jego obowiązków należało wchodzenie na piętra 2-3 razy dziennie. Został entuzjastycznym propagatorem idei psychotronicznego leczenia. – „Każdy powinien poznać tę cudowną metodę leczenia. Zgrzytam zębami ze złości, gdy myślę o tylu latach spędzonych w bólu. Niech pani nie przestaje mówić o tym ludziom. Byłoby grzechem zatrzymywać coś takiego tylko dla siebie”.

METODA PSYCHOTRONICZNA W PRAKTYCE

1. Wybierz spokojne miejsce, połóż się lub usiądź na krześle z oparciem, by wygodnie oprzeć głowę. Dla początkujących odpowiedniejsze będzie wygodne położenie się.

2. Zamknij oczy i obserwuj spokojnie swój oddech, nie kontrolując go. Rozluźnij mięśnie całego ciała, od twarzy poczynając aż do palców nóg.

3. Wciągnij głęboko powietrze przez nos, rozciągnij płuca i przeponę. Obserwuj wewnętrznym okiem swój oddech, wyobraź sobie, jak powietrze przepływa przez ciało, kończąc w okolicach mózgu. Przy wydechu (również tylko przez nos) zwalniaj mięśnie brzucha i pogrążaj w relaksie całe ciało i umysł. Powtórz to ćwiczenie trzy razy, za każdym razem starając się pogłębić relaks.

4. Stwórz w umyśle obraz systemu krążenia. Wyobraź sobie wszystkie naczynia krwionośne, tętnice, żyły, naczyńka włoskowate. Znajdując się w głębokim równomiernym rozluźnieniu, uświadom sobie przepływ krwi przez ciało. Powtarzaj w myśli: „Pragnę, aby mój system krwionośny był w całkowitej harmonii ze sobą samym i z innymi systemami mego organizmu. Pragnę, aby usunął wszystkie zanieczyszczenia z mojego ciała i wniósł nową energię do wszystkich komórek mego organizmu”.

5. Przedstaw sobie swój system oddechowy. Pozwól, by uformował się wyraźny obraz twych płuc, niech się rozprężają i kurczą, niech zaopatrują w tlen twój organizm. W umyśle powtarzaj: „Potęgą mojej nadświadomości rozkazuję, aby mój aparat oddechowy doskonałe pracował i pozostawał w doskonalej harmonii ze sobą i wszystkimi pozostałymi systemami mego ciała”.

6. Wyobraź sobie teraz swój system trawienny. Stwórz wyraźny obraz żołądka, jelit cienkich i grubych. Powtarzaj w myśli następujące słowa: „Przez moc Nadświadomości pragnę, aby mój system trawienny wyciągał maksimum korzyści z pożywienia jakie przyjmuję oraz by pozostawał w całkowitej harmonii ze sobą i całym moim organizmem.

7. Ujrzyj w umyśle obraz swego serca i powtarzaj w myśli: „Mocą Nadświadomości rozkazuję, by serce moje pracowało wydajnie, spokojnie, bez zakłóceń. Życzę sobie, by pozostawało w całkowitej harmonii ze sobą samym i całym moim organizmem”.

8. Wytwórz w swym umyśle obraz właściwego szkieletu. Niech twe wewnętrzne oko ujrzy wszystkie kości i stawy. Mów w umyśle. „Przez niezwykłą moc mojej Nadświadomości rozkazuję, aby wszystkie zwapnienia, zgrubienia i schorzenia mego szkieletu natychmiast zostały usunięte, a chore komórki odłączone, zastąpione zdrowymi i wydalone z organizmu jako obciążenie, burzące harmonię mego ciała”.

9. Teraz ujrzyj w umyśle siebie samego. Niech ten twój portret odzwierciedla doskonałe zdrowie. Z tym obrazem przed oczyma powtarzaj następujące słowa: „Pragnę aby wszystkie systemy mego ciała pozostawały w całkowitej wzajemnej harmonii. Przez potęgę mojej Nadświadomości zarządzam, aby ciało moje cieszyło się idealnym zdrowiem, a wszystkie choroby zostały usunięte jako dysharmonia”.

10. Oddychaj głęboko, przeponowo. Pozwól, by twój umysł towarzyszył oddechowi przez ciało, kończąc na doprowadzeniu go do szczytu głowy. Powtórz to ćwiczenie trzy razy, pogrążając się za każdym razem w głębszy relaks. Powtarzaj w myśli: „Jestem doskonale zdrowy na ciele i umyśle”.

11. Przez chwilę oddychaj spokojnie, nie kontrolując oddechu, nadal utrzymując ciało w odprężeniu.

12. Otwórz oczy i idź do codziennych zajęć.

Technika ta, właściwie praktykowana, zajmuje w przybliżeniu 15 minut dziennie. Ćwiczyć można jeden raz dziennie, do trzech razy możliwie w równych odstępach czasu, zresztą życie narzuca różne ograniczenia i sztywnych ram nie da się wprowadzić.

Psychotroniczne leczenie można stosować nie tylko w odniesieniu do siebie, w ten sposób można skutecznie pomagać także innym. Odległość przestrzeni nie stanowi żadnej przeszkody dla psychotronicznego leczenia. Twoje leczące myśli pędzą z prędkością światła i są poddane najpotężniejszej sile we wszechświecie – potędze Nadświadomości.

PRZYKŁADY EFEKTÓW PRAKTYKI PSYCHOTRONICZNEJ

„Bob C. miał 15 lat. Uległ katastrofie samochodowej i wyniósł z niej rozlegle rany: drugiego i trzeciego stopnia poparzenia. W pierwszych kilku tygodniach cierpienia młodego człowieka łagodzono narkotykami, lecz nadszedł czas, kiedy to narkotyki odstawiono z obawy przed nałogiem. Rany, dalekie jeszcze od wygojenia, przysparzały pacjentowi wiele bólu, to też pokój jego wypełniały jęki i błagania o pomoc. Po pomoc do mnie zgłosiła się Boba matka. Obydwoje rodzice natychmiast przystąpili do stosowania techniki psychotronicznego leczenia. W godzinę później Bob popadł w spokojny sen, pierwszy od czterech dni. Zaczęły też wyraźnie ustępować bóle i chory szybko powracał do zdrowia. Jeszcze przed zastosowaniem psychotronicznego leczenia ustalono na konsylium lekarskim, że konieczne będą rozlegle przeszczepy skórne, a to pociągnie za sobą szereg operacji. Mrs. C. z radością zawiadomiła mnie, że Boba ostatecznie czekają tylko dwie, a może tylko jedna operacja”.

„Linda J. ogromnie interesowała się techniką psychotronicznego leczenia. Chodziła na wykłady z parapsychologii na uniwersytecie Georia State. Zapoznała z tym problemem wielu swoich przyjaciół, a także przyjaciół tych przyjaciół. Jedynie siostra jej, Judy oraz szwagier, mieszkający zresztą w odległości 1000 km od Georgii, ostro krytykowali Lindy wiarę w „takie głupoty”. Ale zdarzyło się, że Judy bardzo niebezpiecznie zraniła oko ostrym drutem i lekarze uważali je w 95 % za stracone. Szwagier zawiadomił Linde o wypadku telefonicznie i jak to w obliczu niebezpieczeństwa bywa, niepomny na niedawną jeszcze zjadliwą krytykę, błagał o pomoc Linde, a przez nią i mnie. Niezwłocznie obie przystąpiłyśmy do psychotronicznego leczenia. Uzgodniłyśmy między sobą, że do 10-tej godziny następnego dnia, kiedy lekarze zdecydują, czy da się uniknąć operacji, prześlemy do Judy cudowne siły lecznicze aż cztery razy. W południe nadeszła radosna wiadomość: nie ma potrzeby operacji. Telefonował Bob, powiedział, że lekarze z ogromnym zdziwieniem stwierdzili, że zranione oko przez noc samo się zregenerowało. W tej sytuacji będą konieczne szkła kontaktowe. Linda wiedziała, że Judy nie znosiła okularów i chcąc oszczędzić jej tej przykrości zwróciła się do mnie z ponowną prośbą, a mianowicie, bym razem z nią za pośrednictwem psychotronicznego leczenia uratowała Judy od noszenia szkieł. Oczywiście zgodziłam się. Po tygodniu, bo wtedy właśnie miała być Judy na badaniu kontrolnym, miałam znowu telefon. Głos Lindy drgał radością: „Siostra nie potrzebuje nosić okularów lekarz orzekł, że oko jest w 100 % zdrowe. Przypisywał tę poprawę noszeniu szkieł korekcyjnych. Wtedy Judy wyjęła z torebki niezrealizowaną receptę na okulary. Osłupienie lekarza nie da się wyrazić słowami”. Judy i jej mąż popadli w tym wypadku w drugą skrajność. Zawsze twierdzę, że leczenie psychotroniczne powinno iść równolegle z leczeniem medycznym, a nie zamiast niego. Tym nie mniej byłam bardzo szczęśliwa razem z nimi.

„Jean L. zgłosiła się do mnie ogromnie przybita psychicznie. Właśnie stwierdzono u niej guz piersi, który chociaż łagodny, musiał być w najbliższej przyszłości operacyjnie usunięty. Operacja oznaczała dłuższy pobyt w szpitalu, Jean miała troje małych dzieci (2, 4 i 6 lat), a mąż był w ciągłych służbowych wyjazdach. Dałam jej wypisaną na kartce technikę „punkt po punkcie”, wytłumaczywszy przedtem na czym polega leczenie psychotroniczne i jak zwykle prosiłam o wiadomości. Po trzech dniach miałam telefon: „Wrócilam właśnie z kontrolnego prześwietlenia. Guz zniknął. Jestem ogromnie szczęśliwa”. Jean i jej mąż Marcin pozostawali ze mną w kontakcie. Nie tylko sami ćwiczyli trzy razy dziennie, lecz nauczyli tego najstarsze dziecko. „Gdy podrosną trochę mniejsze dzieci, dołączą i one do tych rodzinnych ćwiczeń – twierdzili z zapałem”.

Wszystkie te choroby zostaly wyleczone przy pomocy tej samej techniki psychotronicznego leczenia. Posiada ono swoje niezmienne zasady, ujęte w punkty i podpunkty; a różnice w poszczególnych wypadkach chorobowych dotyczą tylko poszczególnych słów i terminów.

Leczenie psychotroniczne polega na odwołaniu się do swego Wyższego Ja, do potęgi własnej Nadświadomości, na przedstawieniu swego pragnienia oraz na utrwaleniu ich przez umysłowe przeżywanie scenek radości, szczęścia z odzyskanego zdrowia, gratulacji najbliższych i scenki w gabinecie lekarza, który ze zdziwieniem, ale i z radością stwierdza absolutne wyleczenie z choroby. Proste, łatwe, a tak bardzo nam potrzebne! Przywykłszy w wyobraźni do własnej tryskającej zdrowiem i radością sylwetki, dużo łatwiej będzie w nią uwierzyć na jawie.


Centrala Usługowo-Wytwórcza „Różdżkarz”, Poznań 1983

Recenzent: mgr Zbigniew Zbiegieni